7. Nowa misja: Twarzą w twarz
Kwon Taekjoo wszedł do swojego pokoju.
Nawet nie spojrzał na torbę, którą wcześniej przyniesiono.
Po prostu zdjął ubranie i poszedł do łazienki.
Stanął pod prysznicem i odkręcił wodę.
Gorący strumień powoli spłynął po jego głowie.
Przez dłuższą chwilę stał bez ruchu, po czym oparł się czołem o ścianę.
Musiał uporządkować myśli.
Był skłonny uwierzyć w wyjaśnienie policji, że porwanie po przylocie do Rosji było dziełem ludzi sprzeciwiających się kontraktowi energetycznemu.
Co do tego nie miał większych wątpliwości.
Nie potrafił jednak zrozumieć jednego.
Kim był właściciel butów z krokodylej skóry?
I dlaczego pojawił się akurat tam?
Ostatecznie to on uratował Kwon Taekjoo.
Ale równie dobrze mógł nie być jego sprzymierzeńcem.
Może od początku nie zamierzał go skrzywdzić…
A może po prostu nie zdążył, bo policja pojawiła się zbyt szybko?
Sama myśl, że tamten człowiek stał wtedy tuż za jego plecami, wystarczała, by odebrać mu oddech.
Nie był w stanie się poruszyć.
Czuł się tak, jakby obok niego czaił się krokodyl gotowy rozszarpać go na kawałki przy najmniejszym błędzie.
Kwon Taekjoo miał wrażenie, że został wrzucony do barbarzyńskiego świata całkowicie pozbawiony jakiejkolwiek ochrony.
Po raz pierwszy w życiu nawet nie odważył się stawić oporu.
Próbował walczyć o przetrwanie.
Został jednak pokonany z niewiarygodną łatwością.
A co się stanie, jeśli tamten człowiek naprawdę postanowi mnie zabić?
Buty z ostro zakończonym noskiem.
Zapach cygara.
Spokojny głos.
I przemoc pozbawiona choćby cienia wahania.
Nie była to zwykła brutalność mająca obezwładnić przeciwnika.
Bardziej przypominała powolne wykuwanie strachu w sercu ofiary, by później zniszczyć ją krok po kroku.
Kwon Taekjoo zacisnął zęby i potrząsnął głową.
Siłą wyrzucił z myśli ten uporczywy obraz.
Jeśli to złe wspomnienie, najlepiej zapomnieć o nim jak najszybciej.
Chciał szybko skończyć prysznic, ale mokry bandaż na ręce tylko mu przeszkadzał.
Bez większego zastanowienia zdjął go.
Nadgarstek nadal bolał, choć nie był to ból nie do zniesienia.
Zdecydowanym ruchem odkleił również sztuczną skórę pokrywającą twarz.
Zmęczona twarz Hiro Sakamoto zniknęła.
Jej miejsce zajął prawdziwy Kwon Taekjoo.
Szybko umył twarz i włosy, po czym założył hotelowy szlafrok.
Wyszedł z łazienki i otworzył torbę.
Bagaż wyglądał niemal tak samo źle jak on sam.
Rzeczy były porozrzucane i przemieszane.
Na stercie ubrań leżały maszynki do golenia, przenośna konsola do gier, zegarki, tablet, aparat fotograficzny i kilka innych przedmiotów.
Ułożył je równo.
Następnie wyjął z niewielkiego zestawu narzędzi precyzyjny śrubokręt i zaczął rozkręcać urządzenia.
Nowe przedmioty w jednej chwili zamieniły się w stertę części.
Wybrał z nich potrzebne elementy i złożył je w jedno urządzenie.
Był to niewielki moduł podłączany do telefonu komórkowego.
Zaawansowane urządzenie, które regularnie zmieniało adres IP, wykorzystując sieć hotelową, dzięki czemu chroniło przed podsłuchem i włamaniami.
Podłączył je do laptopa i włączył komputer.
Kwon Taekjoo wpisał hasło i przez chwilę czekał.
Po chwili na ekranie pojawił się prosty interfejs.
Spośród wielu ikon wybrał popularny komunikator SNS.
Zaraz po zalogowaniu ukazało się logo Narodowej Agencji Wywiadu, a Kwon Taekjoo natychmiast połączył się z centralą.
Na ekranie od razu pojawiła się twarz dyrektora Lima.
