15. Człowiek Nuklearny: Pozwól, że odbiorę swoją koszulę
TEN ROZDZIAŁ ZAWIERA PRZEMOC‼️
Pod koniec znajdują się również lekkie dwuznaczne rozmowy o charakterze seksualnym.
Kiedy dotarli na miejsce, przed budynkiem stało już kilka czarnych sedanów.
W każdym z nich siedział jedynie mężczyzna wyglądający na szeregowego członka mafii. Ich przełożeni najprawdopodobniej byli już w środku.
Opuszczony magazyn za samochodami był miejscem spotkania.
Kwon Taekjoo i Zhenya przybyli znacznie wcześniej.
Ukryci w pobliżu obserwowali okolicę, czekając na odpowiedni moment, by wkroczyć do środka.
Odczekali jeszcze chwilę na wypadek, gdyby pojawiły się posiłki lub zasadzka.
Nic jednak się nie wydarzyło.
Kwon Taekjoo sprawdził magazynek swojego Colta.
W tej samej chwili Zhenya odrzucił na ziemię niedopałek cygara.
Gdy cygaro, tocząc się po betonie, w końcu zatrzymało…
…obaj ruszyli jednocześnie, bez jednego słowa.
Kwon Taekjoo zrobił kilka długich kroków i nacisnął spust.
Dwie kule wystrzelone z Colta z tłumikiem pomknęły w stronę sedana.
Szyby były jednak kuloodporne.
Nie rozpadły się, a jedynie pokryły gęstą pajęczyną pęknięć.
Mafioso siedzący spokojnie za kierownicą natychmiast chwycił za karabin.
Dokładnie w chwili, gdy wycelował w Kwon Taekjoo…
…cały samochód gwałtownie zadrżał.
Coś ciężkiego spadło na maskę.
Zanim Taekjoo zdążył zrozumieć, co się dzieje, przedmiot przebił już popękaną szybę.
Mężczyzna został nagle wyrwany z wnętrza auta za gardło.
Kwon Taekjoo tylko zdążył zauważyć, że zrobił to Zhenya.
Natychmiast odwrócił wzrok.
Lepiej nie oglądać tego do końca.
Kilka chwil później Zhenya wrócił.
Wyjął chusteczkę i rzucił ją w stronę Taekjoo.
Po czym spokojnie wytarł sobie dłonie.
Biała tkanina błyskawicznie zabarwiła się intensywną czerwienią.
Kwon Taekjoo wykorzystał ten moment, by spojrzeć na stary magazyn.
W środku znajdowali się ludzie Soncheva.
Nie wiedział, czy broń, nad którą tam pracowali, rzeczywiście była Anastazją.
Jeśli jednak uda im się schwytać któregoś z nich…
…być może odnajdą jakiś trop.
Odwrócił się i spojrzał prosto na Zhenyę.
Ich spojrzenia natychmiast się spotkały.
Kwon Taekjoo skinął głową, dając znak do wejścia.
Zhenya odpowiedział jedynie lekkim uśmiechem.
Bez słowa.
Pchnęli drzwi i weszli do środka.
Zalegający wszędzie kurz uniósł się w powietrze, ograniczając widoczność.
Kwon Taekjoo machnął dłonią przed twarzą i rozejrzał się.
Wszędzie walały się stare meble biurowe i materiały budowlane.
Ceglane ściany były miejscami zawalone, a w suficie ziała ogromna dziura.
Pośrodku tego zrujnowanego magazynu siedział rosyjski mężczyzna w średnim wieku.
Kwon Taekjoo rozpoznał go od razu.
To był Boris.
Jedna z najważniejszych osób w organizacji Sonchev.
Za jego plecami niczym żywa ściana stało pięciu lub sześciu potężnie zbudowanych mężczyzn.
Choć było to zaledwie krótkie spotkanie…
…atmosfera już od pierwszej chwili była przytłaczająca.
Nieoczekiwana była reakcja Borisa.
Nie wyglądał na zaskoczonego, mimo że osobą, która się z nim skontaktowała, nie był Psych Bogdanov.
