Rozdział 3
Stała przede mną dziewczyna. Długie czekoladowe, kręcone włosy opadały jej kaskadami na ramiona. Zielone oczy iskrzyły się radośnie, a ciemna cera dodawała uroku. Była troszkę niższa ode mnie. Miała na sobie błękitne dżinsy i żółtą koszulkę. Przypominała mi pewną tancerkę z mediów społecznościowych. Wpatrywałem się w nią chyba nieco zbyt długo, bo wydawała się zmieszana.
– Tak, jestem Emil – odpowiedziałem na jej wcześniejsze pytanie.
– Nazywam się Gracja, miło mi cię poznać – oznajmiła, wyciągając przed siebie dłoń.
Uścisnąłem delikatnie jej rękę.
– Hiacynt mówił, że znalazł zastępstwo dla Amelii – powiedziała. – Ale tylko mi zdradził twoje imię. Inni będą mieć niespodziankę. – Zaśmiała się.
Nie bardzo rozumiałem, o czym mówiła. Skonfundowany podrapałem się po karku.
– Oh, nie bądź już taki nieśmiały. – Poklepała mnie po ramieniu. – Zaprowadzę cię na spotkanie naszej grupy. Prawdopodobnie będziemy dzisiaj omawiać następny występ. Weźmiesz w nim udział, prawda? Hiacynt był taki podekscytowany, jak mówił o twoim tańcu. Stwierdził, że jesteś naprawdę bardzo utalentowany. Wspomniał też, że chyba jesteś samoukiem. Mówię ci, on nigdy wcześniej nie wykazywał tyle emocji. Musiałeś zrobić na nim duże wrażenie – prowadziła monolog, gwałtownie gestykulując. – A przepraszam, za dużo mówię? – przerwała nagle, spoglądając na mnie zmartwiona. – Ludzie często się strasznie denerwują, że nie daję im dojść do słowa. – Zaśmiała się nerwowo.
– W porządku, lubię słuchać, ale trochę się zgubiłem – odrzekłem. – Mam zastępować jakąś dziewczynę w głównej drużynie? Hiacynt mówił, że zupełnie brakuje mi techniki, a mój taniec jest, jak on to określił…? Niezły.
– On już tak ma, nie zwracaj na to uwagi. Nie powie wprost, co myśli. Musisz mi wierzyć na słowo. Tym, że zastępujesz Amelię, też byłam zaskoczona. Nigdy nie wiem, co mu siedzi w głowie. Za chwilę się przekonamy, co tak naprawdę wymyślił ten idiota – stwierdziła. – Tylko nie mów mu, że go tak nazwałam – dodała szybko ze śmiechem.
Polubiłem ją. Była serdeczną i miłą osobą. Wydawała się również trochę ekscentryczna i szalona, oczywiście w dobrym znaczeniu.
Schodziliśmy po schodach, o których istnieniu wcześniej nie miałem zielonego pojęcia. Gracja ciągle o czymś mówiła. Przytakiwałem jej, ale zeszła już na tematy, które nie bardzo mnie interesowały. Opowiadała chyba o tym, jak kupiła pusty tusz do rzęs. Podobno wielka afera z tego powstała.
Dotarliśmy na miejsce. Dziewczyna otworzyła ciemnozielone, metalowe drzwi. Naszym oczom ukazało się średniej wielkości pomieszczenie. Na środku stał duży stół, a dookoła dwie kanapy i porozstawiane wszędzie miękkie pufy. Ściany w odcieniach granatu przyozdabiały kolorowe plakaty i zdjęcia. Z sufitu zwisał stary kryształowy żyrandol zapewniający oświetlenie. Spodobał mi się klimat tego miejsca. Taki niepozorny, a jednak miał coś w sobie.
– Podoba ci się? – spytała brunetka. – To nasza oaza, przesiadujemy tu, kiedy nie musimy ćwiczyć lub mamy coś do omówienia. Sami wybieraliśmy wystrój – dodała z nutką dumy w głosie.
