Rozdział 2
Jego ojciec był prezesem P Finance, który trząsł amerykańskim sektorem finansowym. On sam również był następcą cieszącego się ogromnym prestiżem rodu Pittmanów, choć obecnie prowadził firmę z branży rozrywkowej. Sam fakt, że miał zarówno pieniądze, jak i władzę, był już wystarczający, ale na dodatek ten mężczyzna należał do niezwykle nielicznej grupy stanowiącej mniej niż 0,1 procenta całej światowej populacji — był ekstremalnym alfą. Można by wręcz powiedzieć, że zajmował najwyższe miejsce na szczycie piramidy żywieniowej.
Nie powinno więc dziwić, że ten mężczyzna, będący naturalnym posiadaczem feromonów przyciągających innych, a do tego szczycący się wyjątkową urodą, od pierwszego spotkania ze mną nie zawracał sobie głowy wyborem celu i po prostu postanowił mnie sobie przywłaszczyć.
Przez to, odkąd zostałem jego sekretarzem, musiałem codziennie zajmować się jego sprawami i wykonywać wszelkie niepotrzebne obowiązki. Gdy wydarzenia z przeszłości przemknęły mi przed oczami niczym panorama, gniew gwałtownie wezbrał we mnie i wykrzywiłem twarz.
— Już ci przeszło?
Z trudem łapiąc oddech, spojrzałem na niego. Oparty o drzwi, patrzył na mnie z miną człowieka, który właśnie znalazł sobie całkiem interesujące widowisko.
Nie był ani trochę inny. Do tego Keith bezczelnie przesunął po mnie wzrokiem od góry do dołu, po czym ponownie utkwił spojrzenie w mojej twarzy.
— Co jest? Czemu wyglądasz jak jakiś nędzarz?
Na jego ustach wciąż błąkał się uśmiech, ale w jego oczach nie było ani śladu kpiny. Jako perfekcjonista, który nie tolerował nawet najmniejszego odstępstwa od ideału, nie znosił również widoku takiego potarganego człowieka jak ja. Oparłem się o ścianę, zacisnąłem pięści i spojrzałem na niego.
— Elisa podpisała umowę.
Zacząłem zdawać raport rzeczowym tonem.
— Rozliczenie wynagrodzenia zostanie zakończone w tym tygodniu. Przyjąłem również pańskie zalecenia dotyczące dalszych relacji z panem Pittmanem. Umowa zawarta po fakcie przejdzie przez procedury prawne, aby zapobiec ewentualnym, niepotrzebnym sporom w przyszłości…
— Hej.
Jednym krótkim słowem przerwał mi.
— Muszę wiedzieć o tym wszystkim?
Spojrzałem na niego bez słowa. Na jego twarzy, zwykle bliskiej ideałowi, malowało się lekko zirytowane zniecierpliwienie. Odpowiedziałem chłodno, jak zawsze.
— Nie. Ale raportowanie jest moim obowiązkiem.
Keith tym razem z trudem oderwał się od panelu i wyprostował.
— Od teraz nie zawracaj mi głowy takimi błahostkami.
— Co?
— Mówię, że masz przestać śledzić pana Pittmana.
Patrząc na niego z góry, Keith wypuścił krótko powietrze, jakby uważał mnie za wyjątkowo bezczelnego idiotę.
— To po co mam to robić? Chcesz mnie teraz upokorzyć?
— Dlaczego mój wygląd miałby pana upokarzać?
Dopiero wtedy zrozumiałem, że popełniłem błąd, odpowiadając w ten sposób. Keith na chwilę zamarł, po czym przechylił głowę na bok i zmrużył oczy.
— Nie jesteś chyba na tyle głupi, żeby naprawdę pytać, bo nie rozumiesz, prawda?
— ……Przepraszam.
Natychmiast przeprosiłem. Nadal wyglądał na niezadowolonego, zmarszczył brwi, a potem odwrócił głowę.
— Hej.
Na jego wołanie Keith i ja jednocześnie odwróciliśmy głowy. Mimo że Keith był zaskakująco szybki w reagowaniu, po jego spojrzeniu można było od razu rozpoznać, kto to był.