Przez chwilę wydawał się zdziwiony, ale zaraz potem rozbawiony uśmiech pojawił się na jego twarzy.
— Trochę się spóźniłeś, nie sądzisz?
To Boris pierwszy przerwał ciszę.
— Słyszałem, że zeszłej nocy w rezydencji Bogdanovów wybuchło niemałe zamieszanie. Podobno to ty za tym stałeś. Wygląda na to, że to już przestało być niewinną zabawą.
Patrzył prosto na Zhenyę.
Najwyraźniej wiedział już o wszystkim, co wydarzyło się poprzedniej nocy.
Zhenya ani nie zaprzeczył, ani nie potwierdził.
Jedynie lekko uniósł kącik ust i wzruszył ramionami.
Obaj zachowywali się jak ludzie od dawna należący do świata przestępczego.
Takie wydarzenia najwyraźniej nie robiły już na nich większego wrażenia.
Boris powoli przesunął wzrokiem po Kwon Taekjoo od stóp do głów.
Potem ponownie spojrzał na Zhenyę, jakby oczekiwał wyjaśnień.
— Po co to wszystko zacząłeś?
— Bo zapowiada się ciekawie.
Zhenya uśmiechnął się.
Jego ton był zaskakująco swobodny, biorąc pod uwagę, że właśnie uczynił rodzinę Bogdanovów, a właściwie całą Rosję, swoim wrogiem.
Oczywiście, jeśli operacja zakończy się sukcesem, zysk będzie niewyobrażalny.
Do tego czasu musiał jednak pokonać niezliczone przeszkody.
Boris najwyraźniej uznał, że szanse na powodzenie są znikome.
— Nadal jesteś tak samo lekkomyślny.
— To nie lekkomyślność. To normalne.
Zhenya odpowiedział spokojnie, zupełnie nie przejmując się jego słowami.
Boris tylko pokręcił głową.
Po chwili znów spojrzał na Kwon Taekjoo z zaciekawieniem.
Wyraźnie zastanawiało go, dlaczego stoi u boku Zhenyi.
Taekjoo czuł się nieswojo.
Nie dlatego, że był uważnie obserwowany.
Bardziej dlatego, że traktowano go jak równego Zhenyi.
Nie zamierzał jednak dłużej zwlekać.
Od razu przeszedł do rzeczy.
— Skończmy z uprzejmościami. Gdzie jest Anastazja?
Boris uniósł brwi.
Na jego twarzy pojawiło się wyraźne zdziwienie.
— Anastazja? Nie mam pojęcia, dlaczego pytasz właśnie mnie.
Czyli nie zamierza nic powiedzieć.
W gruncie rzeczy nadal nie mieli dowodu, że „SS-29” i „Anastazja” to ta sama broń.
Taekjoo od początku nie spodziewał się, że pójdzie łatwo.
— W takim razie pewnie znasz projekt SS-29. Mam kilka pytań dotyczących tej broni.
Boris uśmiechnął się chłodno.
— Sam wszedłeś do pułapki jak szczur. To był twój plan? Nie wiem, czy nazwać cię odważnym, czy naiwnym.
— Naprawdę myślisz, że odpowiem na wszystkie pytania?
— W takim razie nie pozostaje nic innego. Skoro nie chcesz mówić… przemówi twoje ciało.
Kwon Taekjoo nie zdążył dokończyć zdania.
Rozległy się strzały.
Natychmiast rzucił się za stertę materiałów budowlanych.
Grad kul wzbił w powietrze gęsty obłok pyłu.
Widoczność niemal całkowicie zniknęła.
W uszach dźwięczało mu od huku wystrzałów.
Ogień jednak ani na chwilę nie ustawał.
Kwon Taekjoo błyskawicznie wyjął granat dymny i wrzucił go do wnętrza magazynu.
Czarny dym momentalnie rozlał się po całym pomieszczeniu.
Wykorzystując zamieszanie, zaczął kolejno rozstrzeliwać świetlówki wiszące pod sufitem.
