Rozdział 5
Z czasem ich działalność zaczęła przynosić drobne efekty, w mediach społecznościowych powoli pojawiały się pierwsze fanowskie konta.
Kiedy pewnego dnia Eunchan bez większych oczekiwań wpisał nazwę zespołu w wyszukiwarkę i natrafił na pierwszy post fanki zachwycającej się Lee Haeminem, wizualem grupy, kompletnie nie potrafił opanować emocji. Wcisnął twarz w poduszkę i śmiał się przez nos, niemal popłakując z ekscytacji.
I to mimo że wpis nawet nie dotyczył jego.
Los chciał, że autorka tego konta była jedną z tych bardziej wpływowych fanek prowadzących własne fanpage’e. Dzięki temu liczba fanów zaczęła stopniowo rosnąć.
Eunchan również zaczął posiadać indywidualnych fanów.
Wtedy wydarzyło się coś naprawdę dobrego.
Patrząc z perspektywy czasu, miał wręcz wrażenie, że zużył w tamtym czasie całe szczęście swojego życia.
Pewnego dnia do internetu trafiło zdjęcie z planu ich własnego programu. Eunchan miał na sobie okulary i szkolny mundurek, uśmiechał się i machał do fanów. W tle widać było drzewa skąpane w słońcu, soczyście zielone i rozświetlone letnim światłem.
Nawet on sam, patrząc na to zdjęcie, pomyślał:
„To jest zdjęcie życia.”
Było świeże, lekkie, niemal filmowe.
Jakość nie była szczególnie dobra, ale właśnie to nadawało fotografii dziwny urok. A przede wszystkim każdy musiał przyznać, że wyglądał na niej absurdalnie dobrze.
Zdjęcie zaczęło krążyć po internetowych społecznościach i niespodziewanie zrobiło się wokół niego małe zamieszanie. Ludzie ochrzcili je nawet mianem:
„Zdjęcia, które fałszuje wspomnienie pierwszej szkolnej miłości.”
Można było nie znać ani Shim Eunchana, ani B the 1, ale samo zdjęcie kojarzyło zaskakująco dużo osób.
Dzięki temu zaczęły zgłaszać się kolejne programy kablowe zainteresowane zespołem. Później, krok po kroku, pojawiły się nawet zaproszenia do muzycznych programów stacji ogólnokrajowych.
Jak bardzo byli szczęśliwi tamtego dnia, gdy po raz pierwszy mieli wystąpić w telewizji naziemnej…
Nawet podczas prób technicznych trzęśli się z nerwów tak bardzo, że członkowie zespołu podzielili między sobą tabletki uspokajające i przeżuwali je po pół.
Od tamtej pory aż do wydania szóstego singla pojawiały się programy, które regularnie zapraszały B the 1.
Nie był to wielki sukces, ale zaczęli wierzyć, że jeśli będą ciężko pracować, jakoś sobie poradzą.
Tyle że świat nie był na tyle łaskawy, by każdą iskierkę nadziei zamieniać w kwiat.
Nadzieja się pojawiła i na tym się skończyło.
Co roku debiutowały dziesiątki boysbandów, a pośród tego tłumu szansa na prawdziwe wybicie nigdy nie dotarła do B the 1.
Choć wspierali się nawzajem i pocieszali, każdy człowiek ma swoje granice.
I pewnego dnia zaczęli czuć, że ten kres powoli się zbliża.
Naprawdę zadziwiała ich tylko upartość prezesa Poten High. Mimo fatalnej sprzedaży albumów nadal inwestował w grupę, jeśli któryś z członków chciał chodzić na lekcje wokalu czy do szkoły aktorskiej, opłacał wszystko bez słowa. Pozwalał im wydawać kolejne single aż do szóstego z rzędu.
Mało tego, sam zasugerował nawet naukę języków obcych.
Między sobą żartowali czasem po cichu, że może jest jakimś bogaczem prowadzącym agencję wyłącznie dla hobby.
A jednak, kiedy nawet właściciel firmy, przynajmniej oficjalnie, jeszcze ich nie przekreślił…
To właśnie Lee Haemin, najpopularniejszy członek zespołu, uciekł jako pierwszy.
I trudno było mu się dziwić.
Był naprawdę absurdalnie przystojny.