Podobno ciągnie swój do swego. Keith przyjaźnił się z mężczyzną dokładnie tego samego typu. Niezwykle bogaty i wpływowy, o olśniewającej urodzie, ekstremalny alfa. Co więcej, obaj byli zawodnikami polo. Jeśli czymś się różnili, to chyba tylko tym, że tamten był znacznie lżejszy w obyciu.
Grace Miller był mężczyzną, który za każdym razem mówił, że szaleńczo kocha swojego partnera.
Tyle że problem polegał na tym, że jego miłość kończyła się niezwykle szybko i równie bezceremonialnie.
Kiedyś jedna z kobiet, którą porzucił, popełniła samobójstwo. Ta historia często pojawiała się w plotkach. Prawdą było to, że Grace szczerze i serdecznie roześmiał się, gdy o tym usłyszał. Ten ponury żart najwyraźniej wcale nie był dla niego czymś nowym. A potem Grace powiedział zrozpaczonej kobiecie:
<No proszę. I tak nie jesteś dla mnie warta nawet tyle co kurz. Ale jeśli możesz sprawić, żebym dobrze się bawił choć przez minutę, to świetnie. No dalej, skacz. Chyba na tyle możesz mi się jeszcze przydać.>
Powiedziawszy to, Grace roześmiał się serdecznie i odszedł, pogwizdując. Spośród ludzi, którzy znajdowali się w pobliżu, tylko Grace się uśmiechał.
Był to wyjątkowo żałosny koniec miłości. Ostatecznie dobrze się stało, że kobieta zrezygnowała z samobójstwa, ale później przez długi czas korzystała z poradnictwa psychologicznego. Grace zupełnie się tym nie przejął. Po prostu znalazł nową miłość, a następnego dnia zmienił zdanie, mówiąc: „Jednak ty też nie byłaś tą właściwą”, po czym znowu ruszył na poszukiwania kolejnej osoby.
A mimo to bezczelnie twierdził, że zawsze szczerze kocha swoich partnerów. Z tym swoim chłodnym spojrzeniem.
— O, Yeonwoo? Dawno się nie widzieliśmy.
Grace z uśmiechem spojrzał na mnie od stóp do głów.
— Dzień dobry, panie Miller.
— Mówiłem, żebyś nazywał mnie Grace.
W tej samej chwili dwaj mężczyźni podeszli do mnie z dwóch stron. Stojąc nade mną, mieli przewagę, ponieważ mierzyli ponad dwa metry i byli ogromnie umięśnieni. W porównaniu z nimi wyglądałem żałośnie, więc nie mogłem powstrzymać się od wyprostowania się i napięcia całego ciała. Keith popatrzył na mnie z dołu i prychnął ze śmiechem.
— Zawsze myślisz tylko o sobie, ale naprawdę masz osobliwy gust.
— Ja?
Grace zaśmiał się z rozbawieniem.
Spojrzał na niego ze szczerze zdumioną miną. Keith bezczelnie obrzucił mnie wzrokiem, powoli, od góry do dołu, jakby właśnie dokonywał wyceny. Potem spojrzał na Grace’a i powiedział:
— Wykonywanie pracy za tego typa to twoja sprawa.
Nie byłem w stanie natychmiast zapanować nad wyrazem twarzy. Na szczęście obaj byli zajęci sobą i, pogrążeni w bezsensownej rozmowie, w ogóle tego nie zauważyli.
— Co ty wyprawiasz? Ty, który nie masz nic przeciwko Omadze, też jesteś taki, prawda?
Grace roześmiał się i poklepał Keitha po ramieniu.
— Naprawdę zabawny z ciebie facet. Omaga, który nie pasuje do własnego gatunku, jak mój młodszy brat i ty, w ogóle mi się nie podoba. Co ci odbiło, że lubisz Omagę?
Keith zmarszczył brwi.
— Omaga czy nie, w końcu to mężczyzna, prawda? Nie mam żadnego hobby polegającego na poznawaniu mężczyzn.
— Z mężczyznami jest inaczej. Omaga… sam się przekonasz, kiedy go lepiej poznasz.
Grace powiedział to z uśmiechem i poklepał Keitha po ramieniu.

Zostaw komentarz