Kolejne lampy eksplodowały z brzękiem tłuczonego szkła.
W jednej chwili magazyn pogrążył się w ciemności.
Wokół rozbrzmiewały wystrzały.
Ktoś krzyczał.
Co chwilę dochodziły odgłosy łamanych kości i uderzeń.
Zhenyi nigdzie nie było.
Taekjoo jednak w ogóle się tym nie martwił.
Niezależnie od sytuacji…
…ten potwór zawsze przeżyje.
Teraz powinien martwić się wyłącznie o siebie.
Wyjął specjalne okulary i założył je.
Czujniki natychmiast zaczęły wykrywać ruch ludzi na podstawie ciepła i aktywności ich ciał.
Sylwetki mafiosów pojawiały się jedna po drugiej.
Nie próbował już rozróżniać, kto jest kim.
Nieustannie zmieniając pozycję, po prostu naciskał spust.
— Ghh!
— Aaagh!Wraz z kolejnymi krzykami sylwetki poruszające się przed oczami Kwon Taekjoo jedna po drugiej osuwały się na ziemię.
Nie zatrzymując się ani na chwilę, ruszył w stronę krzesła, na którym jeszcze przed momentem siedział Boris.
Ale Borisa już tam nie było.
Rozejrzał się uważnie.
Nigdzie go nie widział.
Tak samo jak Zhenyi.
Kwon Taekjoo powoli obrócił się wokół własnej osi.
Gdzie oni zniknęli?
Nagle poczuł nieprzyjemne mrowienie na karku.
Odwrócił głowę.
W tej samej chwili jakaś postać rzuciła się na niego.
Odruchowo uskoczył, jednak natychmiast poczuł przeszywający ból w ramieniu.
Rękaw błyskawicznie nasiąknął krwią.
Wyglądało na to, że przeciwnik przeciął go ostrzem.
Taekjoo natychmiast odskoczył i wycelował Colta prosto w jego głowę.
Nie nacisnął jednak spustu.
Jeśli to był Boris…
…zabicie go przekreśliłoby cały sens tej misji.
Gdy jeszcze się wahał, napastnik ponownie zamachnął się ostrzem.
Cięcie było wymierzone prosto w jego szyję.
Taekjoo odchylił się do tyłu, unikając klingi.
Wtedy kątem oka dostrzegł cień przy drzwiach.
Mężczyzna miał prawie dwa metry wzrostu.
Stał bokiem, z założonymi na piersi ramionami.
Obserwował całą walkę z obojętną miną, nawet wtedy, gdy ostrze o włos minęło gardło jego partnera.
Nie mógł to być nikt inny.
To był Zhenya.
U jego stóp leżało kilka nieruchomych ciał członków Soncheva.
Wyglądało na to, że zdążył już zakończyć własną zabawę…
…i wcale nie zamierzał przyjść z pomocą.
Ostrze ponownie pomknęło w stronę brzucha Kwon Taekjoo.
Uderzył lufą Colta w klingę, zbijając ją z toru.
Natychmiast wycelował w kolano przeciwnika.
Pociągnął za spust.
— Cholera!
Po wystrzale napastnik runął na ziemię.
Jęknął.
To rzeczywiście był Boris.
Kwon Taekjoo z ulgą wypuścił powietrze i zdjął specjalne okulary.
W tym czasie krew z jego rozciętego ramienia spływała już po palcach i kapała na podłogę.
Krwawienie stawało się coraz silniejsze.
Musiał je jak najszybciej zatamować.
Przez chwilę przeszukiwał torbę.
Nagle przypomniał sobie, że wcześniej oddał Zhenyi chusteczkę.
Westchnął cicho.
Nie pozostało mu nic innego.
Zdjął marynarkę i zaczął rozpinać koszulę.
Dopiero wtedy Zhenya powoli podszedł bliżej.
— To było niebezpieczne. Gdyby przebił ci brzuch, przez cały miesiąc nie mógłbyś uprawiać seksu.
