Rozdział 11
– Przepraszam. Będę ćwiczył, żeby nadążyć.
Patrząc na Moon Sebyeola, który wypowiedział jego imię, Shim Eunchan skłonił głowę. Nie próbował się tłumaczyć ani szukać wymówek. Z perspektywy pozostałych członków musiało to wyglądać absurdalnie. Jeszcze wczoraj był pełnoprawnym członkiem zespołu, który bez problemu wykonywał choreografię, a dziś sprawiał wrażenie, jakby obudził się jako zupełnie inna osoba.
– Nic się nie stało. Mamy jeszcze trochę czasu. Naprawdę jest w porządku.
Podobno głupcowi nie mówi się wprost, że jest głupcem. Choć Eunchan mylił się wręcz niewiarygodnie często, zamiast krytyki usłyszał słowa otuchy. Moon Sebyeol poklepał go lekko po ramieniu, próbując go pocieszyć.
– Tym razem przećwiczmy to razem. Są tu fragmenty, które są naprawdę trudne, więc może minąć trochę czasu, zanim wszystko zgramy, ale możemy powtarzać to choćby dziesiątki razy. Ćwicz, dopóki sam nie będziesz zadowolony. Jasne?
Nie mówił tego wyłącznie do Hyun Wooyeonga. Eunchan również skinął głową i odpowiedział razem z nim:
– Jasne.
Był wdzięczny za sam fakt, że znów może tańczyć i śpiewać. I po raz kolejny uświadomił sobie, jak bardzo to kochał.
Mógł próbować jeszcze raz.
I jeszcze raz.
I jeszcze.
Motywacja zapłonęła w nim żywym ogniem.
Na szczęście nie musieli powtarzać układu nawet pięć razy. Tempo, w jakim Wooyeong przyswajał choreografię, było wręcz niewiarygodne.
Już przy drugim wspólnym przejściu całości można było powiedzieć, że tańczy niemal perfekcyjnie. Jeśli pojawiały się błędy, były tak drobne jak niewłaściwy kąt zaciśniętej pięści. I nawet te dostrzegał właściwie tylko Moon Sebyeol ze swoim sokolim wzrokiem. Ktoś inny prawdopodobnie w ogóle by ich nie zauważył.
Nie chodziło jedynie o technikę.
Naturalna linia jego ruchów była prawdziwym dziełem sztuki. Miał długie kończyny, ale nie sprawiał wrażenia niezgrabnego czy rozchwianego. Przeciwnie, potrafił wykorzystać tę cechę jako swój największy atut.
Nawet pojedynczy kosmyk włosów, który poruszał się swobodnie bez żadnej stylizacji, wyglądał jak element starannie wyreżyserowanego występu.
Nawet Eunchan, który znał już statystyki Wooyeonga, nie potrafił ukryć podziwu. Tym bardziej trudno było się dziwić reakcji pozostałych członków.
Coraz bardziej przypominało to nierozwiązywalną zagadkę.
Jak ktoś taki trafił do małej agencji pokroju PotenHigh?
I jakim cudem został nowym członkiem B the 1?
Było to pytanie, które niezręcznie było zadać wprost samemu zainteresowanemu. Jednak Eunchan miał wrażenie, że nie tylko on nad tym się zastanawia.
Nie musieli nic mówić.
Wystarczyło jedno spojrzenie.
Po wyrazie twarzy czy błysku w oczach doskonale rozumieli, że wszyscy myślą dokładnie o tym samym.
– Wooyeong, jesteś niesamowity.
Moon Sebyeol klepnął go z uznaniem w plecy.
– Opanować to w jeden dzień…
– To dzięki temu, że tak dobrze mi wszystko wyjaśniliście.
Wbrew pierwszemu wrażeniu Wooyeong potrafił być całkiem uprzejmy.
Cała sytuacja spadła na niego nagle, więc musiał być równie zdezorientowany jak pozostali. Mimo to ani przez chwilę nie okazał niezadowolenia. Przyszedł do sali treningowej i bez słowa narzekania ćwiczył z nimi choreografię.
Problemem pozostawał Eunchan.
Wprawdzie radził sobie już znacznie lepiej niż na początku, ale z takim poziomem nie mógł jeszcze wyjść na scenę.
– Eunchan, chodź tutaj. Zrobimy ci prywatną lekcję.
Moon Sebyeol sam zaproponował pomoc przy choreografii.
