3. Statek psychologa Bogdanova
Kwon Taekjoo zacumował motorówkę w jednym z narożników nabrzeża.
Choć nie posiadał odpowiednich uprawnień, nie napotkał żadnych problemów. Łódź była wcześniej zarejestrowana do celów służbowych, więc nie musiał dopełniać żadnych formalności.
Zabrał walizkę i wszedł do pobliskiego magazynu.
Gdy po chwili z niego wyszedł, miał już na sobie elegancki garnitur.
Kwon Taekjoo ruszył przez pogrążony w nocnym mroku terminal.
Przy głównej ulicy czekała już zamówiona wcześniej taksówka.
Wsiadł do niej i pojechał na dworzec w Busanie.
Kiedy dotarł na miejsce, przez głośniki właśnie rozbrzmiał komunikat o odjeździe pociągu KTX do Seulu.
Dołączył do tłumu pasażerów zmierzających na peron.
Pociąg był już podstawiony.
Kwon Taekjoo przeszedł przez bramki, sprawdził numer swojego miejsca i usiadł.
Było późno w nocy, dlatego wagon tonął w ciszy.
Brrr… Brrr…
Ledwie usiadł, a telefon w jego kieszeni zaczął wibrować.
To był prywatny telefon, którego używał poza pracą.
Zgodnie z przewidywaniami dzwoniła jego matka.
Kwon Taekjoo odchrząknął i odebrał, jak zwykle spokojnym głosem.
— Tak, mamo. Właśnie wsiadłem do pociągu. Sprzątanie po wydarzeniu zajęło więcej czasu, niż się spodziewałem, dlatego zdążyłem dopiero na ostatni kurs. Nawet jeśli pociąg się nie spóźni, dotrę dopiero nad ranem, więc idź już spać.
Powiedział to tak płynnie, jakby recytował tekst wyuczony na pamięć.
Po drugiej stronie natychmiast posypały się kolejne pytania.
O której dokładnie odjeżdża?
Kiedy przyjedzie?
Jak dostanie się z dworca do domu?
Matka widywała syna zaledwie raz lub dwa razy w roku, dlatego każdy jego powrót był dla niej wyjątkowy.
Rozmowa skończyła się dopiero wtedy, gdy obiecał, że pojedzie prosto do domu i nigdzie nie będzie się zatrzymywał.
Kwon Taekjoo odłożył telefon.
Natychmiast powróciło zmęczenie, o którym zdążył już zapomnieć.
Cicho westchnął.
Drzwi pociągu zamknęły się i skład ruszył w kierunku Seulu.
Oparł głowę o fotel, wciąż mając wilgotne włosy, i wsłuchał się w jednostajny rytm jadącego pociągu.
W cichym wagonie rozległ się komunikat o kolejnej stacji.
Po zakończeniu zapowiedzi światła wydawały się stopniowo przygasać.
Ciepło płynące z ogrzewania przyjemnie otuliło całe jego ciało.
Ciężkie powieki same zaczęły się zamykać.
Rzęsy oblepione morską solą wydawały się jeszcze cięższe.
Do przyjazdu zostały jeszcze trzy godziny.
Może zdrzemnę się choć na chwilę…
Właśnie miał zamknąć oczy.
Brrr… Brrr…
W kieszeni ponownie zawibrował telefon.
Ten, którym rozmawiał z matką, wciąż trzymał w dłoni.
To oznaczało, że dzwoni służbowy.
Kwon Taekjoo postanowił go zignorować i spróbować zasnąć.
Telefon jednak uparcie wibrował bez przerwy.
Najwyraźniej nie zamierzali przestać dzwonić, dopóki nie odbierze.
Natarczywy dźwięk zaczął przeszkadzać również pozostałym pasażerom w wagonie.
— Ech…
Kwon Taekjoo w końcu musiał podnieść się z fotela i odebrać połączenie.
— Gdzie teraz jesteś?
Pytanie padło od razu po drugiej stronie.
To był szef Lim.
Jak można było się spodziewać.
Gdyby Yoon Jongwoo nie został na środku morza, to właśnie on złożyłby raport z zakończonej operacji. Dlaczego więc tym razem dzwonił sam szef Lim?
Kwon Taekjoo nigdy nie miał wrażenia, żeby rozmowy z nim zwiastowały coś dobrego.