— Dziękuję za troskę.
Kwon Taekjoo tylko pokręcił głową i dalej próbował rozpiąć guziki.
Jedną ręką szło to wyjątkowo niewygodnie.
Zhenya stał z założonymi rękami i przyglądał się temu z wyraźnym zadowoleniem.
Po chwili powiedział:
— Pozwól, że ci pomogę.
Odsunął dłoń Taekjoo i sam zaczął rozpinać jego koszulę.
Kiedy naprawdę potrzebuję pomocy, udajesz, że nic nie widzisz…
A kiedy jest całkowicie zbędna, nagle robisz się taki uczynny.
Zhenya uniósł jego lewe ramię, z którego nieustannie kapała krew.
— Jesteś z siebie dumny? Tak bardzo chcesz umrzeć?
— Oczywiście.
Choć odpowiedź była czystym sarkazmem, Zhenya uśmiechnął się jak gdyby nigdy nic.
To już przestało dziwić.
— Zostało nam jeszcze sporo do zrobienia.
Taekjoo powiedział to cicho.
Zhenya jednak nie odpowiedział.
Był zaskakująco skupiony.
Rozpiął zaledwie kilka guzików, a wyglądał, jakby wykonywał najważniejsze zadanie na świecie.
Kwon Taekjoo mimowolnie obserwował jego długie palce, które spokojnie rozpinały kolejne guziki koszuli.
— Gotowe.
Taekjoo zirytowany strącił jego dłoń.
Sam zsunął koszulę z ramion.
Szarpnął nią tak mocno, że ostatni guzik odleciał, zanim zdążył go odpiąć.
Bez wahania owinął materiał kilka razy wokół krwawiącego ramienia.
Koniec rękawa zacisnął zębami i zawiązał mocny węzeł.
Takie prowizoryczne opatrunki nie były dla niego niczym nowym.
Niejednokrotnie musiał radzić sobie sam podczas misji.
Kiedy krwawienie zostało choć trochę opanowane, podszedł do Borisa.
Ten, ciągnąc za sobą postrzeloną nogę, próbował jeszcze dosięgnąć leżącej nieopodal broni.
Kwon Taekjoo złapał go za kark i brutalnie posadził z powrotem na krześle.
Wykręcił mu ręce za plecy i mocno skuł je kajdankami.
Potem postawił stopę na siedzisku i z całej siły popchnął krzesło.
Z hukiem przewróciło się na podłogę.
Boris jęknął z bólu.
Taekjoo ponownie postawił krzesło.
I jeszcze raz je przewrócił.
Potem zrobił to ponownie.
I jeszcze raz.
Trzy… może cztery razy z rzędu.
Kolejne upadki nie zrobiły na Borisie większego wrażenia.
Choć raz po raz z hukiem uderzał o podłogę, nawet nie drgnął.
Wręcz przeciwnie.
Patrzył na Kwon Taekjoo z wyraźwym szyderstwem.
Odchylił głowę do tyłu, przeczesując palcami włosy.
Z jego ust wyrwał się nieprzyjemny śmiech.
— Myślisz, że naprawdę ci to zdradzę?
— Zaraz sam się przekonasz.
Kwon Taekjoo odpowiedział równie fałszywym uśmiechem.
Szybkim krokiem podszedł do starego komputera stojącego przy ścianie.
Odgarnął zalegające wokół niego graty, wyrwał klawiaturę i z całej siły roztrzaskał ją o ścianę.
Klawisze rozsypały się po podłodze.
Pozbierał garść z nich i wrócił do Borisa.
Chwycił go za szczękę, zmuszając do otwarcia ust.
Następnie wepchnął do środka plastikowe klawisze.
Policzki Borisa natychmiast się wybrzuszyły.
Żeby nic nie wypluł, Kwon Taekjoo zakleił mu usta szeroką taśmą.
Zhenya podszedł bliżej.
Z wyraźnym zainteresowaniem przyglądał się całej scenie.