Nie było przesadą powiedzieć, że najważniejszą cechą idola jest wygląd.
Kiedy Eunchan po raz pierwszy zobaczył Haemina jeszcze jako trainee, miał wrażenie, że nigdy wcześniej nie widział tak atrakcyjnej osoby. Wyglądał jak perfekcyjnie wyrenderowana grafika komputerowa przeniesiona do rzeczywistości.
Przez lata działalności spotykali wielu innych idoli, ale i tak trudno było znaleźć kogoś bardziej przystojnego od Haemina.
Nawet po wspólnych latach treningów i mieszkania razem, Eunchanowi zdarzało się czasem zawiesić na nim wzrok.
Skoro tak reagował ktoś z własnego zespołu, to co dopiero inni?
W rzeczywistości B the 1 ogromnie korzystało z obecności Haemina. To on niemal siłą ciągnął za sobą rozpoznawalność grupy, która szorowała po dnie. Fani pół żartem nazywali go nawet „jedynym żywicielem rodziny”.
Byli też tacy, którzy z frustracją błagali w internecie, by „wypuścić Haemina z tego zespołu”.
Czasem Eunchan myślał, że gdyby Haemin trafił do choć trochę lepiej wspierającej swoich artystów agencji, nawet niewielkiej, dawno już zostałby gwiazdą.
Jednak Poten High było wręcz mikroskopijną firmą.
I ostatecznie Haemin pozostał jedynie „przystojnym członkiem flopującego zespołu”.
Nieważne, jak bardzo ktoś był atrakcyjny, jeśli nikt go nie widział, to nie miało znaczenia.
Nawet występy w telewizji kablowej czy sporadyczne programy muzyczne miały swoje ograniczenia.
Nikt tego nie mówił głośno, ale wszyscy wiedzieli, że Haemin bez problemu dostawałby propozycje od większych agencji. Dlatego do dziś pozostawało tajemnicą, jak prezes Poten High w ogóle zdołał go zwerbować.
A sam Haemin również musiał zdawać sobie z tego sprawę.
Mimo to nigdy się nie wywyższał.
Ten sam Haemin, który zawsze śmiał się jasno i motywował wszystkich słowami „damy radę”, najwyraźniej w końcu stracił nadzieję na przyszłość w ich zespole.
Gdyby od początku nie widział żadnej szansy, pewnie odszedłby wcześniej i zaczął od nowa gdzie indziej.
Ale właśnie przez tę odrobinę nadziei ludzie trwają.
A potem ta nadzieja zaczyna ich dusić.
Kiedy ciągle jesteś o krok od sukcesu, ale za każdym razem coś wymyka ci się z rąk, człowiek w końcu się łamie i zaczyna godzić się z rzeczywistością.
Może nie każdy.
Lecz Haemin właśnie taki był.
Eunchan również nie miał pewności, czy sam nie zachwiałby się, gdyby dostał ofertę z innej agencji.
To nie była łatwa decyzja.
Ci, którzy potrafią wytrwać, są godni podziwu, ale ci, którzy nie dali rady, nie zasługują na potępienie.
Minęły niemal trzy lata, zanim dla Lee Haemina B the 1 przestało być zespołem przyjaciół, a stało się ciężarem ciągnącym go w dół.
Pewnego dnia pojawił się w agencji z kamienną twarzą, w towarzystwie rodziców i prawnika. Zorganizowano spotkanie, w którym uczestniczył nawet prezes.
A po długich rozmowach zapadła decyzja:
kontrakt między Lee Haeminem a Poten High został rozwiązany.
Haemin wyszedł z biura, nawet nie patrząc na próbujących go zatrzymać Jung Minyu i Do Junseo.
Próbowali się z nim skontaktować, choćby porozmawiać.
Ale słyszeli tylko komunikat:
„Nie ma takiego numeru.”
I nie chodziło po prostu o numer telefonu.
To był ten sam numer, który wybrał sobie w dniu osiągnięcia pełnoletniości, kiedy wszyscy członkowie zespołu razem poszli do salonu operatora, bo najmłodszy w grupie stwierdził, że bez telefonu „nie da się już żyć jak człowiek”.
Wtedy obiecali sobie:
„Nigdy nie zmieniajmy tych numerów.”
A jednak Haemin go usunął.
