Rozdział 4
Czy właśnie dlatego wybrał regresję?
Bo już raz poniósł porażkę jako idol.
Bo chciał odnieść sukces.
Gdyby cel był choć odrobinę realistyczny, mógłby działać motywująco. Ale to… to było coś zupełnie innego. Daesang? Przecież B the 1 nie było po prostu „mało popularnym” zespołem. Żaden z ich singli nigdy nie dostał się nawet na sensowne pozycje w rankingach serwisów muzycznych. Co bardziej żenujące ani razu nie weszli nawet do TOP 1000 na platformach streamingowych.
Taki zespół miałby zdobyć Daesang w ciągu roku?
To było właściwie równoznaczne z powiedzeniem: „Nawet nie próbuj marzyć”.
– …Ach…
Eunchan wziął głęboki oddech, próbując uspokoić mdłości i chaos w głowie.
Szybko uporządkował myśli. Choć właściwie nie było tu czego porządkować. Kiedy jest się stroną słabszą, stroną, która desperacko czegoś potrzebuje, pozostaje tylko jedno. Mianowicie robić to, co każą.
Musiał spróbować.
Musiał odnieść sukces.
Nie mógł wrócić do swojego poprzedniego życia.
– …Naprawdę przesadzili z tym „damy ci nadzieję, a potem ją odbierzemy”.
Mogli chociaż dorzucić jeszcze jakiś bonus do obecnej sytuacji. Chciał zaprotestować, ale okno systemowe milczało. Nie miał też żadnego sposobu, by cokolwiek z tym zrobić, więc ostatecznie pozostało mu tylko zaakceptować rzeczywistość.
A kiedy się nad tym zastanowić sam fakt, że dostał szansę na regresję, był już czymś niewiarygodnym. To nie była jakaś atrakcja w parku rozrywki dostępna dla każdego. Samo otrzymanie drugiej szansy było czymś więcej, niż można było oczekiwać.
Skoro tak, nawet jeśli miał kiedyś zostać cofnięty z powrotem, powinien zrobić wszystko, co w jego mocy. Walczyć do samego końca. Harować, aż połamie sobie kości. A jeśli mimo to się nie uda, wtedy zaakceptuje wynik.
Nie miał prawa tylko narzekać i marudzić.
Wyglądało na to, że naprawdę nie zostało już nic więcej do sprawdzenia.
Ding-dong.
Znów rozległ się pogodny dźwięk powiadomienia.
…Oni sobie chyba żartują.
Eunchan zmarszczył brwi, ale okno systemowe pojawiło się jak gdyby nigdy nic.
—
[Misja powiązana z zadaniem regresora <Wspólne życie. Gdzie zabawa, jeśli tylko ty będziesz szczęśliwy?>
Cel: członkowie zespołu
Nagroda za sukces: natychmiastowy wzrost jednej statystyki celu o jedną rangę.
Po ukończeniu wszystkich misji: możliwość wybrania i podniesienia jednej własnej statystyki. (0/5)
Zbieraj punkty i rozwijaj swoje zdolności.
Niepowodzenie: aktywacja kary.]
—
Jak na złotą kartę, nagroda znów wydawała się świetna… ale coś się tu nie zgadzało.
Liczba misji była dziwna.
Wyglądało na to, że zadania będą dotyczyć poszczególnych członków zespołu, lecz licznik wskazywał pięć prób. To nie miało sensu. Po odejściu Lee Haemina i wyłączając samego siebie, zostało ich przecież tylko czterech.
Czyli misje nie dotyczyły wyłącznie członków zespołu?
Czy to znowu jakiś błąd?
– ……
Czekał chwilę w ciszy, ale komunikat się nie zmienił.
Więc do kogo jeszcze miały być skierowane te misje?
Brwi Eunchana ściągnęły się jeszcze mocniej.
Za każdą ukończoną misję statystyki członków miały rosnąć, a po wykonaniu wszystkich pięciu mógł wybrać rozwój własnej umiejętności. Jak na misję poboczną nagrody były absurdalnie dobre.
Nie wiedział tylko, co dokładnie będzie musiał zrobić. Ale skoro nagroda była tak cenna, zadania najpewniej okażą się piekielnie trudne.