Kiedy wszystko było gotowe, Kwon Taekjoo zaczął powoli krążyć wokół Borisa.
— Północnokoreański inżynier ma naprawić usterkę SS-29, prawda? Słyszałem, że przyjedzie jutro. Gdzie mam go szukać?
Boris pozostał niewzruszony.
Taekjoo pochylił się, aż ich twarze znalazły się na tej samej wysokości.
W jego czarnych oczach nie było ani odrobiny emocji.
Boris odpowiedział mu przekrwionym, pełnym nienawiści spojrzeniem.
Nagle Kwon Taekjoo z całej siły uderzył go w nabrzmiały policzek.
Twarz Borisa natychmiast wykrzywiła się z bólu.
Plastikowe klawisze w ustach wbiły się w dziąsła i zęby.
Już samo wyobrażenie sobie takiego ciosu było bolesne.
Mimo to Boris uparcie milczał.
Nie bez powodu Sonchev cieszył się taką reputacją.
Kwon Taekjoo wyprostował się.
Boris ciężko oddychał.
Po chwili Taekjoo ponownie uderzył go pięścią prosto w twarz.
Całe ciało Borisa zadrżało.
Z gardła wydobył się stłumiony, niemal zwierzęcy jęk, choć usta nadal miał szczelnie zaklejone.
Kwon Taekjoo mocno ścisnął jego policzki.
Twarz Borisa pobladła jeszcze bardziej.
— Chcesz już mówić?
Boris uparcie pokręcił głową.
W jego oczach płonęła wściekłość.
Spojrzenie Kwon Taekjoo również stwardniało.
Zhenya obserwował wszystko z boku.
Po chwili cicho się zaśmiał.
Kwon Taekjoo zacisnął pięści.
Zaczął okładać Borisa ciosami, jakby uderzał w worek treningowy.
Cała jego dotychczasowa cierpliwość pękła w jednej chwili.
Spomiędzy zaklejonych ust Borisa zaczęły wypływać ślina i krew.
Kiedy Taekjoo zerwał taśmę, jego szczęka bezwładnie opadła.
Zakrwawione klawisze klawiatury wraz z wybitymi zębami rozsypały się na podłogę.
— Zapytam jeszcze raz. Kim jest technik, który przyjechał naprawić SS-29? Dokąd się udaje?
Na kolejne pytanie Boris jedynie się uśmiechnął.
Po chwili splunął.
Ślina zmieszana z krwią trafiła prosto w twarz Kwon Taekjoo.
Ten nawet nie próbował się wytrzeć.
W milczeniu podniósł z podłogi nóż, który wcześniej należał do Borisa.
Nie odrywając od niego wzroku, powiedział chłodno do Zhenyi:
— Po prostu udawaj, że mnie tu nie ma.
Przez moment Zhenya wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć.
Szybko jednak uznał, że to zbędne.
W jego zwężonych oczach pojawiło się jedynie zaciekawienie.
Najwyraźniej z niecierpliwością czekał na to, co wydarzy się za chwilę.
— Dobrze.
Kwon Taekjoo ruszył w stronę Borisa.
Wziął głęboki oddech.
Boris spojrzał na niego z takim gniewem, jakby samym wzrokiem chciał rozerwać go na kawałki.
Mimo odniesionych obrażeń wciąż nie stracił ducha walki.
Wyglądało na to, że Taekjoo będzie musiał sięgnąć po ostateczny środek.
— Wojownicy indiańscy zabijali tylu przeciwników, ilu tylko zdołali, żeby udowodnić swoją odwagę. Słynęli z wyjątkowego okrucieństwa i zadawali swoim ofiarom niewyobrażalny ból aż do samego końca. Przy nich zwykłe ścięcie czy odcięcie kończyny można uznać za akt miłosierdzia, bo cierpienie trwa tylko chwilę. Słyszałem, że często zdejmowali wrogom skalpy… jeszcze za życia.
Mówiąc to, Kwon Taekjoo delikatnie odgarnął włosy z czoła Borisa.
Szerokie czoło odsłoniło się całkowicie.
