1. Misja w Busanie
19:49, Międzynarodowy Port w Busanie.
Nad nabrzeżem powoli zapadał zmrok. Jednocześnie z pełnym rozmachem trwały przygotowania do odpłynięcia promu. Pięciotysięczny prom pasażersko-towarowy majestatycznie górował nad portem, skąpany w migotliwym świetle latarni. Był to regularny rejs odbywający się raz dziennie. Następnego ranka statek miał zawinąć do portu w Shimonoseki w Japonii.
Po zakończeniu wejścia na pokład zamknięto bramy. Dźwig zakończył załadunek i bezszelestnie odsunął się od nabrzeża. Wkrótce zgasły również światła terminalu. Okolicę spowiła nocna cisza. Jedynie zacumowany prom unosił się na falującej, czarnej tafli morza.
Wewnątrz panowała jednak zupełnie inna atmosfera.
Pewien mężczyzna wcześnie wszedł do przydzielonej kabiny i zostawił w niej bagaż. Wokół niego pasażerowie z podekscytowaniem oglądali statek. Grupkami zbierali się przy stolikach w salonie, popijając alkohol, a niektórzy uwieczniali każdą chwilę aparatami fotograficznymi. Głośny śmiech rozbrzmiewał w całym wnętrzu. Nawet chłodny, smagany wiatrem pokład wypełniała charakterystyczna atmosfera ekscytacji i oczekiwania na rozpoczynającą się podróż.
Pośród tego tłumu znajdował się Kwon Taekjoo.
Miał na sobie zwyczajny garnitur z marynarką i niczym nie wyróżniał się spośród pozostałych pasażerów. Jedynie jego wyjątkowo ponury wyraz twarzy zupełnie nie pasował do człowieka podróżującego w najdroższej kabinie.
Co jakiś czas podciągał rękaw, by sprawdzić godzinę. Uważnie śledził ruch sekundnika.
Dokładnie o dwudziestej rozległ się przeciągły sygnał oznajmiający odpłynięcie promu, przecinając ciszę nocnego morza.
Kwon Taekjoo również się poruszył i wyszedł na balkon.
Z góry miał doskonały widok na dolny pokład. Turyści wciąż robili sobie zdjęcia. W takich ciemnościach trudno było liczyć na udane fotografie, lecz mimo to nieustannie naciskali przycisk migawki.
Obserwował ich bez większego zainteresowania, gdy nagle w jego lewym uchu rozległ się cichy mechaniczny trzask. Chwilę później usłyszał czyjś głos.
— Jak tam? Podoba ci się romantyczna atmosfera nocnego morza?
— Nie jest źle. Głośno, ale jednocześnie śmiertelnie nudno.
Ze słuchawki dobiegł cichy śmiech.
W tym czasie wzrok Kwon Taekjoo nadal spoczywał na pokładzie. Uważnie przyglądał się każdej mijającej osobie, lecz żadna szczególnie nie zwracała jego uwagi.
— Zdaj raport.
— Potwierdzono, że osoba kontaktowa, Kim Younghee, oraz funkcjonariusz Narodowej Służby Bezpieczeństwa, Lee Cheoljin, weszli na pokład. Lee Cheoljin podróżuje pod przykrywką chińskiego obywatela. Najprawdopodobniej opuści tę tożsamość zaraz po przybyciu do Japonii. Z kolei Kim Younghee ma zarezerwowany prom wypływający jutro wieczorem z Shimonoseki.
— W takim razie muszę dopaść ich, zanim statek dobije do portu. — Mruknąwszy to pod nosem, Kwon Taekjoo opuścił balkon.
— Zamierzasz działać już teraz? — zapytał głos w słuchawce.
Kwon Taekjoo wyszedł z kabiny i ruszył pustym korytarzem.
— W chowanego najlepiej grają ci, którzy nie boją się ryzykować.
Jeśli ich cele miały się ze sobą skontaktować, właśnie taki chaos był ku temu najlepszą okazją. Spotkanie w odludnym miejscu wzbudziłoby jedynie niepotrzebne podejrzenia.