Kiwnąłem głową, dopiero dostrzegając inne postacie. W pomieszczeniu znajdowało się jeszcze sześć innych osób. Poczułem napływający stres. Mogłem przewidzieć, że będę musiał poznać całą drużynę, a niestety nie byłem duszą towarzystwa. Poza tym Hiacynt, nic mi nie powiedział dokładnie. Nie wiem nawet, czy jestem w drużynie, czy co.
Przestąpiłem nerwowo z nogi na nogę i zacząłem bawić się palcami.
– Kochani – przemówiła Gracja głośniej. – Jak widzę, nasz wspaniały lider się spóźnia, także pozwolę sobie za niego przedstawić nowego członka.
Z tymi słowami cała uwaga zebranych skupiła się na nas.
– Przedstaw się. – Szturchnęła mnie w ramię.
Otrząsnąłem się i postarałem przybrać przyjazny uśmiech, ale chyba niezbyt mi to wychodziło.
– Jestem Emil – oznajmiłem.
– Tak, Emil, nasza nowa nadzieja – oznajmiła, wskazując na mnie. – Zastępstwo Amelii.
Nastała chwila ciszy.
– Kazimierz, miło mi – Wstał mężczyzna, siedzący na bordowej kanapie.
Karmelowe włosy opadły mu na czoło. Odgarnął je i posłał mi delikatny uśmiech.
– Marcel – przedstawił się następny.
– Natalia, miło mi cię poznać.
– Justyna.
– Alan, witam w drużynie.
– Bartek.
– Antonina, ale możesz mówić mi Tosia.
– Rozgość się, usiądź gdzieś – zachęciła go Gracja i sama opadła na fioletową pufę.
Niepewnie przycupnąłem na skraju wolnej sofy. Rozglądałem się po pomieszczeniu, starając się jak najmniej zwracać uwagę innych. Jednak czułem na sobie ich wzrok.
– Ile masz lat? – spytał nagle, jak mi się wydaje, Kazimierz.
Zaskoczyło mnie to pytanie, przez co na dłuższą chwilę zapadła grobowa cisza.
– Nie wstydź się, wiek nie ma tutaj nic do rzeczy, zapytałem tylko tak orientacyjnie – dodał mężczyzna. – Nie musisz odpowiadać, jeśli nie chcesz.
– Siedemnaście – odparłem.
W momencie, gdy padły te słowa do pomieszczenia wparował zdyszany blondyn.
– Wszyscy obecni? – zapytał i nie dając nikomu szansy na odpowiedź, kontynuował. – Bierzemy udział w zbiórce charytatywnej na chore dzieci. W przyszłym tygodniu będziemy występować na starym mieście. Żadnych obiekcji? To świetnie. Trzeba się brać do roboty.
– Ten sam pokaz, co w zeszłym roku? – dopytała szatynka. – Mamy nową osobę, więc i tak będziemy musieli zrobić więcej prób i wprowadzić trochę zmian. Może spróbujemy z nową choreografią? – podsunęła.
– Nie mamy na to czasu – zaoponował Alan.
– Nowa osoba? – wtrącił zdezorientowany Hiacynt.
Wtedy jego wzrok padł na mnie.
– Zapomniałeś? Sam go wybrałeś. Kto będzie występował na jakich pozycjach?
Zamyślił się.
– Dobra, wystąpimy zgodnie ze starym harmonogramem i dodamy do niego nowy układ. Kojarzycie tę piosenkę, co ostatnio wyszła? Oprócz tradycyjnego tańca możemy zaprezentować także coś nowszego. Wiktoria wymyśliła do niej choreografię. Nie będziemy mieli więc za dużo roboty, ale też nie możecie mieć totalnie wywalone – postanowił. – Co do Emila. – Odwrócił się w moją stronę. – Wystarczy, że nauczysz się z nami nowej choreografii.
– W takim razie z kim ty będziesz tańczyć? – Marcel wbił spojrzenie jasno-brązowych oczu w Hiacynta. – Nie mów, że znowu nas wystawisz z powodu Amelii. Dziewczyna miała dość, musisz to zrozumieć i dać se z nią spokój – powiedział tonem pełnym wyrzutu oraz irytacji.
Mężczyzna napiął mięśnie i zacisnął dłonie w pięści.