Mimo to nie mógł ich odpuścić.
Zwłaszcza że za porażkę przewidziano karę.
Musiał odnieść sukces.
Patrzył jeszcze przez chwilę w pustą przestrzeń, jakby spodziewał się kolejnego okna, po czym powoli uniósł wzrok na sufit swojego pokoju.
Nabrał powietrza tak głęboko, aż rozbolała go klatka piersiowa, i ciężko wypuścił je z płuc.
Pytanie: „Dlaczego akurat ten moment?” zaczęło powoli ustępować innemu przekonaniu.
Może to właśnie dobrze, że wrócił teraz.
Przed odejściem Lee Haemina?
Nie wiedział, od kiedy Haemin nosił się z zamiarem odejścia. Jednak człowieka, którego serce już opuściło zespół, nie da się zatrzymać siłą.
Tuż po debiucie?
Nawet znając przyszłość, świat nie był na tyle prosty, żeby jedna osoba mogła wszystko naprawić. Bardzo możliwe, że skończyłby tylko przeżywaniem tego samego koszmaru raz jeszcze.
Na samą myśl robiło mu się niedobrze.
A cofnięcie się jeszcze dalej, przed debiut?
Dostanie się do dużej agencji wcale nie było takie łatwe. Samo zostanie trainee graniczyło z cudem, a potem trzeba było jeszcze przez lata walczyć o przetrwanie pośród innych praktykantów.
Szczerze mówiąc… nie miał na to siły.
Eunchan spędził trzy lata jako trainee w Poten High.
„Czy dam radę?”
„Czy w ogóle zadebiutuję?”
„Kiedy?”
„A jeśli po debiucie też wszystko się rozpadnie?”
„Może lepiej rzucić to już teraz?”
W tamtym okresie cierpiał bardziej psychicznie niż fizycznie.
Nie chciał przechodzić przez to jeszcze raz.
Zwłaszcza teraz, kiedy jego największym atutem stała się psychika. W rywalizacji z innymi trainee trudno byłoby oczekiwać przewagi opartej wyłącznie na tym.
Eunchan zaczął chłodno analizować swoją obecną sytuację.
B the 1 było jedynym zespołem idoli pod skrzydłami agencji Poten High. Nie mogli liczyć na żadne wsparcie wynikające z renomy starszych grup, jak bywało w dużych wytwórniach. Musieli przebijać się przez branżę własnymi rękami, dosłownie waląc głową w mur.
Na początku występowali wyłącznie na szkolnych festynach i lokalnych imprezach, o których nigdy wcześniej nie słyszał. Dopiero wtedy odkrył, ile takich wydarzeń istnieje.
Kto powiedział, że w Korei nie ma imprez?
Było ich aż za dużo. Po prostu nikt o nich nie słyszał.
Nawet festiwali brzoskwini było chyba z pięć w całym kraju.
Mimo wszystko był wdzięczny za każdy sceniczny występ.
Nawet na małe, nikomu nieznane festyny nie brakowało chętnych idolowych grup.
Na początku nie potrafił jeszcze mówić tych podręcznikowych zdań typu:
„Jesteśmy szczęśliwi mogąc występować na każdej scenie.”
Bo prawda była taka, że często było mu zwyczajnie wstyd.
Tańczyli przy fatalnym nagłośnieniu, z głośników trzeszczących co chwilę i przerywających muzykę. Rzeczywistość boleśnie różniła się od marzeń, które miał przed debiutem.
Trainee marzą o oślepiających światłach i krzykach fanów.
Oczywiście, gdzieś tam po cichu wierzył, że po debiucie wszystko od razu się ułoży.
Ale konfrontacja z chłodnymi spojrzeniami ludzi i występowanie w takich warunkach nie było po prostu „trudne”.
To było brutalnie ciężkie.
Po pierwszym naprawdę fatalnym występie wszyscy wracali w samochodzie kompletnie milczący, wpatrzeni w okna.
Nie czuli złości z powodu tego, jak zostali potraktowani. Byli po prostu zbyt przybici.
Najmłodszy członek zespołu, Haemin, nawet się rozpłakał.
Jednakże po dziesiątkach takich występów na scenach, których właściwie nie dało się nazwać scenami, coś zyskali.