Kwon Taekjoo zbiegł po dwóch spiralnych biegach schodów. Minął grupę ludzi zgromadzonych przed restauracją na drugim pokładzie, uważnie przyglądając się każdej twarzy. Jednak i tym razem nie dostrzegł nikogo wartego uwagi.
Schodząc po schodach prowadzących do holu na pierwszym pokładzie, rzucił krótkie polecenie:
— Zadzwoń.
Telefon zadzwonił natychmiast.
Kwon Taekjoo pozwolił, by sygnał rozbrzmiał dwa razy, po czym odebrał w połowie schodów.
— Halo.
Powiedział to tylko po to, by podtrzymać pozory zwyczajnej rozmowy z milczącą osobą po drugiej stronie.
Nikt nie zwracał uwagi na mężczyznę, który rozmawiał przez telefon, idąc korytarzem.
Chwilę później minęła go kobieta z wysoko postawionym kołnierzem płaszcza, który sprawiał wrażenie wyjątkowo niewygodnego.
Czarne oczy Kwon Taekjoo w milczeniu śledziły kobietę.
Minęła punkt informacji i podeszła do automatu z napojami stojącego obok windy. Przez dłuższą chwilę stała nieruchomo, jakby nie mogła się zdecydować. W międzyczasie kolejne osoby podchodziły do automatu i odchodziły.
Dopiero gdy wokół znów zrobiło się pusto, kobieta wyjęła banknot o nominale tysiąca jenów. Po długim wahaniu wybrała zieloną herbatę. Automat z cichym brzękiem wydał resztę, a chwilę później z charakterystycznym stuknięciem wypadła puszka napoju. Kobieta spokojnie ją podniosła, schowała resztę i wróciła na drugi pokład.
Kwon Taekjoo udawał, że w ogóle nie zwraca na nią uwagi. Ona również nie poświęciła mu ani jednego spojrzenia.
— Cel się zbliża. — Głos w słuchawce rozległ się chwilę po tym, jak kobieta zniknęła na górze.
— Dobrze. Resztę omówimy później.
Po tych słowach zakończył połączenie.
W tej samej chwili z salonu znajdującego się na końcu holu wyszedł mężczyzna w granatowej czapce z daszkiem. Skierował się prosto do automatu z napojami.
Przeszukał kieszenie i wyjął kilka monet, jednak zamiast patrzeć na ofertę napojów, nieustannie rozglądał się dookoła. Był zdecydowanie zbyt ostrożny.
Po chwili wsunął do automatu monetę o nominale stu jenów.
W tym momencie czyjeś ramię nagle wyciągnęło się ponad jego barkiem.
Rozległo się krótkie, pogodne kliknięcie. Znajomy dźwięk monety przesuwającej się w wąskim mechanizmie automatu.
Mężczyzna w granatowej czapce nadal trzymał w dłoni swoją monetę.
To jednak cudza ręka wsunęła pieniądze do automatu, wybrała napój i nacisnęła przycisk.
— Co jest?
Dopiero teraz mężczyzna zorientował się, co się stało.
Z głośnym hukiem do podajnika wypadła ciężka puszka wody. Gdy Kwon Taekjoo sięgnął po napój, tamten błyskawicznie złapał go za rękę.
— Ty draniu! Co ty wyprawiasz?!
— Wyglądałeś na niezdecydowanego. Gdybym dalej czekał, musiałbym pewnie spędzić tu całą noc.
Kwon Taekjoo mocniej ścisnął jego dłoń i odpowiedział bez cienia skruchy.
Mówił cicho, niemal szeptem, lecz w jego głosie wyraźnie pobrzmiewała prowokacja.
Na jego ustach błąkał się lekki uśmiech. Zupełnie jakby właśnie na taki konflikt liczył.
Mężczyznę ogarnęło złowrogie przeczucie.
Instynkt rozpoznał zagrożenie szybciej niż rozum.
Zmarszczył brwi. Gniew błyskawicznie ustąpił miejsca niepokojowi. Oddech przyspieszył, a na czole pojawiły się krople zimnego potu.
— Cholera…
Nagle gwałtownie wykręcił rękę w stronę automatu. Błyskawicznie uniósł klapę podajnika, próbując coś z niego wyciągnąć.