– Ja po prostu w przeciwieństwie do ciebie – powiedział spokojnym głosem. – Jestem w stanie zrozumieć, że nikt nie jest w stanie nauczyć się tylu układów w tydzień. Nie mam zamiaru tak bardzo obciążać chłopaka już na samym początku. Z tego powodu, nawet jeśli chciałbym z wami zatańczyć, odpuszczę to sobie. Zdecydowanie nie miałem tutaj na celu was wystawiać czy obciążać. Jednak jeżeli ci to nie pasuje, możesz nie brać udziału. Zastąpię cię.
Jego rozmówca zmieszał się trochę, a cała złość z niego wyparowała.
– Sorry, źle to zinterpretowałem – mruknął.
– Skoro wszystko mamy już wyjaśnione, zapraszam na salę.
– Ja mam jeszcze pytanie – odezwałem się w końcu.
Zaskoczeni odwrócili się w moją stronę.
– Ten występ, kiedy on dokładnie będzie?
– W przyszłą sobotę i niedzielę, spotykamy się w studiu z samego rana, koło ósmej, ewentualnie dziewiątej.
Na szczęście w weekend, a nie w tygodniu. Inaczej prawdopodobnie nie dałbym rady się zjawić. Miałem przeczucie, że i tak wymknięcie się z domu będzie stanowiło wyzwanie. Jednak będę się tym martwił potem.
Zeszliśmy na dół. Po drodze natknęliśmy się na Wiktorię, która z wielką chęcią zgodziła się na przedstawienie nam swojej choreografii. Skojarzyłem ją po rudych włosach. Zasadniczo to dzięki niej znajdowałem się w tym miejscu. Uśmiechnęła się do mnie, najwyraźniej też mnie poznając.
Przysłuchiwałem oraz przyglądałem się dokładnie trenerce. Gdy skończyła pokazywać i opisywać główne ruchy, puściła piosenkę. Wsłuchałem się w melodię. Starałem się wyczuć rytm, kołysząc się lekko. Następnie po kolei omówiła każdą część układu. Stanąłem z boku, powtarzając za nią ruchy. Niektóre kojarzyłem, ale inne były dla mnie zupełnie nowe. Czułem jednak, że nie jest to trudna choreografia. Powinienem szybko ją zapamiętać. W końcu przeszła do pokazania nam całego układu. Poprosiła Hiacynta, aby stanął na środku, ponieważ niektóre pozycje były przeznaczone do wykonania w parze. Inni członkowie drużyny również powtarzali już pewne ruchy. Wiktoria, kończąc pokaz, spojrzała na zegarek.
– Za piętnaście minut mam zajęcia – oznajmiła. – Jakieś pytania?
– Czy nie za dużo jest tam obrotów?
Odwróciłem się, chcąc dowiedzieć się, kto jest autorem tej wypowiedzi. Z tego, co zapamiętałem, nazywał się Bartek. Nie zgadzałem się z nim zupełnie. Piruety, a także obroty pasowały tam idealnie i w rzeczywistości nie było ich aż tak wiele.
– Nie jesteś w nich najlepszy, prawda? – zapytała kobieta. – Cóż niestety musisz więcej ćwiczyć.
– Powiedz mi więc, co robię źle – mruknął zirytowany.
– W porządku, pokaż, który fragment uważasz za zbędny i zbyt trudny – odrzekła.
Chłopak zaczął od obrotów po kole, kierowanych do środka okręgu. W odpowiednim punkcie przeszedł do piruetu fouettes. W trakcie trzeciego za mocno zamachnął się nogą. Zaliczył bliskie spotkanie z podłogą, klnąc głośno.
– Próbuj dalej lżej i spokojniej, brakuje ci skupienia. Pamiętaj, pozycja czwarta, lewa noga z przodu, lekko ugięte kolana, zamach i obrót. Nie mam teraz czasu, by dać ci więcej wskazówek – powiedziała. – Wysłałam wam nagranie z choreografią. Składa się ona z elementów tańca tradycyjnego, klasycznego oraz kilku współczesnego. Trochę nad nią kombinowałam. Pasowało mi to do tej piosenki i początkowo nie miał to być układ dla was. Jednak wierzę, że jakoś sobie poradzicie.
Hiacynt podziękował jej. Uśmiechnęła się i wyszła.