— Nieźle się spóźniłeś.
Kwon Taekjoo również nie krył niezadowolenia.
— Skoro zamierzaliście ukryć moją tożsamość, nie mogliście wybrać kogoś bardziej godnego zaufania?
— Żeby dotrzeć do ludzi na wysokich stanowiskach, trzeba być na tyle wartościowym, żeby ktoś chciał cię porwać.
— Brzmi, jakbyście od początku wiedzieli, że coś takiego się wydarzy.
— Wiedzieć? Nie. Po prostu uznałem, że istnieje taka możliwość. Poza tym jesteś świetnym agentem. Nawet jeśli znajdziesz się w niebezpieczeństwie, byłem pewien, że sobie poradzisz.
Łatwo mu mówić…
Kwon Taekjoo spojrzał na niego z niezadowoleniem.
— Co właściwie się stało? Mówiłeś przecież, że z lotniska odbierze mnie pracownik Gazpromu.
— I tak miało być. Gazprom rzeczywiście skontaktował się z nami, informując, że wyśle po ciebie samochód.
— Naprawdę?
— Oczywiście. Gdy długo cię nie było, uznali, że nie przyleciałeś, i od razu skontaktowali się z Itochu. Przechwyciliśmy połączenie i je zablokowaliśmy. Słyszałem, że twój lot się opóźnił przez zamieszanie w samolocie. Przez to pracownicy Gazpromu popełnili błąd. Wzięli za Hiro Sakamoto innego Azjatę, który wcześniej przyleciał do Rosji. Dopiero później zorientowali się, że to nie on. W międzyczasie ciebie porwali ludzie podszywający się pod pracowników Gazpromu.
Czyli wszystko naprawdę zaczęło się od tego pijanego Rosjanina w samolocie…
Przez opóźnienie Kwon Taekjoo opuścił lotnisko później i trafił na Vasilija, fałszywego pracownika Gazpromu.
Przypomniał sobie ich rozmowę.
— Ale jest znacznie później, niż się spodziewaliśmy.
— W samolocie doszło do drobnego incydentu.
— Znowu jakiś pijany pasażer robił awanturę?
— …Skąd pan o tym wiedział?
Wiedział, bo należał do tej samej grupy.
To wyjaśniało wszystko.
A tamten mężczyzna…
Bez najmniejszego problemu zabił Vasilija.
Kwon Taekjoo zacisnął pięści.
Narastająca złość sprawiła, że aż zmarszczył brwi.
Nagle zabolał go nadgarstek.
Spojrzał na prawą rękę.
W miejscu, w którym tamten człowiek go chwycił, nadal widniały siniaki.
Wyraźnie odciskał się kształt dłoni.
Tłumione dotąd upokorzenie wróciło ze zdwojoną siłą.
Muszę odkryć, kim on jest.
Jeśli tego nie zrobię, do końca życia będę pamiętał to uczucie całkowitej bezsilności.
Kwon Taekjoo opowiedział dyrektorowi Limowi o tajemniczym zabójcy.
Liczył, że centrala wykorzysta swoje możliwości wywiadowcze.
Reakcja Lima okazała się jednak rozczarowująca.
— To będzie trudne. Nie widziałeś jego twarzy, więc nie mamy jak ustalić jego tożsamości. Limitowana edycja cygar liczyła cztery tysiące zestawów, więc potencjalnych nabywców może być nawet cztery tysiące. Sprawdzenie ich wszystkich zajęłoby mnóstwo czasu. Poza tym buty, które miał na sobie, nie były modelem limitowanym.
Kwon Taekjoo otworzył usta, lecz po chwili znowu je zamknął.
Nie mógł zaprzeczyć.
Dyrektor Lim uśmiechnął się lekko.
— Dopiero pierwszy dzień, a już tyle się wydarzyło.
Kwon Taekjoo zignorował próbę pocieszenia.
Oparł głowę na dłoni i westchnął z frustracją.
Lim obserwował go przez chwilę, po czym pochylił się bliżej kamery.
— Nieważne, jak bardzo lubisz pracować sam. Jeśli już pierwszego dnia wszystko idzie tak źle, to jak mam się nie martwić, kiedy jesteś tak daleko? Naprawdę obawiam się, że coś ci się stanie.
Kwon Taekjoo spojrzał na niego podejrzliwie.
