13. Człowiek Nuklearny: Nadstaw uszu i słuchaj
Czy to właśnie on stał na czele projektu „Anastasia”?
Czy Morgan dotarł do tych samych wniosków i dlatego został zamordowany?
Choć nie miał jeszcze żadnych dowodów, wszystko wskazywało właśnie na niego.
Kwon Taekjoo pogrążony był w myślach, gdy Zhenya nagle odezwał się:
— Skończyło się wino.
Rzeczywiście.
Na tacy zostały już tylko puste kieliszki.
Gdyby był zwykłym kelnerem, już dawno wróciłby do kuchni po kolejną partię alkoholu, aby zachować nienaganną obsługę przyjęcia.
Jednak Kwon Taekjoo tak bardzo skupił się na słowach Zhenyi, że całkowicie stracił poczucie czasu.
Spojrzał w stronę wejścia do kuchni.
Zarządca znowu obserwował go podejrzliwym wzrokiem.
— Muszę już iść.
— Najpierw posłuchaj.
Zhenya mówił dalej.
— Przed chwilą widziałem, jak Psych Bogdanov wszedł na górę.
— Chwilę później, po cichu, poszli za nim również Aleksiej Pierow i Jurij Lewin.
Aleksiej Pierow był rosyjskim ministrem obrony.
Jurij Lewin ministrem spraw zagranicznych.
Jeśli obaj spotykali się potajemnie z Psych Bogdanovem…
…oznaczało to, że dzieje się coś niezwykle ważnego.
Kwon Taekjoo musiał dowiedzieć się, o czym rozmawiają.
— Osłonię cię.
— Włącz komunikator.
Ton Zhenyi był dziwnie lekki.
Jakby czekało go coś wyjątkowo przyjemnego.
Kwon Taekjoo nadal nie potrafił w pełni zaufać komuś tak nieprzewidywalnemu.
Nie odpowiedział.
Pokręcił tylko głową i ruszył korytarzem.
— Zaczekaj.
Mimo że próbował udawać, iż nie zauważył zarządcy stojącego przy przejściu, tamten zatrzymał go.
Kwon Taekjoo natychmiast uniósł tacę, zasłaniając twarz.
— Zapomniałeś poleceń?
— Wykonuj swoją pracę porządnie i ruszaj się szybciej.
— Tak. Pamiętam.
— Gdybym był tobą, zrobiłbym choć krok zamiast tylko odpowiadać.
Najpierw zatrzymywał ludzi.
Potem jeszcze ich pouczał.
Kwon Taekjoo stłumił irytację i pobiegł korytarzem.
—
Z kuchni nadal dochodziły wrzaski szefa kuchni.
Kelnerzy ledwie zdążali odstawić puste tace, a już wciskano im kolejne, pełne jedzenia.
Kwon Taekjoo dopiero wszedł do środka, gdy ktoś natychmiast zabrał mu pustą tacę.
Rozejrzał się dyskretnie.
W jednym z rogów kuchni piętrzyły się sterty odpadków, których nikt nie nadążał sprzątać.
Korzystając z chwili, gdy pozostali kelnerzy byli zajęci przy szefie kuchni, podszedł do stanowiska roboczego.
Każdy kucharz wkładał ogromny wysiłek w przygotowanie składników, ugotowanie potraw i ich dekorację.
A mimo to wystarczył jeden źle rozlany sos…
…i całe danie bez litości trafiało do kosza.
Dlatego odpadów było coraz więcej.
Zaczynały nawet wysypywać się na podłogę.
Z planu rezydencji Kwon Taekjoo pamiętał, że z magazynu produktów prowadziły boczne drzwi na tylne podwórze.
A śmieci zwykle wynoszono właśnie tam, w miejsce niewidoczne dla gości.
Lepszej okazji nie znajdzie.
Podniósł ciężki pojemnik z odpadkami.
Pracownicy kuchni byli zbyt zajęci, by zwracać na niego uwagę.
Okrążył blat roboczy i wszedł do magazynu.