– Przesłałem nagranie na grupę, każdy uczy się kroków, potem próbujemy razem – oznajmił blondyn.
– Ćwiczymy od razu w parach nie? Takie jak zawsze, czy chcesz coś zmienić?
– Ta, jak zawsze.
Dobrali się i znaleźli dla siebie miejsce. Hiacynt podszedł do mnie.
– Podaj mi swojego messengera, dodam cię do czatu, abyś też miał dostęp do układu i innych informacji na bieżąco.
Podałem i wyjąłem komórkę z kieszeń. Otworzyłem aplikację pierwszy raz od bardzo długiego czasu. Nie miałem po co na nią wchodzić, jedyną konwersacją, jaką tam prowadziłem, była ta z kuzynką. Kontaktowałem się z nią ostatnio, aby życzyć jej wesołych świąt wielkanocnych. Teraz wyświetliła mi się również ikonka grupy pod nazwą Kwieciste Echo Tańca – główna drużyna.
– Nie masz nic przeciwko temu, że będziemy razem tańczyć? – Wyrwał mnie z zamyślenia jego głos.
Dopiero wtedy dotarło do mnie to, że moim partnerem w tańcu będzie Hiacynt. Nie byłem zaskoczony, prawdopodobnie podświadomie już się tego domyśliłem. Nie wiedziałem jednak, co o tym sądzić. Nie czułem, aby mi to przeszkadzało. Obawiałem się jedynie, że mogę okazać się dużo gorszy od niego. Przeze mnie może nam nic nie wychodzić. Nie chciałem zawieść na samym początku.
Pokręciłem głową z wahaniem.
– Wspaniale, więc możemy zacząć? – odpowiedział, doczekawszy się jakiejkolwiek reakcji z mojej strony. – Obejrzyjmy może na razie pierwszą część i skupmy się na niej.
Pochylił się nad swoim telefonem. Postąpiłem tak samo. Początek składał się z dwóch figur, których nigdy nie robiłem. Postanowiłem jako pierwsze je wykonać kilka razy dla wprawy. Odłożyłem urządzenie na ziemie. Krokiem krzesanym w parach mieliśmy przemieszczać się według schematu, do którego aktualnie nie przywiązywałem zbyt dużej wagi. Kojarzyłem ten krok bardzo dobrze, ale nigdy nie próbowałem go wykonać. Odetchnąłem głęboko, starając się uspokoić wzrastający stres, że mogę zrobić z siebie pośmiewisko. Zewsząd otaczały mnie rozmowy i każdy skupiał się na sobie. Starałem się więc odprężyć. Zważając na fakt, że Bartek przed chwilą przewrócił się przy piruecie, ale nikt tego w żaden sposób nie skomentował ani nie wyśmiał, powinno być dobrze. Przeanalizowałem jeszcze dokładnie, jak wykonać ten krok. Podniosłem nogę, zginając ją do tyłu. Wyprostowałem, wyrzucając do przodu i uderzając o podłogę. Identycznie zrobiłem drugą kończyną. Potem wykonałem trzy kroki odstawno-dostawne. Następnie znowu powtórzyłem kolejno ruchy nogami. Wydawało mi się, że wyszło mi to całkiem nieźle.
– Pierwszy raz spotykasz się z krokiem krzesanym? – zapytał Hiacynt, podchodząc do mnie od tyłu.
Odwróciłem się do niego.
– Nie trenowałem tego rodzaju tańca – przypomniałem. – Nie martw się, szybko postaram się nadrobić.
Skinął lekko głową.
– Czego jeszcze nie umiesz zupełnie z tego układu?
Spojrzałem na niego zaskoczony. Czy chciał mi właśnie zaproponować pomoc? Pokazać te ruchy? Czy może wręcz przeciwnie, chciał się pośmiać, jakim nieudacznikiem jestem?
– Wszystkiego w parach, znaczy, chodzi o to, że nigdy nie tańczyłem z kimś – przyznałem zgodnie z prawdą. – Poza tym myślę, że resztę ogarniam.
Ponownie pokiwał głową.
– Przećwicz najpierw solowe pozycje z początku, po tym spróbujemy razem wykonać początek.
