19. Pociąg transsyberyjski: Louise
Kwon Taekjoo z trudem uniósł ciężkie powieki.
Znajomy widok powoli wyłonił się przed jego oczami.
Drzwi przedziału.
Jednostajny stukot jadącego pociągu.
Twarda krawędź stołu, która wbijała mu się w policzek.
Zmysły wracały stopniowo.
Policzek miał mokry.
Skądś zaczął dochodzić intensywny zapach koniaku.
Jęknął cicho, podnosząc się z miejsca.
Stół, na którym przed chwilą spoczywał jego policzek, był cały zalany winem.
Wokół walały się również puste butelki.
Kwon Taekjoo otarł mokrą twarz i rozejrzał się po przedziale.
Zhenyi nigdzie nie było.
Kiedy próbował wstać, butelka tocząca się po podłodze uderzyła go w nogę.
Jeśli obudziłem się pierwszy, to pewnie mnie czeka sprzątanie.
Przez chwilę poczuł irytację, ale szybko machnął na to ręką.
Oczekiwanie od Zhenyi choćby odrobiny kultury czy człowieczeństwa było zwyczajnie śmieszne.
Zamierzał odstawić butelki i kieliszki, a potem pójść do łazienki.
Dopiero teraz usłyszał dochodzący z niej szum wody.
To Zhenya?
Już wstał?
Całe ciało Kwon Taekjoo było lepkie od alkoholu, więc sam miał ogromną ochotę wziąć prysznic.
Przez chwilę z żalem patrzył na drzwi łazienki, po czym opadł z powrotem na łóżko.
Najwyraźniej od alkoholu minęło jeszcze zbyt mało czasu.
Bolało go całe ciało.
Miał wrażenie, jakby łóżko dosłownie go pochłaniało i nie chciało wypuścić.
Szum wody nie ustawał.
Jednostajne uderzenia kropli o podłogę działały niczym kołysanka.
Powieki, które i tak ledwo się otwierały, stawały się coraz cięższe.
Dźwięki wokół powoli odpływały.
Znowu zasypiam?
Nie mogę… Przecież jestem na misji…
Jednak świadomość nieustannie się rozmywała.
Nie potrafił oprzeć się ogarniającej go senności.
Po chwili drzwi łazienki się otworzyły.
Co dziwne, odgłos lecącej wody wcale nie ustał.
Świadomość zapadała się coraz głębiej.
Ciało wydawało się unosić w powietrzu.
To było dziwne.
Mokre kroki zbliżały się powoli.
Po chwili ogromny cień zawisł nad leżącym na łóżku Kwon Taekjoo.
Muszę wstać…
Próbował poruszyć ciałem.
Zdołał jedynie lekko zmarszczyć brwi.
Ktoś delikatnie uniósł jego prawą rękę.
Długie, lodowato zimne palce przesunęły się po grzbiecie dłoni i między palcami.
Było to tak niepokojące, jakby wąż przesuwał po jego skórze językiem.
Całe ciało Kwon Taekjoo zadrżało.
— Głupi króliku…
Przy samym uchu rozległ się cichy głos Zhenyi.
W jego oddechu pobrzmiewał śmiech.
Ale był zimny.
Przeraźliwie zimny.
Dłoń przesuwała się po kolejnych palcach, aż zatrzymała się na serdecznym.
Uścisk był tak mocny, że nie sposób było się wyrwać.
A właściwie…
Nie był w stanie poruszyć nawet jednym mięśniem.
Jakby całe ciało zostało zablokowane.
Instynkt nieustannie bił na alarm.
W uszach rozległ się znajomy dźwięk.
Na jego serdeczny palec nasunięto coś metalowego.
Kwon Taekjoo próbował cofnąć rękę.
Zhenya jednak nie zamierzał puścić.
Zimne oczy mężczyzny utkwiły w jego drżącej twarzy.
Nagle rozszerzyły się.
W tej samej chwili obcinacz do cygar zacisnął się na palcu Kwon Taekjoo.
Klik.
— Aaa!
Kwon Taekjoo gwałtownie usiadł.
Przed oczami eksplodowało oślepiające światło.
Zapiekły go oczy.
Natychmiast zacisnął powieki.
Objął obiema rękami pulsującą głowę i kilka razy głęboko odetchnął.
Rozmazany obraz powoli odzyskiwał ostrość.
Drżącymi dłońmi spojrzał na swoje ręce.
Dziesięć palców.
Wszystkie całe.
Serdeczny palec również był nienaruszony.
To tylko sen…
Był jednak tak realistyczny, że aż zakręciło mu się w głowie.
Rozejrzał się.
Stół nadal był zabałaganiony.
Puste butelki wciąż leżały na podłodze.
Pościel pozostawała w nieładzie.
Nawet plamy wina na jego policzku się zgadzały.
