Rozdział 9
9
Ale tym razem było lepiej. Wtedy udało mi się przynajmniej dotrzeć do domu, ponieważ dostałem mniejszą dawkę niż Omega. Ostatecznie jednak właśnie przez to sam stałem się Omegą.
Problem polegał na tym, że teraz byłem Omegą. Wpływ był o wiele silniejszy i trudno było mi sobie nawet wyobrazić, co się wydarzy. Nawet po zażyciu znacznie większej ilości leków wciąż czułem się zagrożony. Bezmyślnie potarłem nos dłonią i rozejrzałem się wokół. W niewielkiej odległości zobaczyłem drzwi do gabinetu Seonsaula. Stamtąd wydobywał się zapach feromonów.
Przez chwilę się zawahałem. Pomyślałem, że powinienem zawrócić i znowu skorzystać z windy. Jednak sytuacja wcale nie różniła się od tej, której się spodziewałem. W takim razie najlepiej będzie najpierw rozejrzeć się po całym tym piętrze zgodnie z pierwotnym planem.
Najbardziej niepokoiło mnie jednak to, że zapach feromonów był o wiele silniejszy, niż się spodziewałem. Już czułem, jak nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Im częściej brałem płytki oddech, tym więcej feromonów dostawało się do moich płuc, przez co błędne koło tylko się nasilało.
Nie dam rady.
Postanowiłem się wycofać i pospiesznie zawróciłem. Nie potrafiłem myśleć o niczym innym poza tym, że muszę jak najszybciej stąd uciec. Próbowałem iść dalej, kiedy nagle usłyszałem za sobą dźwięk otwieranych drzwi.
– Przyniosłeś? Pokaż. Dokąd idziesz?
Zatrzymałem się jak wryty na dźwięk głosu Abigail, dochodzącego zza moich pleców. To zdecydowanie był głos, który znałem. Nadal nerwowo wołała:
– Nie słyszysz, co do ciebie mówię? Dokąd idziesz? Skoro już przyszedłeś, to daj mi to.
Brzmiało to tak, jakby domagała się czegoś przez interkom. Nie miałem innego wyjścia. Nabrawszy tyle powietrza, ile zdołałem, odwróciłem się.
– Panie Abigail.
Próbowałem zrobić na niej wrażenie, ale już po chwili na jej czole pojawiły się kropelki zimnego potu, a jedna strona twarzy zrobiła się blada. Otworzyła drzwi gabinetu i wychyliła się na zewnątrz, po czym rozpoznała mnie i szeroko otworzyła oczy. Jednak po chwili jej twarz wróciła do zwyczajnego wyrazu i Abigail zirytowała się.
– Co pan wyprawia? Dlaczego jest pan z pustymi rękami? Kazałam przynieść szampana.
– W gabinecie Seonsaula powinien być przygotowany.
Abigail najwyraźniej się zirytowała.
– Idioto? Powiedziałam, żebyś przyniósł, bo był potrzebny. To znaczy, że teraz go nie przyniosłeś? Po co w ogóle tu przyszedłeś? Przecież nie przyniosłeś nawet szampana.
Jej głos wzniósł się aż do przenikliwego pisku. Nie mając wyboru, odwróciłem się, zatykając nos dłonią.
– Panie Abigail, czy potrzebuje pan czegoś jeszcze?
– Tak, Abigail. Potrzebujesz czegoś jeszcze?
Niecierpliwie odpowiedziała, jakby czekała.
– Przecież powiedziałam, że potrzebuję więcej. Czy naprawdę teraz przyszedłeś bez niczego? Co ty w ogóle tu robisz? Nie przyszedłeś nawet po szampana.
Mocno zirytowany głos Abigail rozniósł się po korytarzu. Zatkałem nos dłonią i zawróciłem.
– Ty, Abigail. Co jeszcze jest ci potrzebne?
– Tak, panie Abigail, czy potrzebuje pan czegoś jeszcze?
– Niech pan chwilę zaczeka.
Niecierpliwie odpowiedziała, jakby od dawna na to czekała.
– Idioto? Przecież powiedziałam, że jest mi potrzebny. Chcesz powiedzieć, że nie przyniosłeś go do tej pory? Po co właściwie tu przyszedłeś? Skoro nie przyniosłeś nawet szampana…
Jej głos rozległ się tak donośnie, że aż zabolały mnie uszy. Nie mając innego wyjścia, odwróciłem się, nadal zatykając nos dłonią.
– Panie Abigail, czy potrzebuje pan czegoś jeszcze?