Zrobiłem, jak kazał. Poszło gładko. Tylko nieliczne ruchy powtarzałem kilka razy, bo nie czułem się w nich zbyt pewnie. Chciałem powtórzyć wszystko po kolei z pamięci. Okazało się jednak, że niektóre elementy przekręciłem, a kilka zupełnie wyleciało mi z głowy. Uznałem, że to i tak całkiem w porządku wynik. Niezrażony powtarzałem dalej.
– Pamiętasz w miarę? – zapytał po pewnym czasie Hiacynt.
– Chyba tak.
Zatrzymując się, spojrzałem na innych. Większość starała się wykonywać po kolei układ. Jedynie Bartek ćwiczył piruety. Z zaciętą miną, starał się jak najbardziej skupić na obrotach. Dokładnie w momencie, w którym zacząłem analizować jego ruchy, stracił równowagę i o mało nie zaliczył kolejnego upadku.
– Jest trochę niezdarny, ale to ogarnie – powiedział blondyn, uprzednio podążając za moim spojrzeniem. – Wracając, zaczynamy na trzy, tańczymy do właśnie tych piruetów, pasuje?
Zgodziłem się niepewnie.
– Raz, dwa. – Ustawił się w pierwszej pozycji. – Trzy.
Pierwszy raz tańcząc, czułem się tak… źle? Każdy krok stawiałem ostrożnie z obawą, że popełnię jakąś głupią pomyłkę. Wydawało mi się, że wyglądam bardzo nieporadnie, a moje ruchy są brzydkie i sztywne. Nigdy nie miałem też okazji tańczyć z innymi. Zawsze trenowałem w samotności. Teraźniejszość była dla mnie nienaturalna i nowa. Błądziłem wzrokiem po ziemi, nie mając odwagi podnieść głowy. Moje myśli wypełniły się krytyką samego siebie. Nie potrafiłem nawet skupić się na tańcu, tylko znowu wymyślałem, jakby to określili moi rodzice. Ponownie zacząłem rozmyślać, czy nie powinienem sobie dać z tym spokoju.
Nagle poczułem czyjąś dłoń na biodrze. Znieruchomiałem. Mój wzrok spotkał się z dużymi, błękitnymi oczami. Wyrażały taką samą niepewność i strach, jaki zagościł w moim umyśle.
– Nie obrazisz się, jeśli będziesz tańczyć wersję dziewczyn? – zapytał Hiacynt, wyrywając mnie z natłoku myśli.
Zaprzeczyłem. Zdałem sobie sprawę wcześniej, że któryś z nas będzie musiał. Od razu doszedłem do wniosku, że lepiej będzie się prezentowało, jeśli będę to ja. Byłem niższy i drobniejszy, nie jakoś bardzo, ale jednak.
– Połóż lewą dłoń na moim ramieniu, a prawą trochę powyżej bioder – poinstruował.
Ułożyłem delikatnie drżące ręce.
– Nie możesz obawiać się dotyku przy tańcu.
Uniosłem głowę, ponownie patrząc w jego szafirowe oczy.
– Ty się obawiasz. – Zanim się zorientowałem, słowa te opuściły moje usta.
Zapadła między nami cisza. Czas dłużył mi się niemiłosiernie. Chciałem coś dodać, ale nie miałem bladego pojęcia co. Już rozchylałem wargi, by jakoś wyjaśnić swoją uprzednią wypowiedź. Gdy mężczyzna mnie odepchnął. Nie zrobił tego szczególnie mocno, ale przez element zaskoczenia nie udało mi się utrzymać równowagi. Upadłem na ziemię, drugi raz w tym dniu. Bolało. Hiacynt odwrócił się i skierował się do wyjścia. Moje emocje diametralnie się zmieniły. Nie dawałem zazwyczaj się im ponieść. Upadek chyba przyćmił mi racjonalne myślenie.
Podniosłem się gwałtownie i ruszyłem za nim. Zakręciło mi się w głowie. Wszyscy inni zatrzymali się i przyglądali się nam. Zignorowałem to. Byłem nieśmiały, nie lubiłem być w centrum uwagi, ale nie będę pozwalał się tak traktować.
