LOGOPEDA
Krzykliwa poświata brzemienia.
Strach szepczący bezwzględnie do ucha
niczym chrząszcz brzęczący w trzcinowisku.
Pozostało jedynie źdźbło nadziei.
Szczęście już czmychnęło het w niepamięć.
Liczy się tylko ta żmudna praca.
Słowa sypią się jak z rewolwera.
Niegdyś pełna kreatywności i
szczodrości, rozentuzjazmowana.
Teraz walczy o przetrwanie jakoby
świerszcz czy dżdżownica na sporej szosie.
Dzisiaj wciąż trzyma rzeźwo ołówek.
Pomaga osobom w potrzebie.
Przypuszcza, że to jej powołanie.
Mimo że na horyzoncie jedynie
przeszkoda przeszkodę przeskakuje.
Jest trochę jak ślusarz, kuje własne
wyidealizowane losy.
Czuje się czasem wyalienowana.
Uczy, pomaga, gloryfikuje.
Świadomość nie pozwala zapomnieć
o trudach, udręce, tchórzliwości.
To ciężkie, ale nie niemożliwe.
Przedsięwzięła się tego zadania,
więc chce skończyć ukontentowana.

Zostaw komentarz