Przyzwyczaili się do spojrzeń starszych ludzi i turystów patrzących na nich jak na dziwne zwierzęta.
Nauczyli się wytrzymywać takie spojrzenia bez drżenia.
Krótko mówiąc: na scenie zaczęli mieć skórę grubą jak stal.
Do debiutanckiej piosenki „Ty i ja? My razem!” ćwiczyli przez cały rok.
Miesiąc przed premierą albumu zamknęli się na wspólnym obozie treningowym i spali po trzy godziny dziennie. Tytuł utworu może i brzmiał zabawnie, ale choreografia już nie.
Ćwiczyli do tego stopnia, że mogli puścić dowolny fragment piosenki, a oni natychmiast ustawiali się idealnie w formacji i tańczyli synchronicznie co do joty.
I z tą właśnie wyharowaną perfekcją jeździli potem po lokalnych festynach.
Pewnego dnia ktoś zauważył ich zaangażowanie i zaprosił ich na szkolny festiwal gimnazjalny.
To był początek.
Potem kolejne szkoły zaczęły polecać ich sobie nawzajem i dostawali następne zaproszenia.
A szkolne festiwale były już luksusem.
Przynajmniej kiedy padał deszcz, nie mokli. Kiedy sypał śnieg, nie marzli.
Były światła. Były reakcje uczniów. Kiedy wykonywali covery znanych idolowych hitów, publiczność reagowała wręcz entuzjastycznie.
Bywały dni, gdy więcej czasu poświęcali na ćwiczenie coverów starszych grup niż własnych piosenek.
Czasami było to przygnębiające.
Ale traktowali to jako część procesu i wspierali się nawzajem.
Po przejściu przez ten etap po raz pierwszy trafili do telewizji kablowej przy okazji trzeciego singla wydanego w październiku roku debiutu.
Eunchan do dziś pamiętał nawet zapach powietrza tamtego dnia.
Mieli mieć wolne, ale nagle pojawił się grafik, więc wszyscy szybko zaczęli się szykować.
Ryu Seowoo marudził, że nie zdążył zjeść śniadania i wszedł do auta z tostami w ustach, za co Moon Sebyeol natychmiast go zganił, że nabrudzi okruszkami.
Wtedy do samochodu wsiadł Jung Minyu, zapinając pas.
– To gdzie dziś? Jakiś festiwal?
I właśnie wtedy w lusterku wstecznym zobaczyli twarz menedżera.
Drgały mu policzki, a kąciki ust wyraźnie unosiły się z ekscytacji.
– „Show Big” się odezwało. Jedziemy teraz tam…!
Atmosfera w samochodzie zmieniła się w jednej chwili.
Powietrze aż zgęstniało od napięcia i podekscytowania.
Seowoo był tak zszokowany, że upuścił tosta na podłogę.
„Show Big”.
Prawdziwy program muzyczny.
Pierwszy raz mieli wystąpić na prawdziwej scenie telewizyjnej.
Pierwotnie miał pojawić się tam inny zespół, ale członkowie trafili do szpitala z zatruciem pokarmowym i B the 1 dostało szansę jako zastępstwo.
Ale co z tego?
Nieważne, czy byli tylko „zapchajdziurą”. Najważniejsze było to, że ludzie zobaczą B the 1.
I ta szansa nie spadła z nieba.
Ich menedżer od dawna uparcie chodził po stacjach telewizyjnych, rozdawał płyty i kłaniał się producentom, próbując zwrócić na nich uwagę.
Różnica między tańcem na prowizorycznej scenie w błocie a występem pod profesjonalnymi światłami telewizyjnymi była jak różnica między niebem a ziemią.
Pierwszy występ w studiu telewizyjnym wypełnił ich serca ekscytacją, jakiej nigdy wcześniej nie czuli.
Nie dało się tego porównać z żadną sceną, na której stali wcześniej.
I najwyraźniej nie tylko Eunchan to czuł.
Bo wszyscy wyglądali tak, jakby nawet ze złamaną nogą dalej tańczyliby bez wahania.
Właśnie po tamtym występie wszystko zaczęło się powoli zmieniać.
Stacje telewizyjne coraz częściej zaczęły szukać B the 1.

Zostaw komentarz