Rozdział 1
— Nie.
Zanim zdążyłem się uspokoić, Keith dorzucił:
— Zabiję go.
Jego słodki, zabójczy uśmiech, który pojawił się, gdy odgarnął opadające włosy, w jednej chwili wydał mi się wyrokiem śmierci.
—
Puk!
Po tym gwałtownym hałasie poczułem nagle piekący ból. Kiedy odruchowo przyłożyłem dłoń do twarzy, na koniuszkach palców zobaczyłem świeżą krew.
Najwyraźniej, mimo że prosiłem o usunięcie wszystkich kolców, jeden z nich pozostał.
Oparłem się na chwilę o ból i niemal prychnąłem z niedowierzania. Kobieta stojąca przede mną wyprostowała się w szpilkach i spojrzała na mnie tak, jakby chciała mnie zabić.
Bez wyrazu spojrzałem na nią z góry i otworzyłem usta.
— Jeśli nie podoba się pani róża, mogę zaproponować inny kwiat…
— Ty pieprzony wariacie! Naprawdę teraz to mówisz?!
Jej zachowanie, gdy miotała się, przeklinając, było zupełnie niepodobne do kobiety, która na co dzień zbierała pochwały jako „najbardziej elegancka aktorka Hollywood”. Przypomniałem sobie kampanię marki, w której niedawno wystąpiła, ale nadal nie mogłem uwierzyć, że to ta sama osoba.
Aktorka uderzyła mnie w twarz, podeptała leżący na podłodze bukiet róż i zaczęła bez końca rzucać przekleństwami, których nie sposób było powtórzyć.
Nagle wrzasnęła:
— Nie mogę się z tym pogodzić! Natychmiast każ mi się spotkać z Keithem!
— Już pani mówiłem. To niemożliwe.
Przyjąłem wyuczony, służbowy ton i zagrodziłem jej drogę. Zanim zdążyła ponownie mnie zwyzywać, kontynuowałem:
— Jeśli w przyszłości będzie chciała się pani z nim spotkać, najpierw musi pani przejść przeze mnie albo przez prawnika. Pan Pittman chce zakończyć waszą relację w możliwie spokojny sposób. Przyjęcie jego propozycji może również pomóc pani w dalszej karierze aktorskiej…
— Czy ty mi teraz grozisz?! Jak śmiesz?!
Odpowiedziałem jej beznamiętnie, podczas gdy wrzeszczała jak szalona:
— Przedstawiłem jedynie fakty. I nie chodzi wyłącznie o pana Pittmana. To również decyzja korzystna dla pani samej.
— Co za bzdury! Myślisz, że będę znosić to wszystko tak jak inne kobiety?!
Przerwała mi i ponownie zaczęła krzyczeć.
— Mogę natychmiast ściągnąć tutaj setkę dziennikarzy! Wszystkim opowiem, jakim podłym człowiekiem jest Keith Knight Pittman! Powiem im, jak ten cholerny sukinsyn mnie wykorzystał, a potem porzucił! Myślisz, że nie mam odwagi? Jeszcze zobaczymy, za kogo mnie uważasz!
Spojrzałem na wzburzoną kobietę i spokojnie odpowiedziałem:
— Rozumiem. W takim razie zrobi pani dokładnie to, co uzna za stosowne. Przekażę panu Pittmanowi pani stanowisko.
Kobieta zamarła na moment. Najwyraźniej nie spodziewała się takiej odpowiedzi.
Ja jednak nadal mówiłem mechanicznie, bez najmniejszej emocji.
— Świadczenia, o których mowa, miały być rekompensatą za bezproblemowe zakończenie waszej relacji. Jak już wspominałem, jest to kwestia umowna. Jeśli warunki nie zostaną spełnione, umowa oczywiście nie może zostać zawarta. Z naszej strony została przedstawiona propozycja, a ponieważ pani ją odrzuciła, negocjacje należy uznać za zakończone.
— Nie odrzuciłam! Ja tylko chciałam spotkać się z Keithem i usłyszeć wszystko bezpośrednio od niego…
Kobieta krzyczała niemal jak podczas ataku histerii.
— Co powiedziałeś?! Tylko trzy minuty?!
— Pierwotnie zamierzaliśmy dać pani około dwudziestu minut, ale siedemnaście już pani wykorzystała.
Powiedziałem to spokojnie i demonstracyjnie spojrzałem na zegarek.
Po raz pierwszy zamilkła.
Patrząc na jej pobladłą twarz, zapytałem:
— Co pani zamierza zrobić? Jeśli potrzebuje pani czasu do namysłu, mogę dać pani kolejne trzy minuty.
Wyjąłem przyniesione ze sobą dokumenty i długopis, po czym położyłem je na stole.
— Proszę podpisać te dokumenty, jeśli podejmie pani decyzję.
Kobieta zacisnęła usta. W tym czasie czas nieubłaganie płynął.
Kiedy zostało jej ostatnie trzydzieści sekund, sięgnęła po długopis. Nerwowo i niedbale nabazgrała swoje nazwisko, zupełnie jak ktoś zmuszony do złożenia autografu natrętnemu fanowi.
Czekałem w milczeniu. Kiedy skończyła, pochyliłem się i podniosłem dokumenty.
Chciałem się ukłonić i odejść, gdy nagle uniosła głowę.
Nie zdążyłem nawet uskoczyć.
Rzuciła we mnie wiecznym piórem.
—
— Oczywiście.
Skinąłem głową.
— Dobrze. Proszę czekać w sali konferencyjnej.
Wyszedłem z sekretariatu i natychmiast skierowałem się do gabinetu prezesa. Pędziłem samochodem jak szalony, ale ledwie zdążyłem dotrzeć przed rozpoczęciem spotkania.
Nie miałem nawet czasu wejść do łazienki i spojrzeć w lustro.
Właściwie to nawet lepiej.
Gdybym zobaczył na własne oczy, jak wyglądam, prawdopodobnie od razu poszedłbym do domu.
Jedno oko, w które trafiło wieczne pióro, pulsowało z bólu, a powieka była ciężka. Mniej więcej wyobrażałem sobie, jak fatalnie musiałem wyglądać.
Przeszedłem korytarzem do znajdującego się na jego końcu pomieszczenia. Minąłem swoje biurko, które było widoczne zaraz po otwarciu drzwi, i zatrzymałem się przed gabinetem prezesa.
Puk, puk.
Po krótkim, głębokim oddechu zapukałem w równym rytmie.
Nie usłyszałem odpowiedzi, ale mimo to chwyciłem za klamkę i już miałem otworzyć drzwi.
W tym momencie nagle otworzyły się od środka.
Odruchowo się cofnąłem, a mężczyzna, który właśnie miał wyjść, zatrzymał się.
— O…
Wydał z siebie krótkie westchnienie.
W tej samej chwili do mojego nosa dotarł intensywny, słodki zapach silnego dominującego alfy.
— Ten… zapach…!
Omal nie wyrwało mi się przekleństwo. W pośpiechu zasłoniłem nos rękawem i wstrzymałem oddech.
Pobladłem i z trudem powstrzymałem oddech, mrugając jedynie oczami. Mężczyzna patrzył na moje ruchy z rozbawieniem.
Keith Knight Pittman.
Mężczyzna, który stworzył własną ostateczną kartę przetargową, by pokazać ludziom, jak bardzo świat jest niesprawiedliwy…

Zostaw komentarz