Rozdział 6
Zhenya jakby odruchowo przeczesywał włosy Taekjoo palcami. Kosmyki opadały mu na twarz, więc odgarniał je bez większego namysłu, raz po raz muskając jego usta.
Taekjoo czuł narastające napięcie. Całe ciało miał spięte, a oddech stawał się coraz płytszy. Ciepło i bliskość Zhenyi sprawiały, że coraz trudniej było mu zachować trzeźwe myślenie.
— Zhenya… szybciej…
— Dobrze, Taekjoo. Jeszcze chwila.
Następne minuty zlały się w jedno.
Taekjoo próbował skupić się na czymkolwiek innym, lecz Zhenya skutecznie odbierał mu tę możliwość. Napięcie stopniowo narastało, aż w końcu Taekjoo zupełnie stracił poczucie czasu.
— Ach… Zhenya…
Jego głos urwał się w półsłowa.
Ciało przeszył gwałtowny dreszcz, po którym przez chwilę nie był w stanie zebrać myśli. Zhenya również ciężko oddychał, jakby dopiero teraz pozwolił sobie na chwilę wytchnienia.
Przez kilka sekund obaj pozostali w bezruchu.
W końcu Zhenya odezwał się cicho:
— Taekjoo… wszystko w porządku?
— Tak…
Taekjoo próbował odpowiedzieć spokojnie, ale głos miał wyraźnie zachrypnięty.
Zhenya spojrzał na niego uważnie. Widząc jego zmęczenie, nie naciskał już bardziej.
Taekjoo przymknął oczy.
Czuł się kompletnie wyczerpany.
—
Jakiś czas później Zhenya ponownie zbliżył się do niego.
Taekjoo ledwie zdążył złapać oddech, gdy mężczyzna znów zaczął go całować.
— Taekjoo…
— Hm?
Taekjoo odpowiedział niemal bezwiednie.
Zhenya przyciągnął go bliżej.
Tym razem pocałunek był spokojniejszy, ale przez to wcale nie mniej intensywny. Taekjoo poczuł, jak napięcie ponownie narasta.
— Zhenya…
Nie zdążył powiedzieć nic więcej.
Zhenya nie pozwolił mu się odsunąć.
Taekjoo zacisnął palce na jego ramieniu, próbując odzyskać oddech.
— Cholera…
Zhenya spojrzał na niego z rozbawieniem.
— Już masz dość?
Taekjoo posłał mu zirytowane spojrzenie.
— Przestań się ze mnie nabijać.
Zhenya tylko się uśmiechnął.
Taekjoo westchnął i przymknął oczy.
Nie miał już siły się z nim kłócić.
—
Po wszystkim Taekjoo przez dłuższą chwilę leżał bez ruchu.
Całe ciało miał ciężkie, a oddech wciąż nierówny. Czuł się tak, jakby wyczerpał wszystkie zapasy energii.
Zhenya natomiast wyglądał, jakby dopiero teraz odzyskał dobry humor.
— Taekjoo.
— Co?
— Dobrze się czujesz?
Taekjoo przez chwilę milczał.
— Jestem zmęczony.
— W takim razie odpocznij.
Zhenya przesunął dłoń po jego włosach.
Taekjoo przymknął oczy.
Przez chwilę panowała cisza.
Potem Zhenya znów się odezwał:
— Taekjoo, wszystko w porządku?
— Mhm…
Taekjoo odpowiedział sennie.
Zhenya obserwował go jeszcze przez moment.
W jego spojrzeniu pojawiła się satysfakcja.
— Dobrze.
Taekjoo uchylił jedno oko.
— Z czego się tak cieszysz?
— Z niczego.
— Kłamiesz.
Zhenya roześmiał się cicho.
Taekjoo westchnął i wtulił twarz w poduszkę.
—
W końcu Taekjoo zebrał się w sobie i podniósł z łóżka.
— Muszę się umyć.
Zhenya spojrzał na niego z rozbawieniem.
— Sam dasz radę?
— Oczywiście.
Taekjoo zrobił krok.