Może nadawali temu zbyt wielkie znaczenie, ale dla Eunchana to było jak definitywne zerwanie więzi.
I chyba nie tylko on tak czuł.
Przypomniał sobie pijacki wieczór ciągnący się do późnej nocy, podczas którego Ryu Seowoo pociągał nosem i mamrotał:
– Jak on mógł tak po prostu skasować ten numer…
Dla Eunchana minęło od tamtej chwili już sześć lat.
Mimo to wspomnienie wróciło tak wyraźnie, jakby wydarzyło się wczoraj.
Czy to również była sprawka tego systemu?
Spojrzał ukradkiem w pustą przestrzeń.
– ……
Okno systemowe milczało.
Wyglądało na to, że więcej komunikatów już się nie pojawi.
Po odejściu z zespołu Haemin przeszedł do dużej agencji i zaledwie dwa miesiące później zadebiutował ponownie jako centralny członek pięcioosobowego D.knight.
Nie miał pojęcia, jak rozwiązano kwestie zapisów kontraktowych zabraniających pracy w tej samej branży po rozwiązaniu umowy. W każdym razie się udało.
Jeszcze w tym samym roku D.knight zdobyło pierwsze miejsce w programie muzycznym ogólnokrajowej telewizji.
Od tego momentu wszystko szło idealnie.
W pamięci ludzi nie istniał już „Lee Haemin z B the 1”.
Był tylko „Lee Haemin z D.knight”.
Jakby naprawdę dostał skrzydeł.
Dwa lata później wybuchł skandal.
Lee Haemin został przyłapany na jeździe pod wpływem alkoholu.
W tamtym czasie Eunchan ledwo dawał sobie radę z własnym życiem. Nie chciał też nagle odzywać się do niego tylko dlatego, że wydarzyło się coś złego. Nawet nie znał nowego numeru Haemina.
– ……
Tak naprawdę to wszystko były tylko wymówki.
Bo nawet wtedy, kiedy jeszcze pojawiał się w telewizji, bez problemu mógł zdobyć kontakt do Haemina, gdyby naprawdę chciał.
Po prostu… nie miał odwagi się z nim spotkać.
Mieszały się w nim współczucie, złość i coś jeszcze gorszego, podłe uczucie mówiące:
„Opuściłeś zespół i skończyłeś właśnie tak.”
I właśnie tego uczucia w sobie bał się najbardziej.
„Skoro już przeszedłeś do wielkiej agencji, powinieneś był osiągnąć jeszcze więcej… więc dlaczego zrobiłeś coś tak głupiego jak jazda po alkoholu?”
Eunchan przygryzł wargę.
– …Tak. Właściwie dobrze, że wróciłem właśnie teraz.
Nie przed debiutem.
Nie przed odejściem Haemina.
Właśnie teraz.
Dość rozmyślania.
Cel był jasny: Daesang.
Pozostali członkowie pewnie już czekali, więc powinien wyjść.
Klik.
Gdy nacisnął klamkę, drzwi otworzyły się cicho.
Wyszedł z pokoju, biorąc głęboki oddech.
W salonie siedzieli razem pozostali członkowie zespołu.
Twarze, za którymi tęsknił.
Jeszcze młodzieńcze, niedojrzałe.
Wszyscy spojrzeli w jego stronę.
Najwyraźniej wyszedł ostatni.
Siedzący tyłem Do Junseo, jego rówieśnik, odwrócił się w jego stronę.
– W końcu wyszedłeś.
W jego wspomnieniach istniała już przyszłość, w której się pokłócili.
Dziwne uczucie, pamiętać coś, co było jednocześnie przeszłością i przyszłością.
Znowu zrobiło mu się niedobrze.
– Zaraz wracam, najpierw się ogarnę – rzucił i szybko wszedł do łazienki.
Zimna woda na twarzy trochę go uspokoiła.
Mimo że jego psychika miała teraz rangę SS, emocje nadal nim targały. Może właśnie dlatego ta cecha nazywała się Miękka Stal.
Przez chwilę pomyślał, żeby sprawdzić statusy pozostałych członków, ale to nie było pilne. Poza tym system mówił przecież, że może użyć tej funkcji tylko raz dziennie.
Lepiej zachować to na odpowiedni moment.

Zostaw komentarz