– O co ci chodzi?! Co to było?!
Nie zareagował.
– Nie musisz przecież ze mną tańczyć, możesz mnie stąd w każdej chwili wyprosić lub zamienić z kimś – oznajmiłem. – Co chciałeś osiągnąć tym popchnięciem?! – krzyknąłem z wyrzutem.
Zatrzymał się i powoli odwrócił w moją stronę.
– Sorry, trochę mnie poniosło – mruknął po chwili. – Nie jestem dobry w kontaktach z ludźmi – dodał jeszcze ciszej. – Wracajcie do ćwiczeń – zwrócił się głośniej do innych.
Stali i przyglądali się nam. Kilka osób wyglądało, jakby mi współczuło. Nie wydawali się jednak bardzo zaskoczeni. Jak gdyby podobne sytuacje miały już wcześniej miejsce. Powinno mnie to chyba zaniepokoić, ale tak się nie stało.
– Hiacynt tak ma – zwróciła się do mnie Gracja. – Jeśli jeszcze raz coś takiego odstawi, osobiście go ukatrupię. Nic ci się nie stało?
– Nie, jest okej – odpowiedziałem.
Mężczyzna podszedł niespiesznie w moim kierunku.
– Na pewno nic ci nie jest? – spytał.
– Nie – odparłem. – Nie chciałem cię urazić… – zacząłem się tłumaczyć, w zasadzie sam nie wiem czemu. To on chyba był mi winny wyjaśnienia.
– W porządku – przerwał mi. – Miałeś rację, dotyk obcej osoby jest dla mnie niekomfortowy, zareagowałem zbyt emocjonalnie, ale nie będę ci się spowiadać.
Pokiwałem ze zrozumieniem głową. Czułem się teraz spokojniejszy. To, że nie tylko ja nie czułem się bardzo dobrze w tańcu z kimś, pomagało mi w jakimś stopniu.
– Postarajmy się razem wypracować wszystko do występu. – Uniosłem kąciki ust lekko w górę
– Próbujemy jeszcze raz?
Przytaknąłem. Położyłem rękę na ramieniu Hiacynta. On również mnie złapał. Nieśmiałość ściskała mnie w żołądku. Myśli kłębiły się w głowie tak, jakby chciały mi ją wysadzić.
– Trzy kroki w stronę lustra.
Serce mi szalało. Wyraźnie odczuwałem każdy ruch.
– Teraz pamiętasz, co dalej? – Upewnił się. – Wymach nogi jest równoczesny z podniesieniem ręki, lewa pierwsza – dodał.
– O tak? – spytałem, wykonując wskazany ruch.
– Tylko się rozluźnij.
Wykonaliśmy zamach równocześnie. Zaskoczyło mnie, jak bardzo zsynchronizowane były nasze ruchy.
– Prawa.
Nie było trzeba mówić więcej. Obaj zmieniliśmy ręce. Przytupnęliśmy, wyrzucając prawe dłonie w górę i podążając za nimi wzrokiem. Z każdym krokiem stawaliśmy się jednością.
– Teraz wszystko razem.
Po kilkunastu kolejnych próbach krok krzesany wychodził nam nad wyraz dobrze. Narastała we mnie ekscytacja i satysfakcja. Przeszliśmy do następnych ruchów. Skupialiśmy się wyłącznie na tańcu, zapominając o wszystkim innym. Odepchnąłem od siebie zmartwienia i stres, chociaż z trudem i nie całkowicie. Jednak czułem się swobodniej oraz lepiej niż na początku.
– Raz, dwa, raz, dwa – mamrotałem pod nosem w rytm kroków.
W pewnym momencie pozostali tancerze zaczęli się rozchodzić. Nie dziwiłem się im. Też byłem zmęczony i najchętniej poszedłbym spać w trybie natychmiastowym. Odczuwałem również, że tabletki przeciwbólowe przestają działać. Powinienem się niedługo zbierać. Jednakże wymyślanie dobrej wymówki na to, czemu wróciłem tak późno i opowiadanie, jak poszedł konkurs, nie uśmiechało mi się szczególnie. Stwierdziłem więc, że pójdę, wtedy kiedy Hiacynt.

Zostaw komentarz