Jedyną różnicą był stos wypalonych cygar leżący z boku stołu.
Wyglądało na to, że Zhenya wypalił całe cygaro do samego końca.
Gdzie on się podział?
Kwon Taekjoo spojrzał na zegarek.
Pora śniadania.
Poszedł do wagonu restauracyjnego?
A może znowu obserwuje Hong Yeowooka?
Rozmyślając nad tym, wstał.
Nagle poczuł dziwny ciężar w dole brzucha.
Spojrzał w dół.
Zamarł.
— Co…
Pod materiałem spodni wyraźnie rysowała się erekcja.
Przecież nie jestem już nastolatkiem.
Dlaczego akurat teraz…
Jedynym snem, jaki pamiętał, był przecież ten o odciętym palcu.
Słyszał kiedyś, że silny strach albo ogromny stres również mogą wywołać erekcję.
Nigdy nie przypuszczał, że sam tego doświadczy.
Przecież masturbował się dopiero wczoraj.
A jednak dziś rano jego ciało znów reagowało w ten sposób.
Patrząc z irytacją na własną reakcję, przypomniał sobie sen.
Nie wierzył w prorocze sny ani podobne przesądy.
Mimo wszystko trudno było pozbyć się nieprzyjemnego uczucia po tak realistycznym koszmarze.
Najlepiej będzie wziąć prysznic i przewietrzyć głowę.
Jeśli Zhenya znowu przyłapie go w takiej sytuacji, będzie się z niego nabijał przez cały dzień.
Wtedy…
…
Kwon Taekjoo gwałtownie odwrócił głowę w stronę łazienki.
Czy to… Zhenya?
Jeśli nie on, to kto?
Serce znów zaczęło walić.
To uczucie déjà vu było zbyt wyraźne.
Wszystko wyglądało dokładnie tak jak w śnie.
Uspokój się.
To tylko sen.
Tylko wytwór podświadomości.
Powtarzając to sobie w myślach, bezszelestnie podniósł Colta.
Sen to tylko sen.
Ale ostrożność jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
Ujął pistolet obiema rękami i powoli ruszył w stronę łazienki.
Szum wody nie ustawał.
Ktoś zdecydowanie był w środku.
Nie odrywając wzroku od klamki, zatrzymał się przed drzwiami.
Otworzyć?
Zawahał się.
Wtargnięcie z bronią do łazienki partnera tylko dlatego, że miało się dziwny sen…
Brzmiało absurdalnie.
Gdyby Zhenya się o tym dowiedział, wypominałby mu to przez następny rok.
Kwon Taekjoo przez dłuższą chwilę bezradnie krążył przed drzwiami.
Nagle drzwi wejściowe do przedziału otworzyły się bez ostrzeżenia.
Odwrócił się gwałtownie.
Do środka właśnie wszedł Zhenya.
Ich spojrzenia natychmiast się spotkały.
Na krótką chwilę czas jakby się zatrzymał.
— Co ty robisz? — zapytał Zhenya z wyraźnym rozbawieniem. — I dlaczego wyglądasz tak podejrzanie?
Zhenya zmrużył oczy i ponownie zapytał:
— Co ty właściwie robisz?
Doszło do kompletnego nieporozumienia, ale Kwon Taekjoo nie potrafił znaleźć żadnego rozsądnego wytłumaczenia.
„Miałem dziwny sen i wydawało mi się, że właśnie się spełnia?”
Gdyby powiedział coś takiego, tylko bardziej by się ośmieszył.
Skoro jednak Zhenya stał przed nim…
…to kto był w łazience?
Zamiast się tłumaczyć, Kwon Taekjoo kilka razy wskazał w stronę łazienki.
Poruszył nawet bezgłośnie ustami.
— Ktoś tam jest.
W tej samej chwili szum wody ucichł.
Kwon Taekjoo podszedł do drzwi łazienki i uniósł Colta.
Czarna lufa wycelowała w zamknięte drzwi.
Zhenya spojrzał na niego z wyraźnym zdziwieniem.
Nie powiedział ani słowa.
Po prostu podszedł i jednym szarpnięciem otworzył drzwi.
…
Palec Kwon Taekjoo odruchowo zacisnął się na spuście.
Ostatecznie jednak nie strzelił.
— Och, ale mnie wystraszyliście. Już wróciliście? Dzięki wam mogłam spokojnie wziąć prysznic.
Z łazienki wyszła naga kobieta.
Zhenya objął ją w talii, a jednocześnie spokojnie odsunął lufę Colta Kwon Taekjoo.
Kobieta bez wahania wtuliła się w niego.
Na pierwszy rzut oka wyglądała na Europejkę.
Najwyraźniej Zhenya po raz kolejny wykorzystał dobrze wyposażoną łazienkę jako przynętę.