Kwon Taekjoo bez chwili wahania nadepnął na otwartą klapę.
— Aaa! — Korytarzem poniósł się głośny krzyk mężczyzny, którego dłoń została przytrzaśnięta przez metalową pokrywę.
Kwon Taekjoo pozostał całkowicie niewzruszony, jakby nic się nie wydarzyło.
— Ty pieprzony świrze!
Sprowokowany mężczyzna puścił automat i chwycił Kwon Taekjoo za kołnierz.
Patrzył na niego szeroko otwartymi oczami.
Kwon Taekjoo nawet nie drgnął.
Spokojnym spojrzeniem przesunął wzrok od dłoni zaciskającej się na jego koszuli aż do twarzy napastnika.
Widząc to nienaturalne opanowanie, tamten zmarszczył brwi jeszcze mocniej.
Kwon Taekjoo powoli zacisnął dłoń na nadgarstku mężczyzny trzymającego go za kołnierz.
Każdy jego ruch był spokojny, jakby celowo chciał wyryć go w pamięci przeciwnika.
Skóra pod okiem mężczyzny zadrżała.
Jego spojrzenie, dotąd utkwione w twarzy Kwon Taekjoo, powoli opadło na własny nadgarstek.
Nawet gdy mężczyzna próbował zignorować ból, po jego ramieniu zaczęła rozchodzić się niewyobrażalnie brutalna siła. To, co właśnie się działo, zdecydowanie nie wróżyło niczego dobrego.
Kwon Taekjoo spojrzał na ludzi zbierających się wokół nich i cicho powiedział:
— To prawda. Zwracanie na siebie zbyt dużej uwagi jest bardzo kłopotliwe. Pan Lee Cheoljin też doskonale to rozumie, prawda? W naszej branży wszyscy myślą podobnie.
W chwili, gdy usłyszał swoje nazwisko, bez trudu odgadł, kim jest Kwon Taekjoo. Twarz mężczyzny, jeszcze przed momentem czerwona z gniewu, momentalnie pobladła.
Coraz więcej pasażerów podbiegało, szybko otaczając obydwu mężczyzn. Nic nie przyciąga ludzi bardziej niż bójka. W tłumie natychmiast pojawiło się podekscytowanie, jakby wszyscy właśnie trafili na widowiskową scenę z filmu akcji.
Nie było żadnych korzyści z dalszego przeciągania tej sytuacji.
Szczur zapędzony w kozi róg zawsze ugryzie kota.
Kwon Taekjoo nie miał pojęcia, do jak desperackich działań posunie się Lee Cheoljin, jeśli jeszcze bardziej go przyciśnie. A gdyby ucierpieli cywile, jedna czy dwie oficjalne noty z przeprosinami z pewnością nie wystarczyłyby, by załagodzić sprawę.
Mocniej zacisnął dłoń na ramieniu Lee Cheoljina.
Nagle się uśmiechnął.
— Doskonale. Właśnie o to chodziło.
Nie było już sensu ukrywać swojej tożsamości.
Gdy szpieg zostaje zdemaskowany, pozostają mu tylko dwa wyjścia, popełnić samobójstwo za pomocą wcześniej przygotowanej trucizny albo przebić się siłą i uciec.
Lee Cheoljin nie zamierzał tak łatwo porzucić czegoś, na co pracował przez tyle czasu.
Oczywiście wybierze drugą opcję.
Błyskawicznie wsunął rękę pod marynarkę.
Jednak Kwon Taekjoo zareagował jeszcze szybciej. W ułamku sekundy wykręcił jego ramię do góry, po czym z impetem uderzył jego głową o automat z napojami.
Metalowa obudowa zadrżała z głuchym hukiem.
Lee Cheoljin zachwiał się, oszołomiony uderzeniem.
Kwon Taekjoo natychmiast wykorzystał okazję, wykręcił mu rękę i z łatwością wyrwał pistolet.
Gdy broń nagle pojawiła się na widoku, zgromadzeni pasażerowie krzyknęli i w popłochu odskoczyli.
Ani przez chwilę się nie wahając, Kwon Taekjoo z całej siły kopnął Lee Cheoljina w plecy.