Nagle zrobił się taki troskliwy?
Dyrektor Lim mówił dalej.
— Dlatego znalazłem kogoś, kto będzie ci pomagał.
— Wcześniej nic o tym nie mówiłeś.
Kwon Taekjoo zmarszczył brwi.
Ta misja miała być wykonywana wyłącznie przez niego.
Aż do chwili wyjazdu nikt nawet nie wspomniał o partnerze.
Dopiero teraz, kiedy dotarł już do Rosji, Lim mimochodem wyjawił prawdę.
Co za przebiegły lis… Nie różni się niczym od węża.
Kwon Taekjoo wpatrywał się w ekran.
Dyrektor Lim zupełnie się tym nie przejął i mówił dalej.
— Ten człowiek doskonale zna nie tylko geografię tego kraju, ale również układ wpływów, pieniędzy i władzy. Bardzo ci się przyda. Sądząc po sytuacji, tamta grupa skontaktuje się z tobą pojutrze. Kiedy będę miał chwilę, prześlę ci jego zdjęcie. Dobrze je zapamiętaj.
Powiedział, co chciał powiedzieć, a potem nagle przypomniał sobie jeszcze jedną rzecz.
— Ach, skoro jutro spotkasz się z ludźmi odpowiedzialnymi za kontrakt, lepiej dokładnie zapoznaj się z projektem terminalu LNG.
Połączenie zostało przerwane, zanim Kwon Taekjoo zdążył cokolwiek odpowiedzieć.
Chwilę później otrzymał plik od dyrektora Lima.
Z niezadowoleniem go otworzył.
Na ekranie pojawił się liczący pięćset dwadzieścia siedem stron plik PDF zawierający szczegóły umowy podpisanej między Rosją a Japonią oraz dokumentację dotyczącą budowy terminalu LNG.
Kwon Taekjoo przez chwilę wpatrywał się w ścianę drobnego tekstu.
Potem powoli odwrócił głowę.
Idealnie pościelone łóżko, na którym nie było nawet jednej zmarszczki, niemal go do siebie wołało.
Nie miał jednak wyboru.
Westchnął tak ciężko, że aż opadły mu ramiona.
Podszedł do minibaru, wyjął puszkę piwa i wypił połowę jednym haustem.
Dopiero potem wrócił do biurka.
Usiadł, głęboko odetchnął i spojrzał na ekran.
Minęło naprawdę sporo czasu, odkąd znowu musiałem tyle się uczyć…
—
Kwon Taekjoo siedział w głównej restauracji hotelowej z wyjątkowo ponurą miną.
To właśnie tutaj najważniejsi przedstawiciele Rosji i Japonii mieli wspólnie zjeść lunch.
Na szczęście nikt z japońskiej delegacji niczego nie podejrzewał.
Nie było powodu, by zwracać szczególną uwagę na pracownika średniego szczebla.
Musiał jedynie bezpiecznie przetrwać dzisiejszy obiad i pojawić się na bankiecie z okazji podpisania umowy, który miał odbyć się za kilka dni.
Gdy tylko opuści spotkanie rosyjskich polityków i biznesmenów, jego rola Hiro Sakamoto dobiegnie końca.
Nagle spojrzał na zegarek.
Lunch miał rozpocząć się punktualnie w południe.
Tymczasem wskazówka minutowa dawno minęła dwunastkę.
Minęło już prawie trzydzieści minut.
Osoby, które przybyły punktualnie, musiały cierpliwie czekać, ponieważ przedstawiciel Gazpromu jeszcze się nie pojawił.
Jeden z organizatorów co chwilę dzwonił do firmy, próbując ustalić, co się dzieje.
Patrząc na jego coraz większe zakłopotanie, można było tylko współczuć.
— Panie Sakamoto?
Kwon Taekjoo tak bardzo skupił się na tej scenie, że nawet nie zauważył, iż ktoś zwrócił się do niego.
— Tak?… Ach, przepraszam. Co pan powiedział?
— Słyszałem, że pierwszego dnia po przylocie spotkało pana niemiłe wydarzenie. Wszystko w porządku?
— Tak. Rosyjska policja przyjechała w samą porę, więc nic mi się nie stało. Nawet uprzejmie odwiozła mnie do hotelu.