— Stało się coś?
— Chcę się z tobą na chwilę zobaczyć.
Po co?
Co znowu?
Jedynym, co przychodziło Kwon Taekjoo do głowy, była właśnie zakończona operacja schwytania szpiegów.
Akcja wprawdzie zakończyła się sukcesem, ale było zbyt wielu świadków.
Do tego niewinna cywilka została wzięta jako zakładniczka, więc wysoko postawieni przełożeni, którzy otrzymali raport, z pewnością nie byli zadowoleni.
W sprawę zaangażowała się również Straż Przybrzeżna, więc zamiecenie wszystkiego pod dywan nie będzie łatwe.
Niewykluczone, że reporterzy także zdążyli już wyczuć temat.
Nietrudno było się domyślić, o czym chce z nim rozmawiać szef Lim.
Mimo że wiedział, iż to nic nie da, Kwon Taekjoo i tak spróbował się wytłumaczyć.
— To naprawdę było najlepsze możliwe rozwiązanie. Sam pan o tym wie.
— Dobrze. To przyjedź i porozmawiajmy o tym.
Oczywiście.
Gdyby nie odpowiedział w ten sposób, nie byłby wielkim szefem Limem.
Przed rozpoczęciem tej operacji szef Lim wielokrotnie słyszał od Kwon Taekjoo, że następnego dnia jego matka obchodzi urodziny i przez całą noc nie może spać, martwiąc się o jedynego syna.
Dlatego, bez względu na wszystko, Kwon Taekjoo musiał wrócić do domu.
Co wtedy powiedział szef Lim?
Czyż nie obiecał, że nawet gdyby wybuchła druga wojna koreańska, i tak odeśle go do matki?
Kwon Taekjoo przypomniał mu tamtą rozmowę.
— Szefie, zapomniał pan? Jutro są urodziny mojej mamy.
— Nie zatrzymam cię na długo.
Nie było już sensu odmawiać.
Szef Lim był bezczelny, a przy tym piekielnie uparty.
Poirytowany Kwon Taekjoo przeczesał dłonią wciąż wilgotne włosy.
Patrząc przez okno na szybko przesuwający się krajobraz, podjął ostatnią próbę.
— Ale pociąg już odjechał. Jak mam teraz do pana wrócić?
W tej samej chwili…Pędzący bez przeszkód pociąg KTX nagle się zatrzymał.
Pasażerowie, którzy słuchali muzyki lub przeglądali telefony, spojrzeli po sobie zaskoczeni.
Skład stał przez dłuższą chwilę w tunelu.
Nie pojawił się żaden komunikat, a po wagonach nie przechodziła obsługa.
Awarie i postoje pociągów KTX nie należały do rzadkości.
Dlatego nikt z pasażerów nie wydawał się szczególnie zaniepokojony.
Ci, którzy wychylili się na korytarz, żeby sprawdzić, co się stało, szybko stracili zainteresowanie i wrócili na swoje miejsca.
To pewnie nic takiego…
Kwon Taekjoo bardzo chciał w to uwierzyć.
Niestety złe przeczucia zawsze wracają jak duchy.
— Wysiadaj. Szybko.
Szef Lim wydał polecenie, jakby było czymś całkowicie oczywistym.
Kwon Taekjoo już miał zapytać: „O co chodzi?”, gdy z głośników rozległ się komunikat.
— Z powodu problemów na torach pociąg został tymczasowo zatrzymany. Odjazd nastąpi natychmiast po usunięciu usterki. Dziękujemy za wyrozumiałość.
Natychmiast po usunięciu usterki…
Innymi słowy, dopóki Kwon Taekjoo nie wykona polecenia, pociąg nigdzie nie pojedzie.
— Naprawdę zamierzasz nie wysiadać?
Szef Lim ponaglił go spokojnym głosem.
Brzmiał tak, jakby cała sytuacja wyjątkowo go bawiła.
Ta postawa sprawiła, że Kwon Taekjoo miał jeszcze mniejszą ochotę wykonywać jego rozkazy.
Nie chciał też sprawiać kłopotów pozostałym pasażerom.
Ale dopóki pociąg stał…
Nie miał żadnej szansy wrócić do domu.
Poirytowany przechylił głowę i po prostu się rozłączył.