Powiedział to lekkim tonem, jakby domyślał się, że Eunchanowi trudno byłoby samemu poprosić o wsparcie.
Przez chwilę Eunchan zastanawiał się, czy wypada poświęcać mu uwagę kosztem Wooyeonga, który dopiero dołączył do zespołu. Nie był jednak w sytuacji, by wybrzydzać.
Szczerze mówiąc, to właśnie on bardziej potrzebował wskazówek Sebyeola.
Na szczęście odzyskanie pamięci całej choreografii nie zajęło aż tak dużo czasu.
Nie był jeszcze w pełni zadowolony ze swojego poziomu, ale przynajmniej przestał wyglądać kompromitująco.
To był dopiero początek.
Musiał dopracować wszystko znacznie bardziej.
Jego cel znajdował się dużo wyżej.
Jeśli chciał coś pokazać fanom i zwykłym widzom, taki poziom zdecydowanie nie wystarczał.
Dlatego ćwiczył od początku do końca, raz za razem.
Gdy w końcu odzyskał świadomość czasu, okazało się, że minęło już ponad sześć godzin.
Wprawdzie sam zaproponował wspólne ćwiczenia, ale nawet on nie spodziewał się, że potrwają aż tyle. Był tym zaskoczony.
Jeszcze większym zaskoczeniem był jednak Wooyeong.
Nie tylko nie narzekał.
Wręcz przeciwnie, za każdym razem proponował, żeby poćwiczyć jeszcze trochę.
A kto mógłby nie lubić kogoś o takim nastawieniu?
Ostatecznie zakończyli trening dopiero po kolejnych dwóch godzinach.
I to tylko dlatego, że rodzinny dom Wooyeonga znajdował się w prowincji Gyeonggi i musiał wrócić wcześniej.
Po kilku godzinach spędzonych ramię w ramię atmosfera była już zdecydowanie cieplejsza niż podczas pierwszego spotkania.
Eunchan także wpasował się w grupę, ale niepokoił go Junseo.
Jako jedyny wciąż nie inicjował rozmów.
Najwyraźniej należał do osób, które mocno przywiązują się do ludzi. Nawet po odejściu Lee Haemina trudno było mu zaakceptować pojawienie się Wooyeonga.
Zła atmosfera w zespole zawsze prędzej czy później wychodzi na scenie.
Mieszkali przecież w jednym pokoju.
Poza tym, mentalnie to właśnie Eunchan był tutaj najstarszy.
Uznał więc, że powinien o niego zadbać.
Wooyeong nie przywiózł jeszcze swoich rzeczy, więc zamierzał wrócić do domu autobusem.
– Hyung, czy mógłbyś odprowadzić mnie na przystanek?
Ku zaskoczeniu wszystkich zwrócił się konkretnie do Eunchana.
Co prawda Eunchan i tak planował go odprowadzić, skoro to on przyprowadził go wcześniej do akademika i sali treningowej, ale nie spodziewał się, że Wooyeong sam go o to poprosi.
– Jasne. Czemu nie.
Zgodził się bez wahania.
– Dasz radę? – zapytał Ryu Sou. – Musisz być zmęczony.
– Nic mi nie będzie. I tak gdybym wrócił teraz do akademika, nie dostałbym się od razu pod prysznic.
– W sumie racja.
Sou skinął głową.
Gdy wyszli z budynku, przywitał ich lodowaty wiatr tnący twarze niczym ostrze.
W nocy zrobiło się jeszcze zimniej.
Eunchan odruchowo skulił ramiona, podczas gdy Wooyeong żegnał się z pozostałymi członkami.
– Tędy.
Wooyeong ruszył za nim.
Choć trenowali bardzo długo, nie było jeszcze aż tak późno, by ulice opustoszały. Co jakiś czas przechodnie spoglądali na Wooyeonga ukradkiem.
Trudno było się dziwić.
Nawet stojąc bez ruchu, przyciągał uwagę.
Eunchan sam co chwilę zerkał na niego kątem oka.
Najwyraźniej został przyłapany.
Wooyeong patrzył przed siebie, gdy nagle odezwał się:
– Hyung.
– Tak?
– Muszę zostać najlepszy.
Eunchan odwrócił głowę.
– Więc proszę, nie bądź dla mnie ciężarem.
Słowa zabrzmiały niczym deklaracja.
Przez moment miał wrażenie, że źle usłyszał.