Po przeciwnej stronie znajdowały się boczne drzwi.
Były zamknięte od środka, więc wyjście nie stanowiło problemu.
Znacznie większym zagrożeniem była ochrona na zewnątrz.
I rzeczywiście.
Ledwie otworzył drzwi, zatrzymał go uzbrojony ochroniarz.
— Co robisz?
— Ach… nazbierało się tyle śmieci…
— Jeśli od razu ich nie wyniesiemy, szef kuchni dostanie szału.
Strażnik spojrzał najpierw na Kwon Taekjoo.
Potem na pojemnik z odpadkami.
Po chwili przeniósł wzrok do kuchni.
Przez otwarte drzwi doskonale było słychać rozwścieczone wrzaski szefa kuchni.
Najwyraźniej uznał to wyjaśnienie za wiarygodne.
Kwon Taekjoo lekko się ukłonił i ruszył w stronę miejsca składowania odpadów.
Po drodze wysypywał resztki jedzenia, jednocześnie uważnie obserwując całą rezydencję.
Jeśli Psych Bogdanov naprawdę spotyka się z dwoma ministrami…
…to z pewnością nie wybraliby do tego parteru, gdzie trwa przyjęcie.
Oczywiście nawet po wykluczeniu całego pierwszego piętra pozostawało jeszcze wiele pustych pomieszczeń.
Kwon Taekjoo jeszcze raz omiótł wzrokiem całą rezydencję.
Nagle jego uwagę przykuło jedno z okien na końcu trzeciego piętra.
Była noc.
We wszystkich pokojach zasłonięto zasłony.
Tylko to jedno okno pozostawało odsłonięte.
Nie potrafił wyjaśnić dlaczego, ale coś w nim budziło niepokój.
Lepiej to sprawdzić.
Szybko ułożył w głowie plan.
Od frontu było zbyt wielu strażników.
Najbezpieczniej będzie dostać się tam od strony ogrodu.
Na tyłach panowała cisza, a mrok rzucany przez budynek zapewniał dobrą osłonę.
Najpierw jednak musiał pozbyć się ochroniarza.
—
Kwon Taekjoo wrócił do magazynu z pustym pojemnikiem na śmieci.
Ten sam strażnik nadal pilnował przejścia.
Kiedy Kwon Taekjoo się zbliżył, ochroniarz odwrócił się w jego stronę.
W tej samej chwili…
— Hup!
Kosz na śmieci spadł mu prosto na głowę.
Oślepiony mężczyzna natychmiast sięgnął po broń.
Kwon Taekjoo błyskawicznie kopnął go kolanem w nadgarstek.
Pistolet wyleciał w powietrze.
Chwilę później spoczywał już w dłoni Kwon Taekjoo.
Strażnik zdążył jedynie zrzucić kosz z głowy.
Pięść Taekjoo uderzyła go prosto w twarz.
Mężczyzna jęknął i zataczając się, złapał za nos.
Najwyraźniej został złamany.
Kwon Taekjoo skrzywił się od siły własnego ciosu, po czym natychmiast uderzył przeciwnika w punkt nacisku.
Strażnik zwiotczał i osunął się na ziemię.
Kwon Taekjoo przeciągnął go pod ścianę budynku, gdzie całkowicie skrywał go cień.
Rozejrzał się.
Nikt niczego nie zauważył.
—
Pozostało już tylko dostać się na górę.
Miał dwie możliwości.
Zjechać z dachu na linie…
…albo wspiąć się od dołu.
Na szczęście bogato zdobiona fasada rezydencji pełna była wystających elementów, na których można było oprzeć stopy.
Przód budynku chroniono z niezwykłą starannością.
Tyły były zabezpieczone znacznie gorzej.
Doskonała okazja.
Podwinął rękawy koszuli i zdjął zegarek.
Wycelował nim w dach i nacisnął boczny przycisk.
Z wnętrza mechanizmu wystrzeliła cienka nylonowa linka.
Po chwili mocno za nią pociągnął.
Była napięta.