Szef Lim nie oddzwonił.
Pociąg również ani drgnął.
Kwon Taekjoo siedział jeszcze przez chwilę.
W końcu ciężko westchnął i wstał.
Gdy wyszedł na korytarz i skierował się do wyjścia, drzwi pociągu otworzyły się, jakby tylko na niego czekały.
Pokręcił głową.
Zszedł po schodkach i ruszył wzdłuż żwirowego pobocza torów.
Idąc w stronę końca składu, ponownie wybrał numer.
Ledwie wyszedł z tunelu, pociąg KTX ruszył.
W tej samej chwili po drugiej stronie odezwał się znajomy głos.
— Halo?
To była jego matka.
Brzmiała znacznie ciszej niż wcześniej.
Najwyraźniej obawiała się, że syn, który obiecał wrócić, znowu odwoła przyjazd, zasłaniając się pilną pracą.
— Mamo, to ja. Z pociągiem są problemy, więc trochę się spóźnię. Ale tym razem naprawdę wrócę. Po prostu będę trochę później.
Na chwilę zamilkł.
— Mamo… nie zdmuchuj jeszcze świeczek. Poczekaj na mnie.
Helikopter przygotowany dla Kwon Taekjoo zabrał go prosto do siedziby Narodowej Agencji Wywiadu.
Na lądowisku czekał już pracownik, który zaprowadził go do gabinetu pierwszego zastępcy dyrektora.
Idąc za nim w milczeniu, Kwon Taekjoo zmarszczył brwi.
To szef Lim kazał mi tu przyjechać.
Dlaczego więc prowadzą mnie do gabinetu pierwszego zastępcy dyrektora, a nie do jego biura?
Trzech zastępców dyrektora należało do najwyższego kierownictwa Narodowej Agencji Wywiadu. Każdy odpowiadał za własny pion i nie miał prawa ingerować w kompetencje pozostałych.
Obowiązywała też niepisana zasada, zgodnie z którą wszystkie, liczące dziesiątki wydziałów, podlegały wyłącznie swoim bezpośrednim przełożonym.
Dlatego Kwon Taekjoo i szef Lim, którzy prowadzili działania wywiadowcze w pionie trzeciego zastępcy dyrektora, nie mieli żadnego powodu, by znaleźć się w gabinecie pierwszego zastępcy.
Coś tu jest nie tak…
Ta myśl nie opuszczała Kwon Taekjoo.
Pracownik zapukał do drzwi gabinetu.
Po chwili ze środka dobiegło pozwolenie na wejście.
Nie należało jednak do szefa Lima.
Pracownik osobiście otworzył drzwi i wpuścił go do środka.
Kwon Taekjoo nawet nie zdążył się przywitać.
Jego wzrok od razu spoczął na pierwszym zastępcy dyrektora siedzącym za biurkiem.
Sam jego widok nie był niczym zaskakującym.
Zaskakiwało natomiast to, że obok niego siedział również szef Lim, człowiek, który wezwał go tutaj.
Kwon Taekjoo spojrzał na niego, oczekując wyjaśnień.
Szef Lim odpowiedział jedynie niezręcznym uśmiechem.
Atmosfera była dziwna.
Kwon Taekjoo przeniósł wzrok między pierwszym zastępcą dyrektora a szefem Limem.
Jakby chcąc złagodzić jego czujność, pierwszy zastępca odezwał się łagodnym tonem.
— Słyszałem, że właśnie wróciłeś z misji w Busanie.
— Tak. Wykonałem ją najlepiej, jak potrafiłem.
Kwon Taekjoo odpowiedział natychmiast.
Podczas operacji wprawdzie doszło do pewnych komplikacji, ale gdyby pierwszy zastępca próbował go za to teraz rozliczać, byłoby to zwykłe przekroczenie kompetencji.
Pierwszy zastępca dyrektora i szef Lim spojrzeli na niego, po czym wymienili między sobą dziwne uśmiechy.
To uczucie ani trochę mu się nie podobało.
— Nie dlatego cię tu wezwałem, więc nie musisz być taki spięty. Owszem, podczas operacji zrobiło się więcej zamieszania, niż planowaliśmy, ale to drobiazg w porównaniu z wyciekiem tajemnic państwowych. Zgadza się, szefie Lim?
