2. Misja w Busanie
Lee Cheoljin nerwowo wpatrywał się w Kwon Taekjoo. Po chwili jego spojrzenie przesunęło się na coś za plecami przeciwnika.
W tym samym momencie z lufy Colta trzymanego przez Kwon Taekjoo wystrzelił ogień, a huk strzału rozdarł noc.
Pocisk bezbłędnie trafił w cel.
Na pokład nie osunął się jednak Lee Cheoljin.
Krzyknął Kim Younghee.
Niepostrzeżenie zakradł się za plecy Kwon Taekjoo, lecz kula przeszyła jego prawą dłoń, zanim zdążył nacisnąć spust.
Jego marynarka w odcieniu kości słoniowej natychmiast zabarwiła się na czerwono od krwi.
Kim Younghee upadł na kolana, ściskając roztrzaskaną prawą rękę. Colt, który trzymał, wypadł mu z dłoni i wystrzelił kilka pocisków w powietrze.
Nie sposób było stwierdzić, czy mierzył do Kwon Taekjoo, czy do Lee Cheoljina.
Kwon Taekjoo odwrócił wzrok z powrotem przed siebie.
W tym czasie Lee Cheoljin również odrzucił nóż i odwrócił się plecami.
Oburącz chwycił reling.
Oddychał ciężko.
Jego ramiona unosiły się i opadały, a plecy wyraźnie napinały przy każdym oddechu.
W chwili, gdy Kwon Taekjoo ogarnęło złe przeczucie, Lee Cheoljin nagle odbił się od relingu i skoczył.
Kwon Taekjoo natychmiast ruszył biegiem.
Zanim jednak zdążył dotrzeć do burty, usłyszał głuchy plusk.
Spojrzał w dół.
Czarna tafla morza rozstąpiła się, wyrzucając wysoko biały pióropusz wody.
Szybko omiótł wzrokiem powierzchnię, szukając Lee Cheoljina, lecz nigdzie go nie dostrzegł.
Czekał jeszcze chwilę.
W końcu spośród spienionych fal wynurzyła się głowa uciekiniera.
Skok do morza z takiej wysokości był niemal równoznaczny z próbą samobójczą.
Jednak jakby chcąc zakpić z przewidywań Kwon Taekjoo, z ciemności nagle wyłoniła się łódź.
Zbliżała się z zapalonymi światłami.
Był to stary, drewniany kuter rybacki.
Być może właśnie dzięki tak niepozornej jednostce udało mu się ominąć sieć obserwacji służb i dotrzeć aż tutaj.
Kuter cicho sunął przez ciemność, stopniowo zbliżając się do Lee Cheoljina.
Kwon Taekjoo poczuł się, jakby ktoś z całej siły uderzył go w tył głowy.
Więc to był prawdziwy plan ucieczki.
Bilet na prom miał jedynie odwrócić uwagę ścigających.
Prawdziwym zamiarem było zniknięcie na morzu natychmiast po przejęciu pendrive’a.
Kwon Taekjoo natychmiast otworzył ogień.
Jednak trafienie niewielkiego kutra z tak dużej odległości, w dodatku pośród nocnych ciemności, nie było łatwe.
Nawet jeśli cel znajdował się w zasięgu wzroku, nie mógł pozwolić sobie na jego zabicie.
Gdyby od początku dostał rozkaz po prostu zastrzelić przeciwnika, nie musiałby zadawać sobie tyle trudu.
Celem tej operacji było rozpracowanie siatki północnokoreańskich szpiegów, którzy od lat ukrywali się w Korei Południowej, zajmowali wysokie stanowiska i wykradali tajemnice państwowe.
Było niemal pewne, że za Lee Cheoljinem stoi więcej osób.
Kwon Taekjoo nie mógł ściąć pnia, zanim nie wykopie wszystkich korzeni.
W międzyczasie prom płynął dalej, a odległość dzieląca go od kutra rybackiego stopniowo się zwiększała.
Z kabiny drewnianego kutra wyszedł mężczyzna i pomógł Lee Cheoljinowi wejść na pokład.