— Naprawdę nie wiem, jak pana za to przeprosić… Bardzo mi przykro, że musiał pan przeżyć coś takiego.
— Nie ma za co przepraszać. To ja powinienem był zachować większą ostrożność. Naprawdę jest mi niezręcznie.
Kwon Taekjoo odpowiedział z nienaganną uprzejmością.
Jednak w jego oczach nie było ani śladu skruchy.
Choć zapewniał, że nic się nie stało, rozmówca nadal go przepraszał.
Po chwili również pozostali członkowie japońskiej delegacji zaczęli kolejno pochylać głowy.
Przepraszali za to, że został narażony na niebezpieczeństwo.
Zapewniali, że to ich wina i że nie powinien się niczym przejmować.
Oni przepraszali.
On przepraszał.
W jednej chwili zrobił się z tego prawdziwy festiwal przeprosin.
Kwon Taekjoo poczuł się nagle bardzo niezręcznie.
Powoli wstał z miejsca, natychmiast przyciągając uwagę obu delegacji.
Na jego twarzy pojawił się wymuszony uśmiech.
Chciał jak najszybciej uciec z tej sytuacji, więc z lekkim zakłopotaniem poprosił wszystkich o wyrozumiałość.— Proszę mi wybaczyć. Na chwilę się oddalę.
Pod pretekstem umycia rąk wyszedł z sali.
Gdy tylko drzwi zamknęły się za jego plecami, wyrwało mu się głębokie westchnienie.
Kwon Taekjoo poluzował krawat uciskający szyję, lecz nagle się zatrzymał.
Dyrektor wykonawczy Gazpromu wciąż stał na korytarzu i rozmawiał przez telefon.
Mówił spokojnym głosem, choć wyraźnie słychać było narastającą irytację.
— Gdzie jest prezes? Już wyjechał? Nie zamierza przyjechać?
Resztki cierpliwości prysły jak bańka mydlana.
Niedługo potem pracownik nie zdołał już dłużej tłumić złości.
To właśnie wtedy całkowicie wyczerpała się jego cierpliwość.
Kwon Taekjoo cmoknął cicho językiem i spokojnie skierował się do toalety.
Aby do niej dotrzeć, musiał przejść osobnym korytarzem.
Otworzył wysokie, sięgające niemal pięciu metrów drzwi i wszedł do środka.
Jak zawsze najpierw dokładnie rozejrzał się po pomieszczeniu.
Nie dostrzegł niczego podejrzanego, więc z ulgą westchnął i zatrzymał się przed umywalką.
Osuszył dłonie i jeszcze raz uporządkował w myślach ostatnie wydarzenia.
Tamtego dnia zasnął nad plikiem PDF, który przesłał mu dyrektor Lim.
Poza dość niewyraźnym snem noc minęła spokojnie.
Najwyraźniej był tak zmęczony, że po prostu odpłynął.
Wczoraj rano dokończył czytanie pozostałych dokumentów, a po południu pojechał na lotnisko odebrać japońską delegację.
Przeanalizował wszystko raz jeszcze.
Nie wyglądało na to, by popełnił jakiś poważny błąd.
Samo studiowanie dokumentów było męczące, ale dzięki temu bez problemu rozumiał rozmowy dotyczące kontraktu.
W tej samej chwili zza drzwi dobiegł czyjś głos.
Ktoś rozmawiał.
Jeśli nie mówił sam do siebie, to musiał prowadzić rozmowę telefoniczną.
To ten przedstawiciel Gazpromu?
Drzwi otworzyły się, a głos stał się wyraźniejszy.
Ciało Kwon Taekjoo na moment zesztywniało.
— …Nie. Jestem tutaj, ale i tak będzie nudno.
Skądś już słyszałem ten głos.
Gdzie?
To wspomnienie nie było stare.
Nie słyszał go na tyle często, by dobrze je zapamiętać, ale tamta chwila była tak silna, że głos wyrył się w jego pamięci.
Próbował sobie przypomnieć.
Wtedy odezwał się ponownie.
Tuż za jego plecami.
— Ustalmy jedno. Jeśli chodzi o wsparcie, to ostatnim razem było go aż nadto.
To on.
Kwon Taekjoo był tego pewien, choć nawet się nie odwrócił.
To był zabójca, którego spotkał dwa dni temu w niedokończonym budynku.