Sposób, w jaki to powiedział, uprzejmy, a jednocześnie przesycony ironią był typowy dla starego lisa.
Kwon Taekjoo nie pozbył się podejrzeń i ponownie spojrzał na szefa Lima.
Ten jedynie uśmiechnął się i lekko pokręcił głową.
Dla Kwon Taekjoo wszystko stawało się tylko bardziej niezrozumiałe.
Jeśli nie chodzi o Busan…
…to dlaczego wezwali mnie tutaj o tej porze?
Choć nieustannie nad tym myślał, nie potrafił znaleźć odpowiedzi.
Szef Lim nie przedłużał napięcia.
Położył na biurku tablet, który trzymał w rękach.
— Co to jest?
— Najpierw sam zobacz.
Kwon Taekjoo wzruszył ramionami i sięgnął po urządzenie.
Obojętnie przejrzał pierwszą stronę.
Jednak jego spojrzenie szybko stało się znacznie bardziej uważne.
Przesunął ekran w dół.
Wstrzymał oddech.
W milczeniu przeczytał wszystkie informacje, po czym natychmiast otworzył kolejną stronę.
Szef Lim przez chwilę obserwował jego reakcję, a następnie powiedział:
— To specjalny raport wywiadowczy, który zdobyliśmy całkiem niedawno. Plotki o tym krążyły już od dawna, ale dopiero teraz pojawiły się pierwsze wiarygodne dowody. Jak sam widzisz, wynika z nich, że trzy lata temu Korea Północna i Rosja rozpoczęły wspólny projekt opracowania nowej broni. Ta broń ma dysponować siłą ognia, jakiej żadne państwo na świecie nigdy wcześniej nie posiadało. Mówi się, że kiedy projekt zostanie ukończony, całkowicie zmieni się układ sił. Zmieni się również światowa równowaga wpływów. Nazwa tego projektu to „Anastasia”. Nie wiemy jednak, czy jest to nazwa samej broni, tajnego programu współpracy Korei Północnej i Rosji, czy może producenta odpowiedzialnego za jej stworzenie. Na tę chwilę nie wiemy nawet, czy broń została już ukończona.
Kwon Taekjoo zaczynał rozumieć, dlaczego w jednym pomieszczeniu znaleźli się pierwszy zastępca dyrektora i szef Lim.
Jeśli Korea Północna i Rosja wspólnie opracowują broń o bezprecedensowej sile rażenia, kto będzie miał największy problem?
Odpowiedź była oczywista.
Korea Południowa i Stany Zjednoczone.
— Musimy ustalić, czym dokładnie jest ta broń. Brak informacji prowadzi do zachwiania równowagi sił. Jeśli „Anastasia” nie została jeszcze ukończona i będzie to możliwe, musimy ją powstrzymać, zanim ujrzy światło dzienne.
— Czy nie powinniśmy zrobić czegoś dla pokoju na świecie i dobra ludzkości? Kradzież nie zawsze jest złem, jeśli to niewielkie zło ma zapobiec znacznie większemu.
Należało więc ustalić prawdziwą naturę broni opracowywanej wspólnie przez Koreę Północną i Rosję.
Jeżeli zajdzie taka potrzeba, trzeba będzie zdobyć plany i wszelkie związane z nią tajne informacje.
A jeśli okaże się to niemożliwe…
…należy je zniszczyć, tak aby nigdy nie ujrzały światła dziennego.
Kto miał się tym zająć?
Sam Kwon Taekjoo.
Odkąd został agentem specjalnym Narodowej Agencji Wywiadu, zagraniczne misje były dla niego codziennością.
Tak naprawdę więcej czasu spędził poza Koreą niż w ojczyźnie.
Dlatego samo wysłanie go za granicę nie było niczym niezwykłym.
Jednak ta misja miała odbyć się w Rosji.
Był to kraj, w którym Kwon Taekjoo nigdy wcześniej nie postawił stopy.
Nigdy też nie prowadził tam żadnych działań operacyjnych.
Nie oznaczało to jednak, że nie posiadał odpowiednich kwalifikacji.
Po wstąpieniu do Agencji przeszedł szkolenie z języka chińskiego, perskiego i rosyjskiego.