Zakotwiczyła się gdzieś wysoko.
Ponownie nacisnął przycisk.
Silniczek w zegarku zaczął zwijać linkę.
Kwon Taekjoo ruszył w górę ściany niczym alpinista.
Cały ciężar ciała spoczywał na lewej ręce.
Kilka razy poślizgnął się na śliskich podeszwach butów.
Nie było to jednak największym problemem.
Im wyżej się wspinał…
…tym większy ciężar obciążał jego nadgarstek.
Mechanizm zegarka coraz mocniej wbijał się w lewą rękę.
Miał wrażenie, że za chwilę wyrwie mu nadgarstek.
Sama linka była niezwykle wytrzymała.
Tego samego rodzaju używano do połowu ogromnych tuńczyków błękitnopłetwych.
Ale nawet najmocniejsza linka mogła pęknąć, gdy wielokrotnie ocierała się o ostre, złote zdobienia budynku.
I właśnie wtedy…
Usłyszał charakterystyczny trzask.
Jak pękająca cięciwa łuku.
Napięcie w lewej ręce nagle zniknęło.
…!
Zaczął spadać.
Zamknął oczy, czekając na uderzenie.
Nagle coś zatrzymało jego ciało.
Odruchowo napiął wszystkie mięśnie.
Serce niemal wyskoczyło mu z piersi.
Minęła chwila.
Ból jednak nie nadchodził.
Powoli otworzył oczy.
Wisiało w powietrzu.
W ostatniej chwili, gdy linka pękła, instynktownie złapał się ramy okna na trzecim piętrze.
Reszta nylonowej linki bezwładnie opadła na ziemię.
Kwon Taekjoo wypuścił powietrze.
Niebezpiecznie…
Choć, biorąc pod uwagę wszystko, co wydarzyło się wcześniej…
To i tak nie było najbliżej śmierci.
Zaczekał, aż drżące mięśnie trochę się uspokoją.
Dopiero wtedy podciągnął się i wszedł na parapet.
Wstrzymał oddech.
Ostrożnie zajrzał do środka.
— Ha…
Westchnął z rozczarowaniem.
Pokój był całkowicie pusty.
Nie było żadnych śladów obecności kogokolwiek.
Spojrzał w stronę pozostałych pomieszczeń.
Rezydencja była ogromna.
Nawet pokoje na jednym piętrze dzieliły znaczne odległości.
Czy w ogóle zdążę znaleźć Psych Bogdanova i dwóch ministrów?
Właśnie próbował się skoncentrować, gdy w jego uchu rozległ się cichy trzask komunikatora.
— Hej. Gdzie jesteś?
To był głos Zhenyi.
Dopiero teraz Kwon Taekjoo przypomniał sobie o komunikatorze.
Usiadł na parapecie i ciężko westchnął.
— Chyba tylko marnuję czas.
— Skoro już się wybawiłeś…
— …to teraz nadstaw uszu i słuchaj.
Kiedy on znowu…
Kwon Taekjoo chciał o coś zapytać.
W tej samej chwili usłyszał odgłos otwieranych drzwi.
Potem ich zamknięcie.
Natychmiast wstrzymał oddech i skupił całą uwagę na dźwiękach.
Poza drzwiami słychać było cichą rozmowę.
Trzy osoby.
Każda mówiła innym głosem.
Przez komunikator trudno było jednak rozpoznać ich tożsamość.
Nie potrafił stwierdzić, czy wśród nich znajduje się Psych Bogdanov.
Postanowił po prostu słuchać.
— Jak postępują prace nad SS-29?
— Czekamy na wiadomość od Sonczewa.
— Powiedzieli, że szukają specjalistów, którzy usuną usterki SS-29.
— Wygląda na to, że są bardzo zajęci. Nawet nie pojawił się dziś na przyjęciu.
— Sonczew obiecał, że wkrótce się ze mną skontaktuje.
— Na razie pozostaje nam tylko czekać.
— A co Korea Północna mówi o tej awarii?