Powoli spojrzał na Wooyeonga.
Ten zdążył już obrócić się w jego stronę.
Wyraz jego twarzy był śmiertelnie poważny.
Nie było w tym ani odrobiny żartu.
Naprawdę powiedział to właśnie tutaj?
Eunchan absolutnie nie spodziewał się usłyszeć czegoś w rodzaju: „Nie stawaj mi na drodze”.
Uderzyło go to tak mocno, że przez chwilę potrafił jedynie zamrugać.
Widząc jego reakcję, Wooyeong jeszcze bardziej spoważniał.
— Jestem pewien, że zostanę najlepszy. Nawet gdyby ktoś próbował mnie zatrzymać, i tak wspiąłbym się na szczyt, ciągnąc go za sobą. Tylko szkoda mi na to czasu. Dlatego proszę… postaraj się.
Eunchan uniósł brwi.
No proszę.
Więc po to chciał, żeby go odprowadzić.
Innymi słowy, po dzisiejszym treningu uznał, że poziom choreografii i nagranego wokalu Eunchana jest niewystarczający.
Ale powiedzieć to tak prosto w twarz?
Naprawdę nie miał żadnych hamulców.
Może przez wiek.
Był zaskoczony, ale nie uważał tego za żenujące ani niegrzeczne.
Co dziwniejsze, nawet się nie zdenerwował.
Po prostu uderzała go szczerość, z jaką Wooyeong odsłaniał swoje myśli.
Jego pasja i determinacja wręcz biły po oczach.
Niełatwo jest tak otwarcie mówić o własnych ambicjach.
Już samo to świadczyło o ogromnej odwadze.
Choć nie dało się ukryć, że było w tym coś bezczelnego.
Z drugiej strony Eunchan nie miał najmniejszej ochoty po prostu przytaknąć.
– O rany, ale mnie przestraszyłeś.
Przyłożył teatralnie dłoń do piersi.
Następnie spojrzał Wooyeongowi prosto w oczy i lekko się uśmiechnął.
– Mogłeś chociaż uprzedzić. Jak tak nagle wyskakujesz z czymś takim, to człowiek może dostać zawału.
Rozejrzał się demonstracyjnie dookoła.
– Już myślałem, że ktoś to nagrywa.
To, że nie uważał tego za żenujące, nie znaczyło przecież, że nie zamierzał się trochę podroczyć.
Twarz Wooyeonga natychmiast stężała.
Eunchan przez chwilę pomyślał, że może przesadził.
Ale tylko przez chwilę.
W końcu to Wooyeong zaczął.
Skoro wypowiadał coś na kształt deklaracji wojny w stylu „nie stawaj mi na drodze”, nie było powodu, żeby przyjmować to z potulnym uśmiechem.
Owszem, był młodszy.
Eunchan mógł okazać więcej wyrozumiałości.
Ale mógł, nie znaczy że musiał.
Przechylił lekko głowę.
– Oczywiście, że będę ciężko pracował. Nie zamierzam wspinać się, trzymając się czyjejś nogawki. Jednak nie zrobię tego dla ciebie ani dlatego, co właśnie powiedziałeś.
Mówił spokojnie.
– Moim celem jest zdobycie Daesangu na koniec tego roku. Chyba mamy podobne ambicje, co?
Nie planował mówić tego nikomu.
Lecz skoro druga strona postawiła sprawę tak serio, sam dał się sprowokować.
Wooyeong nie odpowiedział od razu.
Po prostu patrzył na niego w milczeniu.
Jakby próbował ocenić, czy mówił poważnie.
I właśnie w tym było widać jego młodość.
Bo dojrzały dorosły raczej nie rozpoczynałby znajomości od tak bezpośredniego starcia.
No cóż.
Choć skoro sam dałem się sprowokować i wypaliłem z celem zdobycia Daesangu, to też nie miał prawa moralizować.
Mimo wszystko ktoś starszy powinien czasem wykazać się większą wyrozumiałością.
Z tą myślą Eunchan wyciągnął rękę.
– To co? Skoro spotkali się ludzie o podobnych ambicjach, może uczcimy to uściskiem dłoni?
Najwyraźniej Wooyeong uznał, że znowu się z niego nabija, bo jego spojrzenie lekko stwardniało.
– Co jest? Nie wierzysz, że możemy zdobyć Daesang?

Zostaw komentarz