Nawet gdyby miał natychmiast polecieć do Moskwy, nie miałby żadnych problemów z porozumiewaniem się.
Ale to było wszystko.
Największym problemem pozostawał całkowity brak doświadczenia terenowego w Rosji.
A dla agenta nie było nic cenniejszego od doświadczenia zdobytego w prawdziwych operacjach.
Ta misja przypominała wysłanie go prosto na pole bitwy bez broni.
Nie potrafił zrozumieć, dlaczego właśnie jemu powierzono to zadanie.
Kwon Taekjoo przeniósł wzrok na szefa Lima z wyraźnym niezadowoleniem.
Ten skinął głową, jakby doskonale rozumiał jego wątpliwości.
— Ściśle rzecz biorąc, nie jesteś najlepszą osobą do tej operacji.
— W takim razie proszę znaleźć kogoś odpowiedniego.
— Oczywiście, że znalazłem. I już go wysłałem.
— Ale?
Szef Lim tylko potarł brew i nie powiedział nic więcej.
Pierwszy zastępca dyrektora również uśmiechnął się z goryczą.
Kwon Taekjoo nie wiedział jeszcze, jaka jest odpowiedź.
Po prostu nie potrafili wydusić z siebie kolejnych słów.
— Prawdopodobnie… już nie żyje.
Szef Lim ponownie skinął głową i rozłożył na stole trzy fotografie.
Na pierwszej widniała dłoń z amputowanymi wszystkimi dziesięcioma palcami.
Blada skóra była nabrzmiała od długiego przebywania w wodzie.
Drugie zdjęcie przedstawiało czoło zwłok przykrytych białym materiałem.
Na środku czoła wyraźnie widniał wyryty znak.
Kwon Taekjoo od razu rozpoznał, że był to tatuaż.
Sądząc po stanie skóry, wykonano go krótko przed śmiercią.
Ostatnie zdjęcie było fotografią do dokumentów.
Przystojny mężczyzna patrzył prosto w obiektyw.
Po szczegółach łatwo było wywnioskować, że przedstawia wygląd ofiary sprzed zmasakrowania ciała.
Kwon Taekjoo znał człowieka ze zdjęcia.
— Dominic Morgan. Był elitarnym agentem wysłanym do Rosji przez amerykański wywiad. Cztery dni temu znaleziono jego ciało nad brzegiem rzeki Nary. Jego jedynym zadaniem było ustalenie, czym jest „Anastasia”. Był jednym z najlepszych specjalistów od rosyjskiego wywiadu, ale niestety Rosja potraktowała jego śmierć jako przypadek niezidentyfikowanej osoby. Oczywiście działał pod fałszywą tożsamością, więc to naturalne. Pytanie tylko, czy naprawdę uznali go za nieznanego mężczyznę.
— Dlatego Rosja jeszcze bardziej zaostrzyła środki bezpieczeństwa. I co w związku z tym mam zrobić?
— Doskonale rozumiesz, do czego zmierzam. Nie komplikujmy tego bardziej. Skoro sprawa dotyczy Korei Północnej, nasz kraj również jest bezpośrednio zainteresowaną stroną. Nie możemy po prostu siedzieć z założonymi rękami. A poza tym… znałeś agenta Morgana z ostatniego wspólnego szkolenia koreańsko-amerykańskiego, prawda?
— Dokładniej mówiąc, znaliśmy się najwyżej miesiąc. Przydzielono nas do wspólnego pokoju.
— Właśnie.
Szef Lim uśmiechnął się.
Umiejętnie wykorzystał jedyną lukę, której Kwon Taekjoo nie zdołał ukryć.
— Dlatego wybrałem właśnie ciebie. Emocje, które przysłaniają rozsądek, często prowadzą do rzeczy, których człowiek normalnie by nie zrobił.
Nie ma już nikogo innego…?
Kwon Taekjoo już miał zaprotestować, gdy nagle rozległ się dźwięk wibracji telefonu.
Dzwonił telefon pierwszego zastępcy dyrektora.
— Proszę o chwilę wyrozumiałości.
Powiedziawszy to, minął Kwon Taekjoo i wyszedł z gabinetu.
Drzwi ledwie zdążyły się zamknąć, gdy szef Lim odezwał się głosem, jakby od dawna czekał na tę chwilę.