Zatrzymał się.
Jego nogi były wyraźnie osłabione.
Zhenya natychmiast to zauważył.
— Taekjoo.
— Nic mi nie jest.
— Wyglądasz, jakbyś za chwilę miał się przewrócić.
— Powiedziałem, że nic mi nie jest.
Taekjoo spróbował zrobić kolejny krok.
Tym razem zachwiał się jeszcze mocniej.
Zhenya złapał go za ramię.
— Uważaj.
Taekjoo prychnął.
— To przez ciebie.
— Wiem.
— Nie masz nawet wyrzutów sumienia?
— Ani trochę.
Taekjoo spojrzał na niego z niedowierzaniem.
— Jesteś niemożliwy.
Zhenya pomógł mu dojść do łazienki.
W środku Taekjoo oparł się o umywalkę i odkręcił wodę.
Dopiero wtedy poczuł, jak bardzo jest wyczerpany.
Przemył twarz chłodną wodą i przez chwilę stał z pochyloną głową.
— Cholera…
Zhenya podszedł bliżej.
— Co się stało?
— Nic.
Taekjoo sięgnął po ręcznik.
Wtedy zauważył na umywalce butelkę wody.
Wyciągnął po nią rękę.
— Napij się.
Zhenya podał mu butelkę.
Taekjoo wypił kilka łyków.
Gardło miał wysuszone niemal na wiór.
— Lepiej?
— Trochę.
Zhenya wciąż nie spuszczał z niego wzroku.
Taekjoo westchnął.
— Nie patrz tak na mnie.
— Jak?
— Jakbyś właśnie znalazł sobie nową zabawkę.
Zhenya uśmiechnął się pod nosem.
— Nie jesteś zabawką.
— Akurat.
Taekjoo odstawił butelkę.
Mimo zmęczenia jego spojrzenie nadal było ostre.
— I przestań się tak szczerzyć.
— Nie mogę.
— Dlaczego?
— Bo jesteś zabawny.
— Zamknij się.
Zhenya roześmiał się cicho.
Taekjoo pokręcił głową.
Był zbyt zmęczony, żeby dalej się z nim kłócić.
Oparł się o umywalkę i przymknął oczy.
Po chwili poczuł dłoń Zhenyi na ramieniu.
— Chodź. Odpoczniesz.
Taekjoo nie zaprotestował.
Pozwolił mu się poprowadzić z powrotem do pokoju.
—
Kiedy wrócili do sypialni, Taekjoo niemal natychmiast opadł na łóżko.
Materac miękko ugiął się pod jego ciężarem.
Taekjoo wydał z siebie ciche westchnienie.
— Wreszcie…
Zhenya stanął obok.
— Już lepiej?
— Mhm.
Taekjoo zamknął oczy.
Przez chwilę wydawało mu się, że zaraz zaśnie.
Jednak po chwili ponownie je otworzył.
— Zhenya.
— Tak?
— Właściwie… gdzie my jesteśmy?
Zhenya spojrzał na niego.
— Na jachcie.
— To wiem.
Taekjoo zmarszczył brwi.
— Pytam, do kogo należy.
Zhenya przez chwilę milczał.
Na jego twarzy pojawił się tajemniczy uśmiech.
— Nadal jesteś ciekawski.
— Oczywiście.
— Dowiesz się.
— Kiedy?
— Kiedy przyjdzie odpowiedni moment.
Taekjoo westchnął.
— Nienawidzę, kiedy tak odpowiadasz.
— Wiem.
Zhenya usiadł obok niego.
Taekjoo spojrzał na niego spod przymkniętych powiek.
— I jeszcze jedno.
— Hm?
— Dziękuję.
Zhenya uniósł brew.
Taekjoo odwrócił wzrok.
— Za to, że mnie stamtąd zabrałeś.
Przez chwilę Zhenya nic nie mówił.
Potem delikatnie pogładził Taekjoo po włosach.
— Nie musisz dziękować.
Taekjoo przymknął oczy.
Tym razem naprawdę poczuł, że może odpocząć.

Zostaw komentarz