Ostrzem noża powoli wyznaczył na nim cienką linię.
— Aaagh!
Boris wygiął związane ciało z bólu, gdy ostrze rozcięło mu żywe ciało.
To nie był ból nie do zniesienia.
Z płytkiej rany powoli wypłynęła cienka strużka krwi.
— Indianie najpierw robili niewielkie nacięcie na czole, szerokie na dwa palce, a potem powoli odrywali skórę. Większość ludzi umierała z szoku, zanim udało się zdjąć cały skalp. Mówią, że tego bólu nie da się porównać z postrzałem, raną od noża ani nawet złamaniem kości.
Na ustach Kwon Taekjoo pojawił się dziwny uśmiech.
Podekscytowanie Zhenyi sięgnęło zenitu.
Po raz pierwszy w życiu Boris naprawdę poczuł strach przed tym, co mogło go czekać.
— Aaaagh!
Krzyk, który zdawał się rozdzierać cały magazyn, rozbrzmiał niemal natychmiast.
—
Chwilę później drzwi magazynu otworzyły się.
Kwon Taekjoo miał wyraźnie niezadowoloną minę.
W przeciwieństwie do niego Zhenya wyglądał na niezwykle zadowolonego.
Szedł tuż za nim, niemal przyklejony do jego pleców, aż obaj dotarli do samochodu.
— Naprawdę zamierzałeś obedrzeć go ze skóry?
— …Nie czuję się najlepiej. Chodźmy.
Kwon Taekjoo zignorował pytanie.
Wytarł zakrwawioną prawą dłoń o nogawkę spodni.
Krew szybko zniknęła z jego skóry.
Zhenya jednak nie przestawał mówić.
— Wiesz, że przed chwilą wyglądałeś cholernie seksownie? To naprawdę niebezpieczne. Mam przez ciebie niezły problem.
— Następnym razem po prostu mi o tym powiedz. Z przyjemnością zdejmę wtedy skalp właśnie tobie.
Wściekły Kwon Taekjoo zacisnął zęby i chwycił Zhenyę za kołnierz.
Ich twarze znalazły się tuż obok siebie.
Niebieskie oczy Zhenyi powoli przesunęły się z oczu Taekjoo na jego ramię.
W tym spojrzeniu było coś niepokojącego.
Przypominało wzrok gada.
Taekjoo zmarszczył brwi i posłał mu lodowate spojrzenie.
Zhenya spokojnie odsunął jego dłoń od swojego kołnierza.
Trwało to zaledwie chwilę, ale miejsce, w którym ich skóra się zetknęła, było zimne jak lód.
Kwon Taekjoo odruchowo cofnął rękę.
Większość ludzi poczułaby się niezręcznie po tak wyraźnym odsunięciu, jednak Zhenya jedynie uśmiechnął się, jakby nic się nie wydarzyło.
— Więc to będzie nasz następny cel?
Kwon Taekjoo skinął głową.
— Dobrze.
Zhenya ruszył przodem.
Kołysał się lekko podczas marszu, jakby cicho nucił pod nosem.
Kwon Taekjoo został na chwilę w miejscu i patrzył za nim.
Czasami Zhenya potrafił nagle spoważnieć.
A gdy tylko ktoś to zauważył, natychmiast udawał, że nic się nie stało, i znów się uśmiechał.
Choć zwykle sprawiał wrażenie opanowanego, od czasu do czasu bez żadnych zahamowań pokazywał swoje prawdziwe oblicze.
Był uosobieniem zniszczenia.
Niebezpiecznym potworem, który czerpał przyjemność z rzeczy, których normalni ludzie nigdy by nie zrozumieli.
Między normalnością a szaleństwem dzielił go tylko jeden krok.
Zhenya potrafił bez wahania przekroczyć tę granicę, a chwilę później zachowywać się tak, jakby nigdy nic się nie wydarzyło.
Instynkt Kwon Taekjoo, szybszy od rozsądku, nieustannie go ostrzegał.

Zostaw komentarz