— W imieniu agenta Morgana odnajdź Anastasię.
Nie było już śladu wcześniejszej łagodności.
Jego ton stał się poważny.
Kwon Taekjoo milczał, wpatrując się w niego.
Naprawdę nie ma innego wyjścia?
Czy naprawdę nie ma nikogo bardziej odpowiedniego do tej misji niż ja?
Przecież w centrali pracowały dziesiątki agentów.
Czy naprawdę nie znalazłaby się choć jedna osoba lepiej przygotowana do operacji w Rosji?
Przeszukiwał w myślach kolejne nazwiska.
Żadne nie przychodziło mu do głowy.
Szef Lim pozostawał całkowicie spokojny, jakby nic szczególnego się nie wydarzyło.
Tak.
Przecież to nic wielkiego.
Znaleziono jedynie ciało elitarnego agenta.
Kwon Taekjoo miał ochotę rzucić jakąś kąśliwą uwagę, lecz ostatecznie zamilkł.
Od pierwszego dnia pracy w centrali służył bezpośrednio pod rozkazami szefa Lima.
Przez te lata ich relacja stała się na tyle swobodna, że mogli ze sobą żartować.
Mimo wszystko szef Lim nadal pozostawał jego przełożonym.
Szef Lim wydał rozkaz.
Kwon Taekjoo musiał go wykonać.
Nie było tu miejsca na sprzeciw ani odmowę.
Widząc jego pogodzoną z losem minę, szef Lim uśmiechnął się z satysfakcją.
— Obiecuję zapewnić ci pełne wsparcie. Dobiorę ludzi do zespołu dokładnie tak, jak sobie tego życzysz.
— Wygodniej pracuje mi się samemu.
— Tym razem nie będzie łatwo. Sam o tym wiesz. Ta misja będzie wyjątkowo trudna.
— Skoro pan o tym wie, nie ma potrzeby wysyłać na śmierć kolejnych ludzi.
Kwon Taekjoo odpowiedział spokojnym tonem.
Szef Lim uśmiechnął się, jakby od początku spodziewał się właśnie takiej odpowiedzi.
Następnie wyjął gruby papierowy folder z dokumentami.
Kwon Taekjoo natychmiast go otworzył.
W środku znajdowało się kilka dokumentów oraz fałszywy paszport.
Po jego otwarciu zobaczył twarz zupełnie obcego mężczyzny.
— Hiro Sakamoto?
— Słyszałeś zapewne, że japońska spółka energetyczna oraz rosyjski państwowy gigant gazowy Gazprom podpisały kontrakt na budowę instalacji LNG. Szacowana wartość projektu sięga dziesiątek bilionów wonów. Z tej okazji do Rosji zaproszono przedstawicieli firm energetycznych, głównych banków finansujących inwestycję oraz międzynarodowych przedsiębiorstw handlowych, aby uczestniczyli w ceremonii podpisania umowy i odwiedzili planowane miejsce budowy. W wydarzeniu wezmą udział najważniejsi przedstawiciele obu państw, w tym premierzy Japonii i Rosji oraz czołowe postacie świata biznesu. Jedną z kluczowych ról przy zawarciu kontraktu odegrała międzynarodowa firma handlowa Itochu. Hiro Sakamoto odpowiada w niej za region Europy. Jego nazwisko znajduje się na oficjalnej liście uczestników delegacji udającej się do Rosji.
Kwon Taekjoo miał podszyć się pod Hiro Sakamoto i przeniknąć do Rosji.
Plan nie był zły.
Jeśli to prawda, że Korea Północna i Rosja wspólnie opracowują nową broń, wiedzę o niej będzie posiadać jedynie wąskie grono osób zajmujących wysokie stanowiska.
Dotarcie do nich nie byłoby łatwe.
Ale jako Hiro Sakamoto…
…spotkania z nimi mogły nastąpić niemal samoistnie.
Oczywiście pod warunkiem, że jego tożsamość nie zostanie zdemaskowana.
Na uroczystość zaproszono wielu przedstawicieli różnych firm.
Gdyby choć jedna osoba zauważyła, że Hiro Sakamoto zachowuje się inaczej niż zwykle, cała operacja zakończyłaby się fiaskiem.
Kwon Taekjoo zaledwie przez chwilę dopuścił do siebie tę myśl.