Lee Cheoljin zdjął przemoczoną marynarkę.
Dopiero wtedy wszystko stało się jasne.
Pod ubraniem miał przymocowanych kilka niewielkich boi wypornościowych.
Gdy kuter zaczął odpływać, Lee Cheoljin uniósł rękę i pomachał Kwon Taekjoo z wyraźną drwiną.
Na jego twarzy malował się triumfalny uśmiech.
Kwon Taekjoo odpowiedział jedynie ledwie dostrzegalnym uśmiechem.
Po chwili i on zniknął z jego twarzy.
Odwrócił się i podszedł do leżącego na pokładzie Kim Younghee.
Kim Younghee drżał z bólu, kurczowo trzymając ranną rękę, a jednocześnie usiłował coś wyciągnąć.
Truciznę.
Kwon Taekjoo bez wahania uderzył go mocno w kark, pozbawiając go przytomności, zanim zdążył popełnić samobójstwo.
Następnie wepchnął mu do ust złożoną chusteczkę, aby po odzyskaniu świadomości nie mógł odgryźć sobie języka ani zrobić sobie krzywdy.
Potem chwycił jego lewą rękę i wykręcił ją za plecy.
Przypadkiem spojrzał na serdeczny palec.
Znajdowała się na nim obrączka.
Była niemal pozbawiona zarysowań.
Wyglądała na całkiem nową.
— Ładna obrączka. W takim razie przyda ci się do kompletu jeszcze bransoletka.
Z kpiącym uśmiechem Kwon Taekjoo wyjął kajdanki.
Metal zatrzasnął się z donośnym kliknięciem, przykuwając lewy nadgarstek Kim Younghee do relingu.
Gdy skończył, ponownie włączył komunikator.
— Dobrze. Masz osiem sekund. Natychmiast tu przypłyń.
— …Co? — odezwał się z niedowierzaniem głos po drugiej stronie.
Kwon Taekjoo całkowicie go zignorował.
Spojrzał na zegarek.
Nacisnął znajdujący się z boku przycisk.
Wyświetlana godzina zniknęła, ustępując miejsca mapie.
Podczas pościgu zdążył niepostrzeżenie umieścić nadajnik GPS przy pasku Lee Cheoljina.
Czerwony punkt na ekranie powoli oddalał się od linii wyznaczającej jego pozycję.
Nie było już czasu do stracenia.
Kwon Taekjoo nabrał głęboko powietrza i sprintem pobiegł na rufę promu.
Dotarł na sam koniec pokładu.
Bez chwili zawahania wspiął się na reling.
I skoczył.
Na moment wszystko spowiła czerń.
Wiatr uderzał w niego z każdej strony, przeszywając całe ciało.
Jesień przyszła wcześniej, niż się spodziewałem.
Cholera.
Po chwili z hukiem uderzył o powierzchnię morza.
Potężny wstrząs przeszył całe ciało Kwon Taekjoo, gdy wpadł w lodowato zimną, czarną wodę.
Miał wrażenie, jakby każdy mięsień został brutalnie rozerwany.
Morze natychmiast pochłonęło go całkowicie.
Wokół eksplodowały tysiące pęcherzyków powietrza.
Pozostał pod wodą jeszcze przez chwilę, aby zamortyzować impet upadku.
Dopiero potem powoli poruszył rękami i nogami, pozwalając nurtowi unosić swoje ciało.
Otworzył oczy.
Wokół panowała absolutna ciemność.
Ani jeden promień światła nie przenikał przez wodę.
Z całej siły odbił się nogami i wypłynął na powierzchnię.
Wysokie fale nieustannie spychały go z miejsca, utrudniając utrzymanie równowagi.
Z wysiłkiem uniósł nad wodę nadgarstek i ponownie nacisnął przycisk na zegarku.
Mapa zniknęła.
Cały wyświetlacz rozbłysnął intensywnym światłem.
Jasny sygnał wystrzelił pionowo w nocne niebo.
Minęły dwie…
trzy sekundy.