W chwili, gdy to zrozumiał, wszystkie jego zmysły natychmiast się wyostrzyły.
Pierwszy odezwał się węch.
Wyraźnie poczuł intensywny zapach powoli tlących się wilgotnych liści.
Delikatny, bogaty aromat koniaku.
Cohiba Behike.
Choć tamten nawet nie palił cygara, sam zapach zdawał się ciążyć Kwon Taekjoo na barkach.
Głos nadal rozbrzmiewał za jego plecami.
Mężczyzna zatrzymał się przy wejściu i kontynuował rozmowę.
Nagle Kwon Taekjoo poczuł na sobie czyjś wzrok.
Nie odwrócił się.
Nie spojrzał też w lustro.
Mimo to był pewien.
Tamten patrzył właśnie na niego.
Po plecach przebiegł mu zimny dreszcz.
— Wystarczy… wiem.
Może tylko mu się wydawało, ale ostatnie słowa zabrzmiały nieco przeciągle.
Połączenie dobiegło końca.
Spojrzenie, które czuł na sobie, stało się jeszcze wyraźniejsze.
Teraz w zamkniętej łazience byli już tylko oni dwaj.
Kwon Taekjoo wciąż mył ręce, uważnie obserwując każdy ruch tamtego.
Mężczyzna również patrzył wyłącznie na swoje dłonie, jakby w ogóle nie rozpoznawał stojącej obok osoby.
Atmosfera błyskawicznie zgęstniała.
Czas płynął nieznośnie wolno.
Nie wiadomo, ile to trwało.
W końcu kroki mężczyzny, które wcześniej ucichły, ponownie rozległy się w łazience.
Podszedł do umywalki tuż obok Kwon Taekjoo.
Rozległ się szum odkręcanej wody.
Spokojnie zaczął myć ręce.
Już sam ten drobny ruch sprawił, że zapach Cohiby stał się jeszcze intensywniejszy.
Wraz z nim powróciły wspomnienia pierwszego dnia, gdy Kwon Taekjoo po raz pierwszy poczuł ten aromat.
Kwon Taekjoo starał się zachować jak największy spokój.
Zakręcił wodę, jak gdyby w ogóle nie znał stojącego obok mężczyzny, po czym sięgnął po przygotowany ręcznik i wytarł dłonie.
Dlaczego ten pieprzony zabójca pojawił się akurat teraz?
Jeśli to przypadek… to jest to naprawdę przeklęty zbieg okoliczności.
Patrząc na jego status, nie było niczym dziwnym, że bywał w takich miejscach.
Problem polegał na tym, że obaj znaleźli się zamknięci w jednej, niewielkiej przestrzeni.
Muszę go unikać.
Ta myśl całkowicie zawładnęła jego umysłem.
Kwon Taekjoo czuł, jak napięcie coraz mocniej ściska mu głowę.
Wrzucił mokry ręcznik do kosza i chciał wyjść.
Wtedy za jego plecami rozległ się spokojny głos.
— Nawet się nie przywitasz? Wygląda na to, że już się znamy.
Po chwili dodał:
— A może Japończycy wcale nie są tacy uprzejmi?
Kwon Taekjoo nie odwrócił się.
Nie był nawet w stanie nacisnąć klamki, którą trzymał.
Nie wiedział, co się stanie, jeśli wykona choć jeden nieostrożny ruch.
Nawet gdyby tamten zabił go właśnie tutaj, rozrywając jego ciało na kawałki, nikt by się o tym nie dowiedział.
A jeśli nawet… byłoby już za późno.
Mężczyzna odezwał się ponownie z lekką drwiną:
— Tak właśnie wygląda etykieta samurajów?
Jego głos pozostawał spokojny, ale wyczuwało się w nim chłodny nacisk.
Potem już nic więcej nie powiedział.
Kwon Taekjoo zignorował wszystkie instynkty, otworzył drzwi i wyszedł, nie wypowiadając ani słowa.
Gdy tylko drzwi zamknęły się za nim i zostawił tamtego w środku, z jego ust wyrwało się ciche westchnienie ulgi.
Serce waliło mu jak oszalałe.
Najwyraźniej już od dłuższego czasu biło w takim tempie, choć sam tego nie zauważył.
Nie pamiętał, kiedy ostatni raz był aż tak zestresowany.

Zostaw komentarz