Tamten runął na podłogę.
Po serii ciosów był tak zamroczony, że ledwo zachowywał przytomność.
W tym samym czasie Kwon Taekjoo podniósł klapę automatu i wyjął ukryty wewnątrz pendrive.
To właśnie zostawiła tam wcześniej kobieta.
Według informacji wywiadu nośnik zawierał materiały najwyższej wagi, dane o wartości porównywalnej z tajemnicami państwowymi.
— Przepraszam! Proszę zrobić przejście! Tylko na chwilę!
W ich stronę biegła stewardesa. Najwyraźniej ktoś zgłosił zamieszanie.
Kwon Taekjoo spojrzał w jej kierunku.
W tej samej chwili w słuchawce rozległ się zirytowany głos.
— Nie istnieje żadne prawo, które pozwala ci grzebać w cudzych rzeczach.
Kwon Taekjoo gwałtownie odwrócił głowę, ogarnięty złym przeczuciem.
Jego spojrzenie natychmiast spotkało się ze wzrokiem Lee Cheoljina.
W jego oczach błysnęło coś niepokojącego.
Nie…
Kwon Taekjoo dostrzegł linę leżącą tuż przed nim, której wcześniej nie zauważył.
— Co tu się dzieje? — zapytała pośpiesznie stewardesa.
— Hng…
Wszystko wydarzyło się w jednej chwili.
Lee Cheoljin błyskawicznie chwycił stewardesę za szyję i szarpnął ją do tyłu. W drugiej dłoni błysnęło ostre ostrze noża.
— Aaa!
— Ach!
Na widok noża pasażerowie z krzykiem rzucili się do ucieczki.
Tylko Kwon Taekjoo pozostał na swoim miejscu.
Odruchowo przygryzł dolną wargę.
Za każdym razem, gdy wszystko wydawało się iść zgodnie z planem, coś musiało się skomplikować.
Nigdy nie było łatwo. Tym razem nie było wyjątku.
Lee Cheoljin mocniej przycisnął zakładniczkę do siebie, jednocześnie podnosząc pistolet.
Stewardesa rozpaczliwie krzyknęła.
Kwon Taekjoo z irytacją przeczesał dłonią włosy.
— Oddaj mi to.
Lee Cheoljin wyciągnął rękę, domagając się pendrive’a.
Ostrze noża jeszcze mocniej przylgnęło do szyi zakładniczki.
Kwon Taekjoo stał nieruchomo, w milczeniu obserwując rozwój wydarzeń…
Lee Cheoljin machnął ręką z narastającą irytacją.
— Rzucaj tutaj!
Kwon Taekjoo z obojętnym wyrazem twarzy obserwował pobladłą zakładniczkę. Kobieta drżała przy każdym ruchu napastnika. Oddychała szybko, niemal spazmatycznie, jakby za chwilę miała się rozpłakać.
Spojrzał na pendrive trzymany w dłoni i bez chwili zawahania rzucił go w ich stronę.
Niewielki nośnik odbił się od ciała stewardesy i upadł na podłogę.
Lee Cheoljin odruchowo chciał się po niego schylić, lecz natychmiast zrezygnował z tego pomysłu.
— Podnieś go.
Stewardesa drżącymi dłońmi sięgnęła po pendrive.
Pod wpływem skrajnego strachu całkowicie straciła panowanie nad swoim ciałem. Mokra plama na spodniach była już niemożliwa do ukrycia.
Lee Cheoljin szarpnięciem zmusił ją, by wstała.
Kobieta cofała się krok po kroku na miękkich nogach, które niemal odmawiały jej posłuszeństwa.
W tym samym czasie Kwon Taekjoo również ruszył naprzód.
Za każdym razem, gdy Lee Cheoljin robił krok do tyłu, dystans między nimi natychmiast się zmniejszał.
Kwon Taekjoo nie zawahał się ani razu.
Jakby życie zakładniczki w ogóle go nie obchodziło.
Jeden krok Lee Cheoljina.
Jeden krok Kwon Taekjoo.
— Nie zbliżaj się!
Głos Lee Cheoljina załamał się z gniewu.