Nagle niedaleko rozległ się znajomy mechaniczny dźwięk.
Silnik motorówki.
Warkot szybko narastał, po czym nagle ucichł.
Chwilę później białe fale wzburzone przez śrubę uderzyły w Kwon Taekjoo, a znad jego głowy rozległ się zirytowany głos.
— Serio. Jeśli będziesz tak dalej robił, któregoś dnia zostaniesz wodnym duchem.
Yoon Jongwoo, który dotarł tutaj w osiem sekund, pędząc z całych sił, wyciągnął do niego rękę. Kwon Taekjoo chwycił ją i wspiął się na motorówkę.
Był przemoczony do suchej nitki. Całe ciało miał mokre i zdrętwiałe z zimna.
Mimo przenikliwego chłodu zdjął zegarek i rzucił go Yoon Jongwoo.
Nie zadając żadnych pytań, Yoon Jongwoo skierował łódź zgodnie z czerwonym punktem wyświetlanym na ekranie nawigacji zegarka.
W tym czasie Kwon Taekjoo zrzucił z siebie mokrą marynarkę i ciężko odetchnął.
Motorówka pędziła przez czarne fale.
Kadłub gwałtownie podskakiwał na wzburzonym morzu.
Czerwony punkt był już niemal przy linii wyznaczającej ich pozycję i stopniowo się do niej zbliżał.
Pip, pip, pip, pip, pip… pipipipi.
Gdy w zasięgu wzroku pojawił się drewniany kuter, charakterystyczny sygnał stał się jeszcze wyraźniejszy.
Najwyraźniej ludzie na uciekającej łodzi również zauważyli, że ktoś ich ściga.
Po chwili z kabiny wyszedł mężczyzna z karabinem.
Yoon Jongwoo zacisnął zęby i mocniej chwycił ster.
Motorówka gwałtownie skręciła, rozcinając fale.
Większość pocisków minęła cel, lecz jeden uderzył w róg łodzi.
Na szczęście nie trafił ani w silnik, ani w zbiornik paliwa.
Dzięki temu nie musieli oglądać o północy fajerwerków.
Na kutrze nadal nie zapalono żadnych świateł.
W takich warunkach nie dało się obezwładnić celu bez ryzyka jego zabicia.
Nawet kiedy podpływali bliżej, z kutra natychmiast sypał się grad kul, nie zostawiając im ani chwili na działanie.
Schwytanie uzbrojonych celów żywcem było naprawdę absurdalnym rozkazem.
Sytuacja powtarzała się bez końca.
Byli ostrzeliwani.
Unikali kul.
Znowu zbliżali się do celu.
I znów byli ostrzeliwani.
Yoon Jongwoo ze złości uderzył dłonią w ster.
Cel znajdował się tuż przed nimi.
A jednak nie mogli go nawet tknąć.
Doprowadzało go to do szaleństwa.
— Zamieńmy się.
Kwon Taekjoo odsunął go od steru.
Sam usiadł za kierownicą i natychmiast skierował motorówkę prosto na kuter.
Yoon Jongwoo zachwiał się bezradnie, gdy łódź gwałtownie podskoczyła na fali.
— Aaa! Majorze! Zderzymy się! Zderzymy się!
Podniósł się z miejsca i krzyknął z przerażeniem.
Kwon Taekjoo jedynie jeszcze bardziej zwiększył prędkość.
Z drewnianego kutra ponownie posypały się kule.
Kwon Taekjoo ostro przechylił motorówkę, wzbijając ogromną ścianę wody, która uderzyła w pokład kutra.
Dopiero wtedy ostrzał przeciwnika na chwilę osłabł.
Przez dłuższy czas płynął tuż przed kutrem.
Nagle gwałtownie skręcił sterem, wykonując szeroki zwrot w prawo.
Silnik zawył przeciążony.
Motorówka przechyliła się tak mocno, jakby za chwilę miała się wywrócić.
Yoon Jongwoo pobladł jeszcze bardziej, gdy łódź nagle zmieniła kierunek i zaczęła zawracać.