Delikatnie popchnął kobietę z powrotem do środka.
Drzwi zamknęły się z cichym trzaskiem.
W przedziale został już tylko Kwon Taekjoo.
Niedługo potem niewielka łazienka zaczęła lekko drżeć.
Z wnętrza ponownie rozległy się przytłumione odgłosy.
Kwon Taekjoo stał nieruchomo jeszcze przez chwilę, po czym rzucił Colta na łóżko.
Jego uwagę przyciągnęła kanapka przyniesiona przez Zhenyę.
Najwyraźniej kupił ją dla siebie i tej kobiety.
Kwon Taekjoo bez słowa zaczął ją jeść, patrząc przez okno.
Każdego dnia coraz bardziej wysycha mi krew w żyłach od życia z kimś, kto niczym nie różni się od dzikiego zwierzęcia.
— Ach…
Nagle opuścił wzrok.
Spojrzał na swoje spodnie.
Choć wcześniej udało mu się opanować sytuację, nieprzyjemne napięcie wciąż nie ustępowało.
Miał wrażenie, że wystarczy najmniejszy bodziec, a wszystko zacznie się od nowa.
Przez chwilę patrzył z irytacją na własne ciało, po czym przycisnął je mocno poduszką.
Specjalnie zostawił też otwarte okno.
Liczył, że stukot kół pociągu zagłuszy wszelkie odgłosy dochodzące z łazienki.
—
Kobieta miała na imię Louise.
Była Francuzką.
Powiedziała, że za tydzień wychodzi za mąż i przed ślubem postanowiła samotnie wybrać się w podróż, by nacieszyć się ostatnimi chwilami wolności.
Zwiedziła już wiele krajów Afryki i Azji.
Teraz, zaczynając od Rosji, zamierzała odwiedzić kilka europejskich państw, zanim wróci do domu.
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, tydzień po powrocie do Francji odbędzie się jej ślub.
Jak sama mówiła, ona i jej narzeczony umówili się na taki układ.
Być może on również właśnie korzystał ze swoich ostatnich dni kawalerskiego życia.
Louise nie opuściła ich przedziału nawet po śniadaniu.
Bez skrępowania zajęła całe łóżko Zhenyi i przespała na nim większość dnia.
Dopiero późnym popołudniem obudziła się, objęła Zhenyę i nalegała, żeby poszli razem do wagonu restauracyjnego.
Kwon Taekjoo nie rozumiał, dlaczego Zhenya tak posłusznie spełniał jej prośby.
Przecież sam kiedyś powiedział, że nigdy nie sypia z tą samą osobą więcej niż dwa razy.
Choć Kwon Taekjoo nie miał pewności, wyglądało na to, że Louise naprawdę przypadła mu do gustu.
Po kolacji wrócili dość wcześnie.
Louise, popijając piwo, opowiadała o swoich podróżach.
Tyle właśnie Kwon Taekjoo zdążył się o niej dowiedzieć.
Za każdym razem, gdy Zhenyi nie było w pobliżu, Louise próbowała nawiązać rozmowę z Kwon Taekjoo.
Gdy tylko podnosił wzrok znad książki, ich spojrzenia się spotykały.
To zawsze ona zaczynała rozmowę.
I zawsze uśmiechała się pogodnie.
— Cały czas czytasz. Co to za książka?
— Zwykły kryminał.
— Chyba naprawdę lubisz czytać?
— Bardziej interesuje mnie wyszukiwanie dziur w fabule i naiwnych wymówek autora.
Louise roześmiała się na jego chłodną odpowiedź.
Kwon Taekjoo spojrzał na nią poważnie.
— Jeśli się nudzisz, mogę ci ją pożyczyć.
Bez wahania wyciągnął w jej stronę książkę.
Wyraźnie stawiał granicę.
Nie zamierzał wdawać się w niebezpieczną grę, którą proponowała.
Ich relacja była lekka i pozbawiona zobowiązań.
Teoretycznie nie było w tym nic złego.
Ale ilu ludzi naprawdę potrafi odejść bez żadnych uczuć po przekroczeniu tej granicy?
Zapewne bardzo niewielu.
— Kobiety często bardziej pociągają mężczyźni, którzy wydają się obojętni wobec płci przeciwnej. To dziwne, prawda?
Kwon Taekjoo nic nie odpowiedział.
Przez chwilę patrzyli sobie prosto w oczy.
Niedługo później drzwi się otworzyły.
Do środka wszedł Zhenya.
Mimo że poprzedniego dnia wypił tyle alkoholu, znów trzymał w ręce butelkę wina.
Louise natychmiast objęła go i pocałowała w szyję, jakby obecność Kwon Taekjoo w ogóle nie miała znaczenia.
Ten tylko uśmiechnął się pod nosem i wrócił do lektury.

Zostaw komentarz