— Twierdzą, że był to całkowicie nieprzewidziany problem.
— Podczas badań eksperymentalnych podobne usterki nigdy wcześniej nie występowały.Na ustach Kwon Taekjoo pojawił się lekki uśmiech.
W Rosji oznaczenia zaczynające się od „SS” najczęściej odnosiły się do międzykontynentalnych pocisków balistycznych (ICBM).
Przykładowo słynny radziecki pocisk „Satan” nosił oficjalne oznaczenie SS-18.
Jeśli tak…
…to SS-29, o którym właśnie rozmawiali, z dużym prawdopodobieństwem również był bronią jądrową.
Co więcej, wspomniany podczas rozmowy Sonczew był nazwą słowiańskiej organizacji mafijnej.
Wyglądało na to, że właśnie ona miała w swoim posiadaniu SS-29.
A skoro tak…
…musiała być powiązana z rodziną Bogdanovów.
W przeciwnym razie nie byłoby powodu, aby organizować dzisiejsze spotkanie właśnie w ich rezydencji.
Do tego wszystkiego w rozwój tej broni zamieszana była również Korea Północna.
Czy SS-29… to właśnie Anastasia?
— A co z Amerykanami?
— Nadal jest spokojnie.
— Pozbyliśmy się szczura, który się tu wślizgnął.
— Pewnie dlatego stali się ostrożniejsi.
— Ale co to zmienia?
— I tak nawet nie mogą odebrać ciała.
„Szczur”…
Czy mówią o Morganie?
Potajemnie rozwijana w Rosji broń nuklearna.
Udział Korei Północnej.
Amerykański szpieg wyeliminowany podczas infiltracji.
Każdy element układanki zaczynał do siebie pasować.
Ale nadal były to jedynie przypuszczenia.
Brakowało twardych dowodów.
Na chwilę rozmowa ucichła.
Kwon Taekjoo usłyszał otwierające się drzwi.
Po chwili ponownie się zamknęły.
Ktoś wyszedł?
Zanim zdążył się nad tym zastanowić, odezwał się Zhenya.
— Bogdanov wyszedł z pokoju.
— Wygląda na to, że odbiera telefon.
— Ach…
Kwon Taekjoo skinął głową.
Nagle uświadomił sobie coś, czego wcześniej nie zauważył.
Zaraz…
Skąd Zhenya wie, co właśnie dzieje się w pokoju?
— Co się przed chwilą wydarzyło?
— Skąd to wszystko wiesz?
— Cóż…
— Przed chwilą pewna dziewczyna o imieniu Olga zaproponowała, że oprowadzi mnie po rezydencji.
— Czy miałem jakiś powód, żeby odmówić?
— Poszedłem więc z nią…
— …i po drodze umieściłem pluskwę w dziurce od klucza pokoju, w którym się spotkali.
Olga.
Najmłodsza córka Wissariona Romanowicza.
Olga Wissarionowna.
W tej chwili Kwon Taekjoo był bardziej ciekaw tożsamości Zhenyi niż samej Anastasii.
Kim on właściwie jest?
Zaproszony na przyjęcie.
Swobodnie spacerujący po pilnie strzeżonej rezydencji Bogdanovów.
Jakby należał do tego miejsca.
— Gdzie teraz jesteś?
— W centrum monitoringu, w piwnicy.
— Co tam robisz?
— Obserwuję kogoś…
Na chwilę zamilkł.
Potem dokończył z wyraźnym rozbawieniem:
— …kto omal nie spadł z trzeciego piętra.
W jego głosie pobrzmiewał cichy śmiech.
Kwon Taekjoo natychmiast rozejrzał się dookoła.
Po chwili zauważył kamerę monitoringu zamontowaną na rogu budynku.
Bez chwili wahania uniósł środkowy palec prosto w stronę obiektywu.
Po drugiej stronie komunikatora natychmiast rozległ się głośny śmiech Zhenyi.
Śmiał się przez dłuższą chwilę.
Potem, nadal rozbawiony, zapytał:
— Dlaczego właściwie wisisz tam jak nietoperz?