Kwon Taekjoo wrócił na wcześniej obrany kurs i wycisnął z silnika maksimum możliwości.
Gdy motorówka ponownie wyłoniła się z ciemności, na kutrze wyraźnie zapanował niepokój.
Strach przeciwników zdradzały chaotycznie wystrzeliwane pociski.
Kwon Taekjoo nie miał czasu nawet odpowiedzieć.
Yoon Jongwoo wpadł w panikę i skulił się, osłaniając głowę obiema rękami.
— Naprawdę wszyscy zginiemy! Zginiemy! Zginiemy! Ty w ogóle mnie słyszysz, wariacie?!
Yoon Jongwoo był przerażony i bez najmniejszych skrupułów wyzywał swojego przełożonego, Kwon Taekjoo.
Kwon Taekjoo nie zwracał na to najmniejszej uwagi i nadal pędził prosto przed siebie.
Jeśli nic się nie zmieni, ich motorówka zderzy się czołowo z drewnianym kutrem.
Yoon Jongwoo mocno zacisnął powieki.
Nagle przed oczami stanęli mu rodzice czekający w domu.
Oczy momentalnie zaszły mu łzami.
Jeszcze dwa miesiące temu nie miał nawet pieniędzy, żeby zapłacić za kimchi przysłane przez matkę.
Przypomniał sobie wiadomość, którą od niej dostał przed wyjazdem.
„Wracaj cały i zdrowy, ty mały łobuzie.”
Mamo…
Załoga kutra również wyczuła nadchodzące niebezpieczeństwo.
Patrzyli zdezorientowani, jak motorówka pędzi prosto na nich.
Niemal jednocześnie wszyscy rzucili się do morza.
Do zderzenia pozostawało mniej niż pięć metrów.
Obie jednostki miały za chwilę się zderzyć.
W tym krótkim momencie rezygnacja i rozpacz ważyły tyle samo.
Wtedy…
Kwon Taekjoo z całej siły szarpnął ster.
Motorówka pędziła z tak ogromną prędkością, że gwałtowne hamowanie niemal wyrwało ją z wody.
Kadłub poderwał się i sunął bokiem, kreśląc długi łuk.
Mimo to zderzenie wydawało się nieuniknione.
Przynajmniej w teorii.
Każdy rozsądny człowiek odpuściłby w tej chwili, żeby ratować własne życie.
Kwon Taekjoo ani na moment nie puścił steru.
Chwilę później prawa burta drewnianego kutra z głuchym hukiem otarła się o rufę motorówki.
Oba kadłuby zatrzęsły się gwałtownie.
W miejscu tarcia posypały się iskry.
Przez ułamek sekundy wydawało się, że obie łodzie unoszą się w powietrzu.
— Co…?
Gdy wszystko ucichło, Yoon Jongwoo powoli otworzył oczy.
Dookoła znów panowała cisza.
Wciąż znajdował się na motorówce, a nie w lodowatym morzu.
Kwon Taekjoo nadal siedział za sterem.
Z rufy unosił się dym.
W burcie drewnianego kutra ziała ogromna dziura.
Poza tym nic się nie stało.
Napięcie, które ściskało całe jego ciało, nagle ustąpiło.
Serce jednak waliło mu tak mocno, że nie potrafił zapanować nad drżącymi rękami.
Silnik w końcu zamilkł.
Fale zaczęły znosić motorówkę w stronę kutra.
Kadłuby obu łodzi raz po raz uderzały o siebie z ogłuszającym hukiem.
Kwon Taekjoo wstał i bez słowa przeszedł na pokład kutra.
Dopiero wtedy Yoon Jongwoo odzyskał przytomność umysłu.
Po omacku odnalazł na podłodze swojego Colta i podniósł go.
Czyli jednak jeszcze żyję…
Kwon Taekjoo wszedł na kuter i oświetlił okolicę latarką.
W świetle zobaczył dwie sylwetki rozpaczliwie próbujące utrzymać się na powierzchni morza.
Nie miały już dokąd uciec.
Przez chwilę spokojnie obserwował ich desperackie zmagania.