Natychmiast przypomniał sobie los agenta Morgana.
Widząc jego wahanie, szef Lim uspokoił go.
— Spokojnie. Dopóki prawdziwy Hiro Sakamoto nie pojawi się w Rosji, nie ma żadnego ryzyka dekonspiracji. Oficjalnie ma opuścić Japonię dzień przed przyjazdem delegacji. W rzeczywistości nasi ludzie w Tokio zadbają o to, żeby nigdy nie wyruszył w podróż.
Specjaliści od kamuflażu w centrali potrafili oszukać nawet własną matkę Kwon Taekjoo.
Nie przejmował się też zbytnio różnicą wzrostu.
Hiro Sakamoto mierzył sto osiemdziesiąt centymetrów.
Kwon Taekjoo był od niego wyższy o dwa lub trzy centymetry, lecz przeciętna osoba nie byłaby w stanie tego zauważyć.
A gdyby ktoś mimo wszystko nabrał podejrzeń…
…wystarczy powiedzieć, że ma wkładki podwyższające do butów.
W normalnych okolicznościach Kwon Taekjoo nie zastanawiałby się nad tym dłużej.
Dopóki nosił odznakę agenta, nie miał prawa odmawiać wykonania rozkazu przełożonych.
Tym razem jednak nie potrafił tak łatwo się zgodzić.
Z niewiadomego powodu ogarniało go uporczywe poczucie niepokoju.
Czy dlatego, że poprzedni agent prowadzący tę operację nie żył?
Byłoby kłamstwem twierdzić, że nie miało to na niego żadnego wpływu.
Ale to nie był jedyny powód.
Instynkt Kwon Taekjoo podpowiadał mu, że zbliża się coś złego.
Coś, co jeszcze się nie wydarzyło.
— Chodzi o zmianę światowego układu sił. Jeśli ta misja zakończy się sukcesem, twoja pozycja również znacząco wzrośnie.
Szef Lim umiejętnie próbował podsycić jego determinację.
Kwon Taekjoo spojrzał mu prosto w oczy, nie odpowiadając ani słowem.
Jego spojrzenie było spokojne i nieustępliwe.
Szef Lim odwzajemnił je swoim charakterystycznym uśmiechem.
Przez dłuższą chwilę między nimi panowała cisza.
W końcu Kwon Taekjoo wsunął kopertę z dokumentami do marynarki.
Po chwili dodał, jakby chciał raz na zawsze wyjaśnić sprawę:
— Nie interesują mnie stanowiska ani władza. Takie rzeczy mają zbyt wiele niepotrzebnej brutalności.
— W takim razie dlaczego zgodziłeś się na tę misję?
— To rozkaz przełożonych. Czy ktoś taki jak ja ma prawo odmówić?
— Jest jeszcze jakiś powód?
— Gdybym odmówił, moja dotychczasowa stuprocentowa skuteczność ległaby w gruzach.
— No tak. To też prawda.
— Mogę już iść?
— Jest jeszcze jedna rzecz, o której powinieneś wiedzieć.
— Jaka?
Kwon Taekjoo zapytał z wyraźnym zniecierpliwieniem.
Wyraz twarzy szefa Lima spoważniał.
Przez chwilę uważnie przyglądał się Kwon Taekjoo, jakby starannie dobierał słowa.
Kiedy ponownie się odezwał, jego głos był znacznie spokojniejszy.
— Psych Bogdanov.
— Psych Bogdanov? Czy to nazwisko… nie brzmi trochę dziwnie?
Kwon Taekjoo zmarszczył brwi i przechylił głowę.
„Bogdanov” niewątpliwie było rosyjskim nazwiskiem.
Ale „Psych” z całą pewnością nie był imieniem.
Przecież żaden rodzic nie nazwałby swojego dziecka „Psychopatą”.
Szef Lim pokiwał głową.
— Nie przesłyszałeś się. Większość ludzi zwraca się do niego właśnie w ten sposób, zamiast używać jego prawdziwego imienia.
Przydomek, którym ludzie posługiwali się częściej niż prawdziwym imieniem.
To wiele mówiło o jego właścicielu.
Skoro nawet Rosjanie nazywali go „Psych Bogdanov”, a nie jego właściwym imieniem, musiał to być wyjątkowo znany człowiek.