– A ty? Po co tu przyszedłeś?
– Po co? Co ma pan na myśli?
– Nie gadaj głupot. Mów.
W tej chwili aż mnie zatkało. Nie wiedziałem nawet, jak odpowiedzieć na taką uwagę, a ona nie przestawała mówić.
– Ty jesteś Omega, prawda? Widziałem cię wcześniej. Bezmyślnie patrzyłeś na Keith Knight Pittman. Co, miałeś jakiś absurdalny sen i dlatego tutaj przyszedłeś?
Oczywiście spojrzała na mój wyraz twarzy. Najwyraźniej doszła do wniosku, że wiem, iż jestem Omegą, ale całkowicie się pomyliła. Chciałem powiedzieć, że wcale tak nie jest. Przecież od początku nie było mowy o tym, żebym był obiektem zainteresowania Keith Knight Pittmana. Chciałem wyjaśnić Abigail jej nieporozumienie, ale trudno było mi zebrać myśli, a nawet oddychanie sprawiało mi problem.
– Przepraszam, panie Abigail. Najpierw sprawdzę, czy nie sprawiam gościom jakiegoś kłopotu…
– Co?!
Jej histeryczny śmiech zagłuszył moje słowa. Abigail zmrużyła oczy i zaczęła mnie wyzywać.
– Jeśli chcesz kogoś przeklinać, to przynajmniej rób to porządnie, ty złodziejski kocie! Jak śmiesz mówić takie rzeczy, kiedy jestem tutaj? Myślisz, że skoro jestem tylko pokojówką, to możesz mnie tak traktować?!
– Co pan teraz robi?
Nagle odezwał się niski głos. Abigail, która jeszcze przed chwilą krzyczała na mnie jak opętana, natychmiast odwróciła głowę. Przez otwarte drzwi gabinetu zobaczyłem stojącego w środku Keitha Knight Pittmana. Abigail wyglądała na zaskoczoną, a ja tylko zamrugałem, patrząc na niego osłupiałym wzrokiem.
Jego włosy były jeszcze mokre, jakby dopiero co wyszedł spod prysznica. Ciasno związane kosmyki lśniły, gdy spływające po nich krople wody powoli opadały na podłogę. Przez luźny szlafrok wyraźnie zarysowywała się jego klatka piersiowa, którą tak bardzo starałem się ignorować. Fioletowe oczy, które na chwilę zniknęły za długimi rzęsami, ponownie się pojawiły. Szeroka klatka piersiowa i wciąż mokra szyja sprawiły, że przełknąłem ślinę. Natychmiast zauważył każdy mój drobny ruch. Oczywiście wcale nie zrobiło to na mnie dobrego wrażenia.
– Łapiesz mojego Visera i co właściwie robisz?
Ostatnie słowa zostały wypowiedziane niemal z oburzeniem, jednak reakcja Keitha nie była aż tak gwałtowna. Zamiast tego uniósł kącik ust.
– Co ty właściwie wygadujesz? Zwariowałaś?
– Słucham?
Na ostry głos Keitha Abigail zamilkła. Keith zmarszczył brwi, odrzucając włosy do tyłu.
– To tylko mój Viser. Wyglądam, jakbym dobrze dogadywał się z mężczyznami? Naprawdę jesteś absurdalna.
– Ale…
Abigail zaczęła się jąkać, zirytowana.
– Próbowałaś go uwieść, prawda? Twój okres rui się zbliżał, więc pomyślałaś, że spróbujesz mnie oszukać?!
– To nie tak…
Abigail protestowała.
– Ale przecież jesteś Omegą.
Keith spojrzał na nią z niedowierzaniem.
– To Omega.
– Mężczyzna.
Abigail w końcu zrozumiała, co chciałem powiedzieć, i zamilkła. Keith odezwał się do niej, widząc, jak zaczyna się wycofywać.
– Nieważne, czym jest Omega. Problem polega na tym, że wymyślasz sobie jakieś historie i dlatego tu przyszłaś.
– Słyszałaś? To już wystarczy. Przestań zadawać głupie pytania i powiedz, o co tu właściwie chodzi.
Keith naprawdę mi ufał. Nawet gdybym przyszedł tutaj z jakimś absurdalnym pomysłem, który istniał wyłącznie w głowie Abigail, najwyraźniej nie byłby nawet w stanie sobie wyobrazić, że to prawda. Wkrótce miało się okazać, skąd brało się jego przekonanie.

Zostaw komentarz