Groźba nie odniosła jednak żadnego skutku.
Za każdym razem, gdy się cofał, Kwon Taekjoo robił kolejny krok naprzód.
Choć między nimi wciąż pozostawał pewien odstęp, człowieka ściganego ogarniał coraz większy lęk.
— Proszę… pomóż mi…
Zakładniczka złożyła dłonie w błagalnym geście.
Mocz ściekający po jej nogawkach kapał już na podłogę.
Przez krótką chwilę wszystko zamarło.
Jakby nawet czas przestał płynąć.
Lee Cheoljin ostrożnie zrobił kolejny krok w tył, obserwując reakcję przeciwnika.
Kwon Taekjoo natychmiast odpowiedział kolejnym krokiem naprzód.
— Ty skurwysynu! Nie słyszałeś, jak mówiłem, żebyś się zatrzymał?!
Gniew niczego już nie zmieniał.
Na twarzy Kwon Taekjoo nie było nawet śladu gotowości do ustępstw.
Nawet gdy życie zakładniczki wisiało na włosku, nie zamierzał się wycofać.
Jedno było jednak pewne.
W chwili, gdy zakładniczka przestanie oddychać, Lee Cheoljin również nie wyjdzie z tego żywy.
To właśnie mówiło spokojne, nieustępliwe spojrzenie Kwon Taekjoo.
— Ty… pieprzony drań…!
Lee Cheoljin zrezygnował z dalszej konfrontacji.
Odepchnął zakładniczkę od siebie i rzucił się do ucieczki.
Wbiegł po schodach prowadzących na górny pokład.
Kwon Taekjoo pomógł oszołomionej stewardesie utrzymać równowagę, po czym natychmiast ruszył za nim.
Gdy dotarł na drugi pokład, tłum pasażerów zaczął gromadzić się przy wyjściu na otwarty taras.
Kwon Taekjoo odwrócił się i skierował właśnie tam.
W oddali dostrzegł uciekającego Lee Cheoljina.
Mimo to nie zaczął biec.
Wydłużył jedynie krok i nieznacznie przyspieszył.
Nie miał najmniejszego powodu do pośpiechu.
W końcu statek znajdował się na otwartym morzu.
Lee Cheoljin był niczym szczur zamknięty w pułapce.
Kwon Taekjoo spokojnie podążał za uciekającym.
Jego czarne włosy powiewały na morskim wietrze.
Sam ten widok budził trudne do opisania poczucie zagrożenia.
— Majorze, załoga właśnie zgłosiła Straży Przybrzeżnej, że na pokładzie znajduje się uzbrojony napastnik. Co tam się dzieje?
W słuchawce ponownie rozległ się znajomy głos.
— Porozmawiamy później. Przez jakiś czas będę zajęty.
Kwon Taekjoo podniósł wzrok na Lee Cheoljina, który właśnie dotarł do relingu.
Ze słuchawki dobiegł sygnał ostrzegawczy, lecz bez wahania wyłączył komunikator.
Na smaganym wiatrem pokładzie pozostali już tylko oni dwaj.
Lee Cheoljin spojrzał na ciemne morze.
Dłonie zaciskające się na relingu pobielały od siły.
Kwon Taekjoo powoli skracał dzielący ich dystans.
Zapędzony w kozi róg Lee Cheoljin nagle wymierzył w niego nóż.
Był to desperacki gest człowieka gotowego zrobić wszystko, by przeżyć.
Nie miał jednak większego znaczenia.
W chwili, gdy ogarnia cię strach, każda groźba traci swoją siłę.
— Nie podchodź!
Kwon Taekjoo nadal zbliżał się spokojnym krokiem.
Lee Cheoljin nerwowo przenosił wzrok między czarną taflą morza a swoim przeciwnikiem, bezładnie wymachując nożem przed sobą.
— Mówiłem, żebyś się nie zbliżał!
Spanikowany Lee Cheoljin wrzasnął rozpaczliwie.
Kwon Taekjoo bez pośpiechu wyciągnął swojego Colta.
W tej samej chwili nóż trzymany przez Lee Cheoljina zamienił się w bezużyteczny kawałek metalu.

Zostaw komentarz