Kwon Taekjoo nie miał pojęcia, kim jest ktoś, kto nawet w tak odległym kraju zasłużył sobie na taki przydomek.
— W Rosji ten człowiek jest jak… broń nuklearna.
— Broń nuklearna? Ma pan na myśli centrum wydarzeń?
Kwon Taekjoo spojrzał na niego podejrzliwie.
To określenie było dwuznaczne.
Słowo „nuklearny” mogło oznaczać coś centralnego, najważniejszego.
Ale miało też znacznie bardziej dosłowne znaczenie.
Dlaczego ktoś miałby porównywać człowieka do tak śmiercionośnej broni?
Szef Lim uśmiechnął się ponownie.
— Możesz rozumieć to właśnie w ten sposób.
Jednak z tonu jego głosu wynikało, że bliższe prawdy było drugie znaczenie.
Broń nuklearna.
Kwon Taekjoo mimowolnie zmarszczył brwi.
Kim właściwie był człowiek, którego częściej nazywano „Psychem” niż prawdziwym imieniem i którego porównywano do bomby atomowej?
Myśl o Psychu Bogdanovie nasunęła kolejne pytanie.
Dlaczego wspomniano o nim podczas odprawy dotyczącej odnalezienia „Anastasii”?
— Czy ma coś wspólnego ze śmiercią Morgana?
— Nie wiemy. Nie mamy żadnych dowodów, choć domysłów jest mnóstwo. Jeśli zamierzasz zbliżyć się do najważniejszych ludzi w Rosji, prędzej czy później natkniesz się na niego. „Broń nuklearna” nie jest tylko przydomkiem. To ostrzeżenie. Dlatego, nawet jeśli go spotkasz… nie wchodź z nim w konflikt.
Szef Lim cicho się zaśmiał.
Im więcej ostrzeżeń słyszał Kwon Taekjoo, tym bardziej był ciekaw, kim naprawdę jest ten cały Psych Bogdanov.
W tej chwili rozległo się pukanie do drzwi.
Po uzyskaniu zgody do gabinetu wszedł ten sam pracownik, który wcześniej zaprowadził tu Kwon Taekjoo.
W rękach trzymał duży bukiet kwiatów oraz walizkę.
Podał je Kwon Taekjoo, po czym w milczeniu skłonił się i opuścił gabinet.
— Przygotowałem wszystko, czego będziesz potrzebował. Żeby zaoszczędzić ci czasu i zachodu, zadbałem o wszystkie szczegóły. Zwłaszcza że od czasu, gdy dwa miesiące temu kupiłeś bieliznę, nie zrobiłeś już żadnych zakupów. Wziąłem pod uwagę twoje upodobania i wymieniłem wszystko na nowe. Nie musisz mi dziękować.
— Znasz stan mojej bielizny lepiej ode mnie?
— Jest wiele rzeczy, o których wiem. A kwiaty zabierz ze sobą do domu. Mówiłeś, że dziś są urodziny twojej mamy, prawda?
Co za przebiegły człowiek.
Kwon Taekjoo przełknął słowa, które cisnęły mu się na usta, i odpowiedział oschle:
— Nie powiem mamie, że to prezent od szefa. Gdyby dowiedziała się, że przysłał go człowiek, który zabrał jej syna akurat w dniu jej urodzin, tylko zepsułby jej nastrój. Jej święto stałoby się jeszcze gorsze.
— Dziękuję, że tak o mnie myślisz.
Szef Lim uśmiechnął się bez cienia skrępowania.
— Nie zgiń.
Kwon Taekjoo już miał się odwrócić i wyjść, gdy usłyszał te słowa.
Na moment się zatrzymał.
Po chwili obojętnie skinął głową.
Wyszedł na opustoszały korytarz.
Powoli ruszył w stronę wyjścia.
Za każdym razem, gdy mijał kolejną lampę z czujnikiem ruchu, światło zapalało się, a po chwili ponownie gasło.
Mrok stopniowo pochłaniał przestrzeń za jego plecami.
…
Nagle zatrzymał się.
Odwrócił głowę.
Ostatnia lampa na suficie również zgasła.
Sylwetkę Kwon Taekjoo całkowicie pochłonęła gęsta ciemność.

Zostaw komentarz