Następnie podniósł leżącą obok sieć rybacką.
Przytrzymał ją tak, by się nie splątała, i z rozmachem rzucił w stronę uciekających.
Sieć szeroko rozpostarła się w powietrzu.
Obaj mężczyźni natychmiast zaplątali się w jej oczka.
Im bardziej próbowali się uwolnić, tym mocniej sieć zaciskała się wokół ich ciał.
Kwon Taekjoo przez chwilę spokojnie przyglądał się ich bezowocnej walce.
Potem uruchomił wyciągarkę połączoną z siecią.
Ze starego mechanizmu, używanego na małych kutrach rybackich, dobiegł zgrzytliwy odgłos.
Obsługa okazała się znacznie prostsza, niż wyglądała.
Nagle Kwon Taekjoo odwrócił głowę.
Yoon Jongwoo, który do tej pory osłaniał go z bronią w ręku, właśnie do niego podszedł.
Chyba wciąż zawstydzony swoim wcześniejszym zachowaniem, z większym zapałem niż sam Kwon Taekjoo zaczął obsługiwać wyciągarkę.
Chwilę później Lee Cheoljin i jego wspólnik, zaplątani w sieć, zostali wciągnięci na pokład.
— Ha… ha… Co teraz robimy?
Yoon Jongwoo otarł pot z czoła i spojrzał na Kwon Taekjoo.
Nie doczekał się odpowiedzi.
Zdziwiony podniósł wzrok.
Kwon Taekjoo zdążył już wrócić na motorówkę i gorączkowo czegoś w niej szukał.
— Co robisz?
— Gdzie jest to, co kazałem ci przygotować?
— Ach, pod siedzeniem kierowcy.
Kwon Taekjoo natychmiast schylił się pod fotel. Zgodnie ze słowami Yoon Jongwoo leżała tam walizka. Rozsunął zamek, zajrzał do środka i od razu wydał kolejne polecenia.
— Skontaktuj się z centralą i zamelduj, że schwytaliśmy Lee Cheoljina, jego wspólnika oraz zabezpieczyliśmy pendrive’a. Powiadom też o Kim Younghee. Został przykuty na promie, więc Straż Przybrzeżna pewnie już go szuka. Niech go przejmą.
— Co? Majorze… Dlaczego znowu wszystko mam robić sam?
— A kto inny?
— A co z panem?
— Jestem bardzo zajęty. Muszę zdążyć na rodzinne spotkanie. Powodzenia.
Czy to prawda, że stojąc na granicy życia i śmierci, człowiek przestaje rozsądnie analizować to, co słyszy?
Yoon Jongwoo tylko bez końca powtarzał:
— …Co?
Po prostu nie potrafił zaakceptować rzeczywistości.
Jakby na potwierdzenie jego najgorszych przeczuć, silnik motorówki zawarczał.
Yoon Jongwoo został sam na uszkodzonym kutrze z dwoma mężczyznami zaplątanymi w sieć.
Kwon Taekjoo odpłynął, nawet się nie odwracając.
Motorówka szybko pomknęła przed siebie.
Wszystko wydarzyło się tak błyskawicznie, że Yoon Jongwoo nie zdążył nawet pomyśleć.
Gdy oszołomiony spojrzał pod nogi, jego buty były już przemoczone.
Przez dziurę w burcie do środka wlewała się morska woda.
Nawet jeśli kuter z taką wyrwą nie zatonie od razu…
Czy przełożony naprawdę może zostawić podwładnego samego, nie czując ani odrobiny wyrzutów sumienia?
Yoon Jongwoo darł się za nim tak, jakby walczył o życie.
Kwon Taekjoo uznał jednak, że musiał pomylić jego krzyk z odgłosem wiatru albo fal.
Dzisiaj wiatr wyjątkowo przypominał okrzyk:
— Niewiarygodne!
Podobno im cenniejsze dziecko, tym surowiej należy je wychowywać.
A zatem to, co przed chwilą usłyszał, z pewnością było tylko złudzeniem.

Zostaw komentarz