Kwon Taekjoo nawet nie odpowiedział.
Nie miał zamiaru niczego tłumaczyć.
Spojrzał na zegarek.
Dochodziła trzecia nad ranem.
Psych Bogdanov wyszedł tylko po to, żeby odebrać telefon.
A więc musiał to być naprawdę ważny telefon.
Nagle przypomniał sobie fragment rozmowy, której przed chwilą podsłuchiwał.
— Telefon, który poszedł odebrać…
— Był od Sonczewa?
— Nie wiem.
— Ale warto to sprawdzić.
— Kiedy wcześniej zwiedzałem rezydencję, zauważyłem telefon stacjonarny na końcu korytarza na drugim piętrze.
— Taki sam znajduje się również w gabinecie Bogdanova.
— Oczywiście obie linie są oddzielne.
— Dlatego połączenia przeznaczone dla niego mogą być odbierane wyłącznie w jego gabinecie.
— Ale… da się je przechwycić?
Kwon Taekjoo spojrzał w dół.
Miejsce, o którym mówił Zhenya, znajdowało się niedaleko.
Wystarczyło dostać się do pokoju poniżej i otworzyć drzwi.
Największą niewiadomą pozostawała jedynie ochrona.
Samo podejście nie wydawało się jednak szczególnie trudne.— Hmm. Jeśli zdołasz dotrzeć stąd tam w ciągu ośmiu sekund…
— …linia zostanie połączona.
Liczył się wyłącznie czas.
Kwon Taekjoo musiał w odpowiednim momencie podnieść słuchawkę telefonu na końcu korytarza. Dokładnie w tej samej chwili, w której Psych Bogdanov podniesie słuchawkę w swoim gabinecie.
Łatwo było to powiedzieć.
Znacznie trudniej wykonać.
Wystarczyło spóźnić się choćby o ułamek sekundy, a cały plan ległby w gruzach.
Kwon Taekjoo skinął głową w stronę kamery monitoringu.
Wyjął z kieszeni gumę do żucia i włożył ją do ust.
Następnie stanął na parapecie.
Plecy mocno opierały się o ścianę, a ciężar ciała ciągnął go w dół.
Nie miał czasu na zakładanie żadnych zabezpieczeń.
Osiem sekund to zbyt mało.
Wziął głęboki oddech…
…i skoczył.
W chwili, gdy zaczął spadać, wyciągnął rękę.
Złapał framugę okna na drugim piętrze.
Od siły uderzenia zapiekły go kostki, nadgarstki i łokcie.
Mimo to zacisnął zęby i podciągnął się.
Po trzech sekundach bezpiecznie stanął na parapecie.
— Nieźle ci poszło.
Zhenya obserwował wszystko przez monitoring i cicho się zaśmiał.
Podczas gdy Kwon Taekjoo ryzykował życiem…
…on wygodnie siedział przed ekranem komputera.
Kwon Taekjoo całkowicie go zignorował.
Wyciągnął zapalniczkę.
Na pierwszy rzut oka wyglądała jak zwykły Zippo.
Kiedy jednak otworzył pokrywkę, z wnętrza wysunęła się cienka metalowa rurka przypominająca śrubokręt.
Wyprostował ją i uruchomił.
Na końcu zapłonęła cienka wiązka światła.
Przykleił gumę do szyby.
Następnie prowadził płomień dookoła niej, wycinając idealne koło.
Po chwili ostrożnie wyjął wycięty fragment szkła, nie wydając przy tym najmniejszego dźwięku.
Odłożył go na parapet.
Wsadził rękę przez otwór i odblokował okno.
Klik.
Okno otworzyło się bezszelestnie.
Rozejrzał się.
Nikogo.
Wślizgnął się do środka.
Poruszał się cicho niczym kot.
Szybko dotarł do drzwi, przyłożył do nich ucho i uważnie nasłuchiwał.
Cisza.
Powoli nacisnął klamkę.
Drzwi otworzyły się bezszelestnie.
Wyjrzał na korytarz.
Na jego końcu stał stolik.
Telefon, o którym mówił Zhenya, nadal tam był.
Kiedy miał już do niego ruszyć, w słuchawce ponownie rozległ się głos Zhenyi.
— Dam ci sygnał.
— Zsynchronizuj się idealnie.
Kwon Taekjoo chwycił słuchawkę telefonu i lekko skinął głową.
Po chwili Zhenya zaczął odliczać.
— Trzy…
Kwon Taekjoo wziął głęboki oddech.
— Dwa…
Jeszcze raz obejrzał się za siebie, upewniając się, że nikt nie nadchodzi.
— Jeden…
W chwili, gdy padło ostatnie słowo, zacisnął dłoń na słuchawce.
— Teraz.
Natychmiast ją podniósł.
Cisza.
Po drugiej stronie nie było słychać absolutnie nic.
Nawet Zhenya zamilkł.
Przez moment miał wrażenie, że tylko on trzyma słuchawkę.
Poczuł, jak zaschło mu w ustach.
Nie udało się…?
Mocniej ścisnął słuchawkę i czekał.
Nagle…
Po drugiej stronie rozległ się głos Psycha Bogdanova.
— Idealny moment.
— Właśnie o tym rozmawialiśmy.
— Udało mi się dojść z tamtą stroną do porozumienia.
— I jak to wygląda?
— Wyślemy technika z Korei Północnej.
— To najlepsza wiadomość, jaką dziś usłyszałem. Kiedy go wyślecie?
— Wyruszy jutro. Do Moskwy powinien dotrzeć pojutrze.
— Dopilnuj, żeby tym razem żaden szczur nie szedł jego śladem, jak poprzednio.
— Tym razem będzie podróżował jako chiński turysta. Nawet Amerykanom trudno będzie go rozpoznać.
— Miej go cały czas na oku. I regularnie składaj raporty.
— Oczywiście.
Połączenie zostało natychmiast zakończone.
Rozmowa była pełna niedopowiedzeń i celowo unikała konkretnych nazw.
Najwyraźniej zachowywali wyjątkową ostrożność.
Dzięki temu Kwon Taekjoo nabrał jeszcze większej pewności swoich przypuszczeń.
Wciąż trzymał słuchawkę.
Zamierzał poczekać, aż Psych pierwszy się rozłączy.
W tej samej chwili z komunikatora w jego uchu dobiegł przeraźliwy pisk.
Potężny ból, jakby ktoś wbił mu rozgrzane szydło prosto do ucha, przeszył głowę.
Kwon Taekjoo natychmiast przykucnął, obejmując dłonią głowę, która zdawała się zaraz eksplodować.
Wyrwał komunikator z ucha i odrzucił go najdalej, jak potrafił.
Mimo to ogłuszający pisk nadal rozbrzmiewał w jego głowie.
Zimny pot spływał mu po czole.
Po plecach przebiegł lodowaty dreszcz.
Obraz przed oczami rozmazywał się, a serce waliło jak oszalałe.
Nie potrafił zrozumieć, dlaczego urządzenie, które jeszcze przed chwilą działało bez zarzutu, nagle zwariowało.
Jeśli dźwięk był aż tak głośny…
…Psych Bogdanov z pewnością również go usłyszał.
Cholera.
Najgorsze przeczucia właśnie się spełniły.
W tej samej chwili gdzieś na zewnątrz rezydencji rozległ się wystrzał.
Najwyraźniej zamieszanie sprawiło, że strażnicy odkryli również Zhenyę.
Najpierw trzeba było uciekać.
— …Cholera.
Kwon Taekjoo z trudem zdołał się podnieść.
Nogi miał jak z waty.
Przytrzymując pulsującą z bólu głowę, ruszył biegiem korytarzem.
Jego umysł wciąż nie odzyskał pełnej jasności.
Nie potrafił ocenić sytuacji.
Nie wiedział nawet, dokąd biegnie.
Po prostu pędził przed siebie.

Zostaw komentarz